niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział 59

- To już ostatnia?
- Tak, ostatnia - Harry mruknął chwytając dwie torby, kiedy ja niosłam jeszcze jedną. - Jamie, daj ja to poniosę.
Zmarszczyłam brwi.
- Przecież niesiesz już dwie.
Jęknął z wysiłku, próbując niczego nie upuścić.
- Wiem, ale wtedy będę wyglądał... - przerwał i wziął dramatyczny wdech, idąc w moim kierunku. - Wtedy będę wyglądał bardziej męsko.
Gdy to powiedział wyglądał akurat mniej męsko niż kiedykolwiek. Przerażonym wzrokiem przyglądał się otoczeniu.
- Jezu... Jesteśmy w lesie.
Rozejrzałam się po tym malowniczym krajobrazie. Byłam wychowywana w otoczeniu drzew i natury. Mój ojciec jest naprawdę twardym facetem, często polował na jelenie czy zające. Próbowałam go przekonać by przestał, jednak on mówił, że to "sport".
- Moi rodzice sami zbudowali ten dom - mruknęłam do niego.
- Rodzice? Myślałem, że masz tylko ojca - powiedział zdezorientowany, unosząc brwi.
- Tak.
- W takim razie, gdzie jest twoja mam...
Przerwałam mu w pół zdania dość brutalnie rzucając mu moją torbę. Ku mojemu zaskoczeniu - złapał ją. Nie mogłam się powstrzymać i zaśmiałam się, patrząc jak Harry niosąc już dwie duże torby, próbuje jakoś utrzymać trzecią z prezentami, którą właśnie mu dałam. To było słodkie, że próbował mi zaimponować, ale jeśli chciał, by mój tata go zaakceptował, to musiał postarać się dużo bardziej. Cztery miesiące zajęło mu oswojenie się z faktem, że wyjechałam do college'u, więc nawet ciężko było mi wyobrazić sobie jak długo zajmie mu przyjęcie tego, że mam chłopaka.
- Nie zapukamy? - Harry zapytał zmartwiony, gdy otwierałam frontowe drzwi domu. Ja wzruszyłam tylko ramionami, pokręciłam głową i weszłam do środka. Słyszałam jak Harry głośno przełyka ślinę, zanim zrobił to co ja.
- Tato! Youssef! - krzyknęłam głośno i usłyszałam jak chłopak za mną wzdycha stawiając torby na podłogę.
- Jamie, oni mnie znienawidzą.
Przewróciłam oczami i stanęłam twarzą do Harry'ego. Stał niekomfortowo w swoim czerwonym swetrze i przygryzał wargę... Nie mogłam brać go na poważnie, kiedy wyglądał tak słodko!
- Będą tobą zachwyceni - skłamałam. Znałam mojego ojca, on nigdy nie polubił żadnego z moich chłopaków.
- Idziemy! - niski zachrypnięty głos mi odpowiedział. To zdecydowanie był mój tata.
Uśmiech pojawił się na mojej twarzy, gdy zobaczyłam te dwie bliskie mi osoby w korytarzu. Ojciec wciąż wyglądał dokładnie tak samo - wysoki i dobrze zbudowany. Jego blada skóra pokryta zmarszczkami i krótkie siwe włosy sprawiały, że nie wyglądał już tak młodo. W końcu miał już pięćdziesiąt lat.
Przeniosłam wzrok na mojego młodszego brata, a mój uśmiech stał się jeszcze większy, gdy przypomniałam sobie jak bardzo jesteśmy do siebie podobni. Jego skóra była ciemna, tak samo jak jego krótkie falowane włosy. Ludzie brali nas za bliźnięta, z czego Youssef zawsze się cieszył.
- Jamie! - krzyknęli obaj, a ja rzuciłam się by ich uściskać. Uściskałam ich mocno, wspominając czasy kiedy byłam jeszcze małym dzieckiem. Już dawno nie było mnie w domu.
W końcu przypomniałam sobie jak niezręcznie musi czuć się teraz Harry stojąc samotnie za mną. Szybko oderwałam się od rodziny i stanęłam obok niego.
- Tato, to jes...
- Ta, znam jego imię, już mi mówiłaś - powiedział szorstko sprawiając, że chwyciłam Harry'ego za rękę i ledwie powstrzymałam się przed powiedzeniem, że ojciec jest taki dla wszystkich. Potrafił zachowywać się naprawdę nieuprzejmie.
- W-Wesołych świąt - Harry powiedział z wahaniem. Na szczęście tym razem nie wyciągnął noża i nie zaczął nikomu grozić śmiercią. Nie chciałabym kolejny raz tego przechodzić...
- Więc... To ty jesteś powodem, dla którego Jamie nie mogła przyjechać sama na RODZINNE święto? - zapytał unosząc brwi.
Harry głośno przełknął ślinę ze strachem i próbował odpowiedzieć.
- J-Ja...
- On tylko żartuje, Jamie. Tata i ja jesteśmy uh... szczęśliwi, że masz chłopaka - ogłosił mój brat, czym mnie zaskoczył, po czym szturchnął w ramię ojca, który próbował zmusić się do uśmiechu - Prawda?
- Chodźcie do salonu, mam niespodziankę.
Przewróciłam oczami, gdy zignorował pytanie Youssefa i ruszyłam za nim. Wszyscy byliśmy ciekawi co to było. Znając tatę, było to coś co kompletnie odizoluje od nas Harry'ego. Szkoda, że nie wiedział jaki on jest, i że każdy obraźliwy żart przyjmuje bardzo do serca.
Weszliśmy do staromodnie urządzonego salonu, a ojciec kazał nam usiąść na sofie. Harry siedział obok mnie i posłał mi wystraszone spojrzenie. W odpowiedzi wzięłam go za rękę i lekko ścisnęłam jego dłoń, dając mu do zrozumienia, że wszystko będzie w porządku.
- Kupiłem nam swetry świąteczne z wyszytymi imionami - tata powiedział podekscytowany, po czym onieśmielająco spojrzał na Harry'ego. - Mam jeden nawet dla ciebie.
Harry jakby odetchnął z ulgą na jego słowa i też lekko ścisnął moją dłoń. Po chwili każdy z nas dostał jasnozielony wełniany sweter. Mój oczywiście miał napis "Jamie". Przeniosłam wzrok na Harry'ego, jednak on wyglądał na skonsternowanego. Patrzył na sweter ze zmarszczonymi brwiami.
- Harry, coś nie tak?
Nie musiał nic mówić, gdy odwrócił prezent napisem w moją stronę.
- On myśli, że nazywam się Halford - szepnął.
Właśnie miałam wybuchnąć i nakrzyczeć na ojca, jednak mocniejsze ściśnięcie mojej dłoni mnie powstrzymało.
- Nie mów mu nic - szepnął do mnie Harry.
Zignorowałam go i odwróciłam się do taty.
- Tato! Serio?!
- Co ja znowu zrobiłem? - powiedział defensywnym tonem unosząc ręce do góry. - Robię co mogę, żebyś ty i Halford czuli się tu dobrze!
- On nie nazywa się Halford, tato! To Harry! - krzyknęłam, a Harry dawał mi znak bym przestała gładząc moją dłoń. Byłam ściekła. On zrobił to specjalnie, wiedziałam to.
- J-Ja nie mam nic przeciwko, by m-mówiono na mnie Halford - Harry szepnął nerwowo.
- Przepraszam, okej? Halford, Harry... Co za różnica? - mruknął ojciec, nakładając swój sweter na czerwoną koszulkę polo.
Ja też włożyłam sweter i próbowałam ignorować to jak mnie gryzł. Harry zdjął czerwony sweter, który mu dałam i zamienił go na zielone dużo za duże ubranie. Widziałam, że czuje się dziwnie i niekomfortowo, ale był zbyt uprzejmy, by cokolwiek powiedzieć.
- Przepraszam, jeśli jest trochę za duży, nie wiedziałem, że jesteś taki chudy - ojciec zaśmiał się głośno, a ja poczułam jak ciało Harry'ego się napięło, więc znowu chwyciłam go za rękę.
- C-Chyba powinienem zanieść gdzieś te torby - powiedział cicho, obracając się w ich stronę, ale jakby czekając na pozwolenie.
- Zanieś je na górę. Drugie drzwi po prawej - tata powiedział, w końcu nie obrażając nikogo.
- Pomogę ci...
- Jest dorosłym facetem, Jamie. Poradzi sobie sam.
Harry posłał mi ostatnie błagalne spojrzenie i powoli opuścił salon. Poczekałam, aż będzie wystarczająco daleko, zanim zaczęłam krzyczeć na ojca.
Nim jednak zdążyłam cokolwiek powiedzieć, on i mój brat wybuchli śmiechem. Patrzyłam na nich zdezorientowana.
- Co was tak śmieszy?
Oboje śmiali się w najlepsze i nie śpieszyli się z wyjaśnieniami. Siedziałam tam i zastanawiałam się o co im chodzi.
- Gdzie ty do cholery go znalazłaś?
Czułam jak serce mi się łamie, słysząc ich okrutne słowa, jednak nie dałam rady zrobić nic więcej niż po prostu tam siedzieć i się na nich gapić.
- Co macie na myśli?
- J-Ja nie m-mam nic przeciwko, b-by m-mówiono na mnie H-Halford - Youssefa wyjąkał, a mój ojciec znów zaczął się śmiać.
- Nie mogę uwierzyć, że bałem się, że on złamie ci serce - powiedział mój tata, gdy trochę się uspokoił. - Co za kretyn.
Skrzyżowałam ramiona i spuściłam wzrok na podłogę. Bolało mnie to. Harry naprawdę próbował im zaimponować.
- Jesteście okropni.
- Rozchmurz się Jamie. Tylko się śmiejemy - odezwał się Youssef.
To wcale nie było śmieszne. To było okrutne.
- Harry cały ranek martwił się przed spotkaniem z wami -  powiedziałam smutno. - Próbował się wam przypodobać.
- Jak do tej pory nie bardzo mu to wychodzi - mruknął ojciec, a mój brat dziwnie ucichł.
- Bo nie jest taki twardy i odważny jak ty? Jezu, tato... Nie każdy musi być pozbawionym uczyć starym face...
- Bo nie jest wystarczająco dobry! - przerwał mi.
Miałam ochotę wstać i po prostu wyjść. Jakim cudem Harry nie jest wystarczająco dobry? Nie można go tak oceniać, kiedy zna się go od dwóch minut.
- To szokujące jak bardzo można się mylić oceniając innych - szepnęłam.
Harry był najmilszą, najbardziej kochającą osobą jaką kiedykolwiek spotkałam...
- Daj mu szansę - odezwał się Youssef, zaskakując zarówno mnie jak i ojca. - Tak jak Jamie powiedziała, on naprawdę się stara ci zaimponować...
- Dam mu szansę, ale on jest jakimś głupim dziwakiem...
- Okej, przestań z tymi wyzwiskami...
Nagle przerwałam słysząc gwałtowny wdech w drzwiach. Odwróciłam głowę i dostrzegłam brązowe loki
Harry'ego znikające za ścianą. Po chwili zaskrzypiały schody informując mnie o tym, że wrócił na górę. Jęknęłam i zakryłam twarz dłońmi.
On wszystko słyszał.
Wstałam i spojrzałam na ojca.
- Twoja niewyparzona gęba to główny powód dla którego nigdy cię nie odwiedzam.


______________________________________

Jestem chora! Yaaay... -.-

Co myślicie o tym rozdziale?
Mi osobiście cały ten motyw z wizyta u ojca Jamie nie bardzo się podobał.

No, ale nawet jeśli podzielacie moje zdanie to wierzcie mi warto czytać dalej, bo do końca coraz bliżej, a końcówka zaskoczy was wszystkich! 

Komentujcie proszę ;)

xxPaula

niedziela, 26 października 2014

Rozdział 58

*nastepnego dnia*

- Tak bardzo się cieszę, że w końcu się zgadzamy.
Długie, przepastne ramiona Harry'ego owinęły się wokół mojej tali, a jego usta musnęły moje ucho, zanim odsunął się ode mnie, aby zapakować ostatnią z walizek do mojego auta. Czułam jak żołądek wywracał mi się w poczuciu winy, kiedy nerwowo podeszłam do niego i słabo się uśmiechnęłam. Była Wigilia, więc planowaliśmy za niedługo wyjeżdżać do mojego taty.
- Ugh, jakie ubrania zapakowałeś? - zaledwie się uśmiechnęłam zanim udało mi się zwrócić jego uwagę. Zauważyłam, że ma na sobie znajomy czarny T-shirt, brązowe buty i obcisłe jeansy.
Spojrzał na mnie pytająco zanim odchylił na bok głowę.
- Zapakowałem trzy pary czarnych jeansów i pasujące koszulki, czemu pytasz?
Nieśmiało przełknęłam ślinę na wieść o jego doborze ubrań. Nie chodzi o to, że nie lubię tego jak się ubiera, tylko nigdy nie widziałam go w innym kolorze niż czarny. Jednym z prezentów jakie mu kupiłam był czerwony wełniany sweter. Przecież to nie będzie przestępstwo jeżeli dam mu go wcześniej.
- Zanim wyjedziemy chciałabym żebyś otworzył jeden z twoich prezentów - powiedziałam do niego z podekscytowaniem ukrywającym fakt, że chciałam żeby w jego garderobie było więcej kolorów niż jeden. Jego brwi uniosły się z zaskoczenia i radości, ale po chwili z rozczarowaniem skrzyżował ramiona.
- Jeden z moich prezentów? Jamie, kupiłaś więcej niż jeden?-
- Ten jeden nie jest tak fajny - mruknęłam i zerknęłam na  bagażnik auta. Moje nogi niezgrabnie przemieściły  się na tył i zaczęłam szukać mojej torby z prezentami. W końcu go znalazłam. Wystarczająco szybko poczułam ciepło ciała Harry'ego, kiedy wtykał nos do bagażnika.
Szybko zatrzasnęłam klapę i uśmiechnęłam się szeroko, ochoczo wręczając mu prezent. Wyglądał na podekscytowanego kiedy zaczął powoli odwijać papier. Spoglądał zdezorientowany na pakunek zanim pozbył się całego papieru. Na całe szczęście, uśmiech nie schodził z jego twarzy kiedy rozłożył go i szybko przyłożył do siebie.
- Kupiłaś mi sweter?
Uśmiechnęłam się zażenowana.
- Tak, ale obiecuję, mam też coś lepszego-
- Jak go wybrałaś? - zaśmiał się niedowierzając i szybko przełożył go przez głowę i zaplątał się kiedy usiłował znaleźć wejścia do rękawów - To najlepszy prezent jaki kiedykolwiek dostałem.
- To tylko sweter - wymamrotałam usiłując ukryć mój uśmiech. Był taki wdzięczny za najbanalniejsze rzeczy.
- Jest mi teraz tak ciepło - zachichotał zaraz kiedy dumnie założył sweter, nawet wykonał mały piruet aby zaprezentować swoje nowe ubranie, ale oczywiście zrobił to w żartach - Dziękuję za to.
- Dla ciebie wszystko - odparłam rozbawiona.
- Dałbym ci wcześniej prezent, ale mam tylko jeden - powiedział niewinnie wydymając wargi, ale nie było dla mnie ważne co mi kupił. Chciałam tylko mieć go teraz dla siebie.
- W porządku, Harry. Uh- - spojrzałam ostatni raz na auto i w kierunku mieszkania - Mamy wszystko?
Harry z rezerwą wzruszył ramionami
- Wydaje mi się, że tak. Poczekaj, masz swoją strzykawkę?
Niezręcznie skinęłam głową na jego pytanie.
- Tak, jest w mojej torbie. Harry, wiesz, że biorę ja tylko na wszel-
- Rozumiem. Jeżeli bym powiedział lub zrobił coś, czego normalnie bym nie zrobił, po prostu... po prostu to zrób - wyszeptał zażenowany. Potrzebował nie martwić się o nic, bo wtedy ja też zacznę się martwić.
- Chodźmy. Przed nami trzy godziny drogi.

~

- Harry... Zostaw tą. Nie... Harry, okej...zostaw tą. Harry! Wybierz piosenkę!
Harry jęknął i kontynuował przełączanie każdej kolejnej piosenki w radiu. To było jakby nienawidził każdej jednej możliwej piosenki.
Nagle się zatrzymał kiedy zaczął lecieć kawałek dubstepu.
- Co to do cholery jest?
Zachichotałam zanim wzruszyłam ramionami, wciąż nie spuszczając wzroku z drogi i kontynuując jazdę. Jechaliśmy już około dwóch i pół godziny. Dotychczas zatrzymaliśmy się dwa razy, bo Harry musiał iść do toalety. Cały czas pił z kartonu ten głupi sok pomarańczowy. Słowo daję, gdzieś w nim żyło małe dziecko.
- Znam tą piosenkę - Harry powiedział zaskoczony po tym jak przełączył na kolejną radiostację. Chętnie spróbowałam posłuchać, ale Harry spróbował przypomnieć sobie słowa, co czyniło niemożliwym słuchanie.
- Co to jest?
- Nie pamiętam, ale wiem, że znałem to kiedy byłem młodszy - wymamrotał, a ja w końcu dostałam szansę na posłuchanie piosenki. Oh, znałam ją. To była klasyka.
- To Madonna - uśmiechnęłam się pod nosem na wieść, że Harry lubi tego słuchać. Ale jeżeli to uwolni jego wspomnienie z dzieciństwa, więc niech będzie.
- You here with me, it's like a dream - wypowiedział słowa piosenki zanim zachichotał - Wciąż pamiętam sowa.
- Just like a deram, you are what you seem - śpiewałam razem z piosenką, dość okropnie jeśli mam mówić szczerze, ale to było tylko dla zabawy. Uśmiechnęłam się i odwróciłam głowę do Harry'ego, który spoglądał na mnie z dyskomfortem i cały się spiął. Wyglądał jakby zjadł coś kwaśnego i usiłował jakoś to przełknąć.
- Nie śpiewaj - wyszeptał - To sprawia, że czuję się niekomfortowo.
Zamrugałam kilka razy i próbowałam pogodzić się z jego słowami i wciąż się uśmiechałam. Cicho westchnęłam zanim wróciłam wzrokiem na drogę i chciałam nie czuć się tak zraniona jak powinnam.
- Out of the sky, I close my eyes. Heaven help me - zaśpiewał głośno w pewnością siebie. Nie wiedziałam co zrobić, moje oczy rozszerzyły się z zaskoczenia. Jasny gwint. Harry potrafi śpiewać?
- Słodko - westchnęłam, nie pokazując wprost jak mi to zaimponowało i wciąż wgapiałam się w to co było przede mną.
- Nie chcę brzmieć na zarozumiałego, czy coś w tym rodzaju, ale moja mama mówiła mi, że mam głos anioła - wymruczał z uśmiechem. Boże, był teraz tak trochę przemądrzały. Po pierwsze, mówi mi, żebym przestała śpiewać, bo to zabija nastrój. A teraz przechwala się swoim głosem? Był trochę arogancki, jak na mój gust. Ale tak szczerze, nie chciałam żeby skończył. Nigdy się niczym nie chwalił, miło było słuchać go mówiącego o sobie pozytywnie.
- Powinieneś zostać piosenkarzem - zażartowałam, ale prawdopodobnie mógłby, jeśliby tylko chciał. Właściwie, jeśliby tylko miał pewność siebie.
- Nie ma mowy. Wszystko zrobiłbym źle i to byłaby... to byłaby katastrofa - zakpił z siebie, tak jak myślałam. Myśl o Harry'm koncertującym na całym świecie była śmieszna.
- Może ty i Zayn stworzylibyście zespół albo coś w tym stylu - zażartowałam i pozwoliłam chichotowi ulecieć z moich ust.
- Możesz sobie wyobrazić mnie i Zayna w boy bandzie? - zaśmiał się ze mną powodując, że mój wzrok zatracił się w odległości przede mną i Harry zrobił to samo.
- Raczej nie.

~

Około pół godziny później, Harry siedział nerwowo obok mnie i byliśmy ekstremalnie blisko domu mojego taty. Wiedziałam, że chciałby w tym momencie wrócić do domu, ale po trzech godzinach jazdy nie było opcji, żebym zawróciła.
- Pamiętaj, Harry - powiedziałam powoli - Jesteś moim  chłopakiem i pracujemy razem. Nie jesteś pacjentem i jesteś kompletnie wolny od zaburzeń psychicznych.
Spojrzał na mnie z rozczarowaniem i zaskoczeniem malującym się na twarzy. Momentalnie odwróciłam się z powrotem z niepokojem.
- Nie lubisz faktu, że mam zaburzenia?
Czułam jak łamie mi się serce kiedy mówił takie bzdury. Nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało.
Moja dłoń obniżyła się łagodnie, spojrzałam na niego krótko. Wyglądał na urażonego i nie chętnego do wysłuchania mojej odpowiedzi.
- Nie chciałabym ciebie w żaden inny sposób niż teraz. Nie chcę tylko, żeby mój tata i brat byli zaskoczeni tym, że  umawiam się z kimś, kogo normalnie bym leczyła.
- Myślę, że lepiej żebyś powiedziała im  prawdę.
Wywróciłam oczami na jego słowa.
- Ostatnio kiedy powiedziałam komuś prawdę prawie mnie zwolnili.
- Po prostu myślę, że twój tata byłby odrobinę bardziej tolerancyjny, niż ludzie z którymi pracujesz - wymamrotał zamyślony zanim wzruszył ramionami. Z wahaniem przygryzł wargę - Zrozumiałby.
- Nie znasz mojego taty.
- Jeżeli jest takim uparciuchem jak ty to cieszę się, że nie znam - spojrzał na mnie krótko. Boże, co ostatnio ze wszystkimi się dzieje? Tak bardzo jak Harry usiłował mi dogryźć, tak bardzo usiłowałam powstrzymać się od śmiechu - Dlaczego się śmiejesz?
- Wszyscy nazywają mnie uparciuchem - jęknęłam sprawiając, że grymas na twarzy Harry'ego zamienił się w uśmiech - Chcę tylko cię chronić.
- Wiem, Jamie. I robisz to doskonale, ale nie jesteś moją mamą - westchnął i zapatrzył się za okno - Ostatnio dużo o niej myślę.
- Dlaczego? Martwi cię coś? - spojrzałam na niego zanim szybko zerknęłam do tyłu. Nagle się zasmucił, musiało mocno na niego wpływać to, że nie mógł spędzić z nią Świąt.
- Chciałbym tylko, żeby tu była i zobaczyła o ile szczęśliwszy teraz jestem - wyszeptał. - Wiem, że  było sporo nieprzyjemnych spraw, ale jest lepiej niż było.
Złapałam go za rękę i poczułam ciepło w sercu. Niesamowite, jak szybko nasza rozmowa mogła ulec zmianie.
Stałam się odrobinę niecierpliwa, kiedy zobaczyłam z daleka dom mojego taty wprawiający mnie w zaniepokojenie na sam  widok.
- Widzisz ten dom, o tam? To tam się zatrzymamy.
- O Boże. To tak blisko. Jamie, myślisz, że to źle, że nic dla nich nie mam? - nerwowo zapytał i głośno przełknął ślinę. Wzruszyłam ramionami w odpowiedzi.
- Nie bierz sobie tego do serca, ale oni prawdopodobnie też nic dla ciebie nie mają.




_______________________________________________

meaningless.: TO MAMY ROZDZIAŁ!!! 
Przepraszam was, że zajęło to troszkę dłużej niż planowałam. 
Więc wypadało by mi się przedstawić, prawda? Nazywam się Monika, ale lepiej gdybyście zwracali się do mnie Rozalka, bo... ugh, nie lubię swojego pierwszego imienia. Jestem w 1. licealnej, mat-fiz-chem dwujęzyczny, i to chyba tyle z części informacyjnej. Oczywiście należę do najlepszych fandomów świata aka Directioners i 5SOSfamily.
A korzystając z okazji chciałabym zaprosić każdego z was do mojego autorskiego ff:
 http://saved-fanfiction.blogspot.com/
i współtworzonego z koleżanką 
http://the-king-and-his-boy.blogspot.com/ (fanfiction o Larrym, jeżeli tego nie akceptujecie - nie czytajcie)
Oczywiście możecie mnie znaleźć na twitterze: @live_less ale to chyba już wiecie, prawda? 
PS. Steal My Girl wymiata, zgadzacie się? A najlepsza jest małpka :)))

niedziela, 19 października 2014

Rozdział 57

Moja dłoń była delikatnie wpleciona w jego wilgotne włosy, gdy jego głowa spoczywała na moich kolanach. Leżał w poprzek łóżka, a ja siedziałam na brzegu, służąc mu jako poduszka. Gdybym tam nie siedziała jego głowa zwisałaby z  łóżka. Uznałam, że należy mu się jak najwięcej wygody po tym co się dziś stało.
Ktoś mocno zapukał do drzwi mojego mieszkania. Chciałam wstać, ale nie chciałam wykonywać gwałtownych ruchów ze względu na Harry'ego. Lekko odkaszlnęłam i z wahaniem krzyknęłam:
- Otwarte!
Mój wzrok uważnie wpatrywał się w drzwi sypialni. Miałam nadzieję, że to Zayn zaraz przez nie wejdzie. Zadzwoniłam do niego jakieś pół godziny wcześniej, prosząc o pomoc. Wkrótce odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam jego twarz. Ku mojemu zaskoczeniu, wciąż miał na sobie kitel.
- Dlaczego tu jestem? - zapytał cicho, a ja po chwili przewróciłam oczami uświadamiając sobie czemu szepcze.
- Harry nie śpi - mruknęłam zmęczona i spojrzałam na jego spokojnie zamknięte oczy. - Musiałam go uśpić.
Wyraz twarzy Zayna momentalnie się zmienił. Z niedowierzania uniósł brwi.
- Jezu Chryste - westchnął, a ciało Harry'ego w tym momencie minimalnie drgnęło. - Co on zrobił?
Wzięłam głęboki wdech zastanawiając się, czy powinnam mu powiedzieć. Nie chciałam mówić o tym jak niebezpieczny był, bo wtedy Zayn zacząłby gadać o tym jak nieodpowiedzialna i okropna jestem, że w ogóle się z nim związałam.
Pewnie myślicie, że przez tyle czasu przyzwyczaił się do tego, ale nie.
Chciałabym móc pomóc Harry'emu  sama, ale nie mogłam. Wiedziałam, że muszę powiedzieć Zaynowi prawdę. Po prostu będę musiała jakoś znieść jego wykład...
- Zayn, ja po prostu... Ja... nigdy w życiu się tak nie bałam...
- Znów oszalał, prawda? - uśmiechnął się półgębkiem, chociaż to był najmniej odpowiedni na to moment. Wiedział, że miał rację. - Co ja ci o nim mówiłem?
- Proszę, po prostu pomóż mi go wyleczyć - powiedziałam przeciągle sfrustrowana tym jak toczyła się ta rozmowa.
Zayn zaczął dramatycznie chodzić w ta i z powrotem po pokoju sprawiając, że denerwowałam się jeszcze bardziej. Nagle się zatrzymał  i spojrzał mi prosto w oczy.
- Leki mu nie pomogą. Nie na te gło...
- Proszę, nie mów o głosach... - jęknęłam zmęczona i spojrzałam na chłopaka śpiącego na moich kolanach.
- Harry mówił, że każdy głos ma swoje ciało - zaczął powoli, patrząc na mnie uważnie z lekkim strachem. - Myślę, że on staje się ich ciałem.
Dreszcz przebiegł wzdłuż mojego kręgosłupa, a ja delikatnie pokręciłam głowa.
- On ma schizofrenię...
- Ja też je słyszałem! - kłócił się ze mną. - Dlaczego mi nie wierzysz?
- Bo rozmawiam z ludźmi chorymi na schizofrenię codziennie, Zayn! - krzyknęłam. - Wiem jak potrafią manipulować innymi!
Zayn zaśmiał się gorzko z niedowierzaniem, a po chwili pokręcił głową. Patrzył na mnie podejrzliwie z uniesionymi brwiami, sprawiając, że zaczynałam czuć się niekomfortowo.
- Wiesz... Myślę, że mi wierzysz. Ale nie potrafisz się do tego przyznać.
Poczułam ulgę na te słowa. Chciałam mu udowodnić jak bardzo się mylił.
- Dlaczego tak sądzisz? - zapytałam.
- To proste - powiedział. - Boisz się, że twój mały niewinny chłopak może być czymś innym.
Przygryzłam wargę, zastanawiając się nad odpowiedzią. Po pierwsze, zdecydowanie wiedziałam. że Harry nie jest niewinny po tym co wydarzyło się dzisiaj.  Chciałam mu o tym opowiedzieć. Może wtedy będzie miał coś naprawdę ważnego do powiedzenia. Bo to było głupie. Może i był terapeutą, ale nie mógł używać tych swoich bzdurnych sztuczek na mnie.
- Wróciłam do domu i znalazłam go jedzącego surowe mięso na podłodze w kuchni. To oczywiście było chwilę przed tym jak groził mi z nożem w ręku. No, ale nie ważne, nie przejmuj się, może po prostu miałam halucynacje. Przecież on jest zbyt niewinny by zrobić coś takiego, prawda?
Zayn gwałtownie wziął wdech i usiadł na brzegu łóżka, po czym przeczesał włosy dłońmi w geście desperacji.
- Powinnaś powiedzieć mi o tym wcześniej. Niektórzy schizofe...
- Posłuchaj. Wiem, że masz swoje poglądy, a ja mam swoje, ale musimy odsunąć to wszystko na bok i spróbować mu pomóc...
- Jedyne co może mu teraz pomóc to egzorcyzm - powiedział stanowczo.
Spojrzałam na niego zrezygnowana. Byłam już zmęczona tymi jego głupimi żartami. Jednak tym razem, wyglądał bardzo poważnie.
- O mój Boże. Ty nie żartujesz...
- Naprawdę... Znam kolesia, który siedzi w takich rzeczach - mruknął cicho, jakby to nie było nic nadzwyczajnego.
Czułam się jakby to wszystko był jeden wielki żart, i nic nie mogłam na to poradzić. Egzorcyzmy przecież dzieją się tylko w filmach, nie w prawdziwym życiu.
- Nie obchodzi mnie kogo znasz, Harry nie potrzebuje egzorcyzmu.
- Posłuchaj mnie kurwa choć przez chwilę! Czemu do cholery jesteś taka uparta?! - warknął na mnie, a ja szerzej otworzyłam oczy niedowierzając. W sumie to się tego spodziewałam.
- Okej, powiedz jaki masz pla...
Przerwałam w pół zdania, gdy usłyszałam cichy pomruk dochodzą z ust Harry'ego.
Cholera, budził się.
- Jamie... - szepnął, otwierając jedno oko, a ja szykowałam się na wielką kłótnię. Ostatnio kiedy był przytomny krzyczał na mnie...
- Jak ci się spało? - zapytałam słodkim głosem, próbując brzmieć tak niewinnie jak tylko się dało. On uśmiechnął się ciepło, po czym skinął głową.
- Świetnie.
- Harry, jak się czujesz? - Zayn zapytał, sprawiając, że chłopak otworzył szerzej oczy, podniósł głowę z moich kolan i odwrócił się gwałtownie w jego kierunku.
- Co ty tu robi... - nagle przerwał i zamknął oczy. Wyglądał jakby poczuł jakiś ból, bo na jego twarzy pojawił się grymas.
- Harry?
Zignorował mnie, objął swoja głowę rękami i usiadł. Miał skrzyżowane nogi, ale i tak było widać, że się trzęsie.
- Oni tu są - szepnął, a ja nie wiedziałam, czy chodzi mu o mnie i Zayna czy o głosy. Tak czy inaczej, zaczynałam się bać.
- Dalej, Harry... Powiedz im, żeby odeszły - Zayn powiedział, a ja spojrzałam na niego zdezorientowana. Wydawał się być zaintrygowany zachowaniem Harry'ego.
- Co się dzie...
- Nie spodoba im się to - mruknął cicho i odchylił głowę do tylu, a ja czekałam aż otworzy oczy.
- Powiedz im to, Harry - Zayn powiedział stanowczo, gdy wpatrywał się w niego niecierpliwie. Na krótką chwilę spojrzał na mnie, jakby oczekiwał, że coś powiem, ale ja nie miałam, żadnych pomysłów.
Przygryzłam wargę, nie do końca pewna czy powinnam się odezwać. Delikatnie położyłam dłoń na nodze Harry'ego i wzięłam głęboki wdech.
- Powiedz im, Harry.
On nagle wyrwał się z transu. Spojrzał na mnie z szokowanym wyrazem twarzy, jego oczy były szeroko otwarte, a brwi uniesione.
- Ty... Ty mi wierzysz?
Przełknęłam głośno ślinę ze strachu, momentalnie żałując, moich słów, gdy on wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem i nadzieją. Nie wiedziałam co powinnam zrobić, ale sposób w jaki Zayn na mnie patrzył... Wiedziałam, że tym razem nie ma już odwrotu.
- Oczywiście, że tak, Harry.




________________________________________

Hej, hej! 
Wróciłam! :)
Mam nadzieję, że jeszcze mnie nie znienawidziłyście za to, że tak długo nie było rozdziałów xD

Jak już wiecie znalazłam pomoc, więc teraz rozdziały powinny znów pojawiać się jakoś raz w tygodniu.

No i mam do was wielką prośbę!
Jeszcze przed wakacjami baaardzo dużo osób czytało "Crazed." Przez moje długie przerwy wiele z nich przestało. Chciałabym to naprawić, bo uważam, że to opowiadanie naprawdę zasługuje, na to by być popularne na całym świecie! (( #teamCrazed forever ♥))

Tak więc byłabym wdzięczna, gdybyście twittnęły coś o "Crazed.", poleciły je koleżankom, albo może przekonały dawnych czytelników do powrotu! :)

Dziękuję za każdą pomoc i za to, że czytacie <3

xxPaula

wtorek, 14 października 2014

Rozdział 56

Przetłumaczony przez @live_less
Dziękuje ;*

______________________________________________---

Głośno przełknęłam ślinę, kiedy zaczęłam ostrożnie stawiać małe kroki w kierunku klęczącego na kuchennej podłodze chłopaka.
-        H-Harry...?
Niepewnie i powoli kucałam, a on ignorował moje wołania. Jego wzrok był wbity w podłogę, gdy obserwowałam jak przeżuwa krwisty kawałek surowego steku. Czułam się jakbym miała knebel w ustach na jego widok z krowią krwią spływającą po jego bladej twarzy na kafelkową podłogę. Nie chciałam nawet się zastanawiać nad tym co złego działo się z nim w tym momencie. Wszystko co wiedziałam to to, że byłam przerażona, bardzo przerażona.
-        Harry – wyszeptałam ponownie błagalnym głosem kładąc dłoń na jego nodze, po czym  ostrożnie przejechałam palcem po jego skórze.
Głośno wciągnął powietrze i odsunął się od mojego dotyku. Spojrzał na mnie z przerażeniem, gdy surowy stek wysunął się z jego, zamkniętych teraz, ust i uderzył o podłogę. Wyglądał na podejrzliwego i zaszokowanego, i było to jakby prawie mnie nie rozpoznawał. Nie mogłam zrobić nic tylko ciężko oddychać, kiedy wpatrywał się we mnie z, wydawałoby się, ciekawością.
-        Wy-wystraszyłem cię?
Bezwiednie przełknęłam ślinę zanim rozszerzyłam z obawą oczy spoglądając na niego. Żołądek wywracał mi się ze strachu. Wszystko na co potrafiłam się zdobyć to proste skinienie głową.
Jego spięte ramiona opadły i wbił swój wzrok w podłogę. Uniósł dłoń do twarzy i wytarł jej tyłem brodę, jednak wciąż miał krew wokół ust. Niedługo potem jego głowa zaczęła powoli się unosić z diabelskim uśmieszkiem na twarzy.  
-        Nie winę cię.
W krótkim momencie złapał za uchwyt drzwi lodówki i figlarnie zatrzasnął je pozbywając się jedynego źródła światła, i zostawiając mnie w egipskich ciemnościach.
-        Harry! - krzyknęłam ze strachem niepewnie wyciągając przed siebie drżące ręce, szukając jakiegokolwiek osiągalnego uchwytu.
Słyszałam go jak przemieszcza się, a złowrogie pomruki i chichoty wydobywały się spomiędzy jego ust. Cicho modliłam się o bezpieczeństwo. Nie mogłam w tym momencie myśleć o tym, że niestabilny psychicznie chłopak stracił rozum, a ja tkwię w ciemnościach, gdy on gdzieś tam się czai.
Pozostawałam kompletnie nieruchomo, musiałam rozeznać się w otoczeniu.  Miałam nadzieję, że dostrzegę coś, czego będę mogła się chwycić. Zostałam przez niego oślepiona i nie wiedziałam czy  on czuł to samo. Coś podpowiadało mi, że nawet, gdy byłam niewidoczna, on doskonale wiedział gdzie byłam.
Moje serce stanęło kiedy usłyszałam ostre wycie ocieranych o siebie kawałków metalu. Próbowałam nie wydawać z siebie żadnych dźwięków, by rozpoznać co to za hałas. Wydawało mi się, że to może dźwięk ocierających się o siebie sztućcy. Wtedy zdałam sobie sprawę, że to czego on szukał był kuchenny nóż.
-        Jamie... - rozległ się podstępny głos, sprawiający, że kompletnie się uciszyłam i uważnie słuchałam jego słów – Czy muszę sam cię znaleźć?
Ze strachu przygryzłam wargę i zakładając cicho ramiona, po czym położyłam dłoń na ustach aby powstrzymać odruch krzyku.
-       Przestań się bawić kochanie, chcę tylko... porozmawiać.
Ponownie potrząsnęłam głową usiłując powstrzymać łzy przerażenia. Musiałam w tym momencie od niego uciec i zadzwonić do szpitala. Miałam gdzieś to czy przez to stracę pracę. Musiałam go zawieźć w bezpieczne miejsce.
Nagle zaśmiał się głęboko do siebie.
-        Widzę moim małym okiem coś na literę...*
Moje usta otworzyły się w przerażeniu zanim poczułam silną dłoń na moim ramieniu, co spowodowało że krzyknęłam. Zostałam podciągnięta z podłogi i pewnie popchnięta w poprzek lady. Czułam chłodny oddech uderzający mnie w twarz kiedy oddychał szorstko naprzeciwko mnie. Robiłam co w mojej mocy by nie zwymiotować na ohydny odór krowiej krwi.
-                    Znalazłem cię.
Mój oddech przyspieszył kiedy doświadczyłam uczucia zimnej stali cicho ocierającej się o skórę na mojej szczęce. Zastygłam w bezruchu jednocześnie ze strachu i podejrzliwości.
-                  Jaka ładna buzia…
Odetchnęłam z ulgą kiedy tylko nóż opuścił moją skórę, jednak metal został zastąpiony jego lodowatymi pełnymi ustami. Odrażający odór wypłynął na moje wargi kiedy mocno przyciskał złączył nasze usta. Nasze  klatki piersiowe się zetknęły, gdy mruczał przy mnie. Jego język wszedł do moich ust, a ja cicho modliłam się aby to się skończyło zanim wypełnię jego usta wymiocinami.
-                  Hm – jęknął z satysfakcją powoli wycofując się ode mnie, a ja odwróciłam głowę usiłując zrobić co w mojej mocy by nie musieć wdychać  smrodu gnijącej krwi.
-                  Proszę, przestań – błagalnie wyszeptałam do niego.
Spotkałam się z gęstą ciszą, ale chwilę później słyszałam go mruczącego do siebie w ociąganiu zanim się odezwał.
-                   Chcę najpierw zagrać w pewną grę.
Poskromiłam swój strach i pozwoliłam sobie na głęboki wdech w celu uspokojenia siebie. Powoli przełknęłam ślinę, zamknęłam na chwilę oczy, zanim zdecydowałam się odezwać.
-                    Jaką grę?
Jego złowieszczy śmiech dał się usłyszeć jeszcze raz.
-                    Lubisz „chowanego”?
-                    Uwielbiam – skłamałam. Powiedziałabym teraz wszystko żeby tylko zdobyć aprobatę Harry'ego. Nie miałam innych pomysłów.
-                    Okej, kochanie. Ty liczysz, ja się schowam – wyszeptał podekscytowany i  minął mnie.  Wiedziałam, że był w tym jakiś podstęp, definitywnie coś planował.
Odetchnęłam, zaczęłam planować jak się z tego wydostać. Jedyną rzeczą jaką mogłam zrobić było szukanie w ciemnościach dookoła mnie.
-                     Raz... dwa... - zaczęłam liczyć jeszcze raz wyciągając przed siebie ręce, ale znowu nie złapałam niczego – Trzy... cztery... pięć..
Sięgnęłam za siebie, moja ręka rozłożyła się na ścianie i spróbowałam znaleźć coś pomocnego.
-                      Sześć... siedem...
Nagle moja dłoń napotkała na wyłącznik światła. Powodując u mnie modlitwy do Boga za ocalenie mnie. Zebrałam myśli i przemyślałam to.
-                      Osiem... dziewięć... dziesięć.
Przełączyłam włącznik uświadamiając sobie, że wcześniej stałam obok mojej kuchenki. Zwróciłam myśli do ważniejszej sprawy, ostrożnie rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu śmiercionośnego chłopaka z nożem kuchennym.
Nie było go w zasięgu wzroku, co dało mi jedyną sensowną opcję do wyboru. Musiałam mu podać środek uspokajający. Drżącymi rękami odnalazłam moją szafkę z lekami w poszukiwaniu Ketaminy, którą zawsze przechowywałam na nagłe wypadki. Po obejrzeniu 'Szóstego zmysłu' zawsze miałam paranoję na punkcie tego, że włamie się do mnie jeden z moich pacjentów.
Wzięłam dawkę i igłę, i nie tracąc czasu umieściłam Ketaminę w strzykawce.
-                    Co ty do cholery myślisz, że  zrobisz?
Zszokowana wciągnęłam powietrze, szybko odwróciłam się i napotkałam na nóż kuchenny Harry'ego wycelowany we mnie. Położyłam strzykawkę za sobą czyniąc ją niewidoczną dla niego.
-                    Harry, uspokój się...
Zrobiłam krok do przodu powodując u niego panikę.
-                    Zrób jeszcze jeden krok, a pożałujesz – powiedział wyciągając nóż w moim kierunku. Przygryzłam wargę biorąc głęboki oddech, zanim postawiłam kolejny krok.
-                    Nie skrzywdzisz mnie – wyszeptałam do niego – To nie jesteś ty i wiesz o tym.
Miałam właśnie zrobić kolejny krok, ale kierunek noża nagle się zmienił i odwrócił go do siebie – dokładnie naprzeciwko jego szyi.
-                    I wiem, że ty też mnie nie skrzywdzisz – ostrzegł wpatrując się w moje stopy, które były teraz przyklejone do podłogi. Miał rację, nie mogłam ryzykować, że skrzywdzi sam siebie.
-                    Proszę nie rób nic głu..
-                    Ile razy będziesz jeszcze powtarzać tą kwestię? - powiedział sarkastycznie – Pieprzysz to samo za każdym razem.
Spojrzałam na niego z przerażeniem. Nie byłam w stanie w pełni skupić się na jego słowach kiedy nóż był na jego szyi i strzykawka za moimi plecami.
-                    Skończyły mi się pomysły na to co powiedzieć po pierwszych trzech razach, kiedy ratowałam ci życie. To chyba mogłabym policzyć jako czwarty…
-                    Oh, nie uratujesz mnie tym razem – nerwowo zachichotał z niedowierzaniem, sprawiając, że mój żołądek wywrócił się ze strachu i złości.
-                    I co się stanie kiedy umrzesz Harry? - nagle powiedziałam śmiało lub może tylko dlatego, że byłam już zmęczona – Naprawdę myślisz, że wtedy będzie lepiej?
-                    Nie tam gdzie idę – wyszeptał do siebie. Usiłowałam zignorować jego słowa, ale zaczęły mnie nawiedzać. O co mu chodziło to mówiąc?
-                    Więc odłóż nóż. Nie sądzę, że mogę ci powiedzieć cokolwiek więcej.
-                    A co jeżeli nie odłożę? - wymamrotał.
-                    Co myślisz, że się stanie? Umrzesz. I wiem, że głęboko w środku nie chcesz tego.
Spojrzał na mnie podejrzliwie, a nóż powoli odsunął się od jego skóry. Trzymał go jeszcze przez chwilę, po czym jego wzrok złagodniał i upuścił nóż na podłogę.
-                    Przepraszam.
-                    Chodź tu – wyciągnęłam lewą rękę, ściskając jego rękę i przyciągnęłam go do siebie. Jego twarz wcisnęła się w moje ramię. Nie ważne jak perfekcyjny był ten moment, musiałam zrobić to co konieczne.
Odetchnęłam zanim uniosłam moją prawą rękę szybko wbijając strzykawkę w jego szyję po czym nie tracąc czasu na wpuściłam dawkę leku do jego żył. Harry uciekł z mojego uścisku patrząc na mnie z rozczarowaniem, całkowicie wyniszczony emocjonalnie. Jego oczy zrobiły się wilgotne.
-                    Zaufałem ci! - wykrzyknął gniewnie.
-  Zaufałem ci! - powtórzył, ale słabiej próbując uciec ode mnie.
-                    Zaufa-...zaufałem... - słabo wymamrotał kiedy jego ciało zaczął zwalniać swoje akcje.
-                    Chodź, pójdziemy do łóżka – próbowałam nie martwić go i wyrzuciłam jego poprzednie słowa z mojej głowy. Objęłam go w tali, i ciągnęłam mojej sypialni. Tracił szybko przytomność, musiałam ułożyć go w wygodnej pozycji zanim upadnie.
Przyciągnęłam go do mojego łóżka delikatnie wciągając go na materac. Westchnął z wycieńczenia. Leżał tak kompletnie bez życia a ja patrzyłam jak zasypia. Nie wiedziałam jak długo będę musiała się z tym wszystkim mierzyć.

To było popieprzone, prawda?  Nie ważne jak źle z nim będzie. Jest we mnie coś, co zawsze będzie chciało go coraz bardziej. 



__________________________________________

Jak wam się podoba rozdział przetłumaczony przez @live_less ?

Podziękujmy jej wszyscy, bo tłumaczenie to naprawę nie prosta robota! :)


niedziela, 28 września 2014

Potrzebuje pomocy...

Ten blog naprawdę dużo dla mnie znaczy. 
Tak samo jak wy.
Gdy go założyłam, nie sądziłam, że dotrwam nawet do dziesiątego rozdziału, jednak jakimś cudem, między innymi dzięki wam, mamy ich tu już 55.
Naprawdę chce doprowadzić te tłumaczenie do końca.
Niestety sama nie dam rady.
Okazuje się, że rozszerzona fizyka jest dla mnie zdecydowanie za trudna i muszę poświęcać na jej naukę dużo więcej czasu niż bym chciała. 
Przez to nie dość, że mam bardzo mało wolnego czasu, to jeszcze gdy go mam, nie mam najmniejszej ochoty brać się za tłumaczenie. Jestem po prostu na to zbyt zmęczona.

Myślę, że nie fair z mojej strony byłoby gdybym zawiesiła bloga.

Tak więc potrzebuję pomocy!

Potrzebuję kogoś kto:


 - dobrze zna angielski
- ma nadmiar wolnego czasu
- jest godny zaufania

Od razu zaznaczam, że jest to "praca na czas nieokreślony".
Gdy tylko uda mi się ogarnąć szkołę mam nadzieję sama wrócić do tłumaczenia na pełen etat :)


Jeśli interesuje cię posada tłumacza "Crazed." to wyślij do mnie maila (xpaulinaxm@gmail.com), w którym napiszesz:


- ile masz lat/w której jesteś klasie
- czy masz jakieś doświadczenie w tłumaczeniu/pisaniu (mile widziane linki do blogów :))
- jedna przetłumaczona strona rozdziału 56 "Crazed." (<klik>)


Uwaga! 
Jeśli cię wybiorę to nie oznacza to, że oddam ci tego bloga. 
Staniesz się tymczasowym tłumaczem.
Będę cały czas obecna na blogu i będę wszystko nadzorować.

(((zabrzmiało to trochę groźnie, ale spokojnie! Ja po prostu nie ufam ludziom i strasznie kocham tego bloga. Nie chce zatrudnić nieodpowiedniej osoby :)))

Jeśli macie jakieś pytania/ wątpliwości piszcie do mnie na maila, w komentarzach, na asku lub na twitterze.
(((wszystkie linki w zakładce "Kontakt")))

Na wasze zgłoszenia czekam do niedzieli (05.10.14r.) do godziny 15:00.

Bardzo was wszystkich przepraszam i z góry dziękuję za każdą chęć pomocy ;*

niedziela, 14 września 2014

Rozdział 55

Minęły tylko dwa dni, a mi już było od tego wszystkiego niedobrze. Harry miał wszystkie efekty uboczne leków i ani trochę mu się nie polepszyło. Teraz było z nim strasznie źle. Całe dnie spędzał w łóżku, zakopany pod poduszkami i kocami. Przypominał mi Louisa w ostatnich dniach jego życia. Bałam się zostawić go chociaż na chwilę samego. 
W końcu byłam gotowa na powrót do pracy. Byłam przerażona tym co miało się wydarzyć. W sumie nawet nie wiedziałam czy dalej tam pracuje, czy jednak zostałam zwolniona. Pewnie po dziesięciu minutach ktoś zapuka do mojego gabinetu i oświadczy mi, że moja licencja terapeuty została mi odebrana... 
Wzięłam głęboki wdech i skończyłam zapinać guziki bluzki. Weszłam do mojej sypialni, w której leżał Harry.
- Dzień dobry.
Jęknął w odpowiedzi, trąc oczy, po czym rozejrzał się zdezorientowany po pokoju. Oblizał swoje suche usta i cicho ziewnął. Spojrzał na mnie i zmusił się do uśmiechu. 
- Dzień dobry - mruknął zachrypniętym głosem. 
Uklękłam przy łóżku i dotknęłam jego czerwonej skóry na ramieniu. Zmarszczyłam brwi, czując, że ma wysoką temperaturę. Zastanawiałam się jak długo będzie miał gorączkę. Za kilka dni jedziemy na święta do mojego ojca i brata.
- Dalej jesteś rozpalony - szepnęłam do niego spokojnie, nie chcąc go denerwować i przyłożyłam rękę do jego czoła. - Tak, masz gorączkę. 
Harry tylko jęknął i przewrócił się na bok.
- Muszę się napić.
- Postawiłam ci wodę przy łóżku jak się obudziłam - powiedziałam z lekkim wahaniem i znalazłam dużą butelkę stojącą przy łóżku. - Proszę.
Powoli usiadł, krzywiąc się z bólu i położył rękę na piersi zakrywając swój krzyżyk. 
- Czuję się okropnie.
Podałam mu wodę, którą przyjął z wdzięcznością i od razu zaczął ją pić dużymi łykami. Kiedy oderwał butelkę od ust odetchnął z ulgą. Spojrzał na mnie i nagle zmarszczył brwi. 
- Ubrania do pracy?
Wiedziałam, że tak będzie...
Niezręcznie odkaszlnęłam i spojrzałam przez okno, unikając kontaktu wzrokowego.
- Muszę tam wrócić, Harry.
Dotknął palcami mojej dłoni zmuszając mnie bym znowu na niego spojrzała. 
- Co się teraz stanie?
Zmarszczyłam brwi i znów odwróciłam wzrok. Jeśli zostałam zwolniona, będę musiała przeprowadzić się z powrotem do taty. To by oznaczało, że będę trzy godziny drogi od Harry'ego. Nie mogło do tego dojść, a Harry nie mógł się o tym dowiedzieć. 
- Wszystko będzie dobrze - szepnęłam z udawanym uśmiechem.  
W jego oczach widziałam konsternacje, ale też ulgę. Wydął lekko wargi, a ja skupiłam na nich zwój wzrok. Próbowałam wymyślić jakieś powody, dlaczego miałabym go nie pocałować... Ale i tak to zrobiłam. 
Wplotłam dłonie w jego wilgotne loki i oblizałam usta. Nasze powieki zaczęły robić się ciężkie i zaczęło mi się przewracać w brzuchu z ekscytacji. Wiedziałam, że on wie do czego zmierzam. Przybliżyłam swoją twarz do jego i po chwili nasze wargi się zetknęły. Całowałam go delikatnie, a za razem dość brutalnie. Nasze oddechy zrobiły się cięższe, a ja jeszcze pogłębiłam pocałunek. 
W końcu oderwałam swoje usta od jego, jednak nasze twarze dalej pozostały w kontakcie. Wpatrywałam się w jego piękne zielone oczy. W końcu uświadomiłam sobie, że może mnie zarazić, ale zanim zdążyłam się od niego odsunąć nasze usta połączyły się w kolejnym gorącym pocałunku. 
Powoli wspięłam się na niego tak, że teraz moje kolano znajdowało się między jego nogami. Nasze piersi się stykały. Przejechałam językiem po jego dolnej wardze. W odpowiedzi Harry seksownie jęknął i wbił swoje ciało w materac tak mocno jak tylko mógł odsuwając się ode mnie. Zaskoczona zastanawiałam się o co mu chodzi, jednak po chwili poczułam wyraźne wybrzuszenie w jego spodniach. Niezręcznie zabrałam swoje kolano z pobliża jego krocza i zaczęłam całować go dużo delikatniej. W końcu rozłączyłam nasze twarze i dostrzegłam, że jego skóra jest czerwona, a serce bije mu straszliwie szybko. 
Wyglądał na zakłopotanego, widziałam to w jego oczach. By trochę to ukryć usiadł na łóżku.
- J-Ja...
- Przepraszam - próbowałam powstrzymać śmiech. - Nie sądziłam, że ci sta...
- Do zobaczenia później - uciszył mnie szybko. Widać było, że czuje się absolutnie upokorzony. Chciałam go objąć i powiedzieć mu jak bardzo kocham to jak jest taki nieśmiały i zakłopotany. Według mnie była to najsłodsza rzecz na ziemi. 
- Harry, ja mogłabym... Ale muszę iść do pracy - próbowałam zapewnić go, że chętnie rozwiązałabym jego mały (jednak w rzeczywistości duży) problem, tylko niestety nie miałam na to czasu. 
- Nie miałem zamiaru cię o to prosić...
- Wiem, Harry - uśmiechnęłam się półgębkiem, wiedząc, że tak naprawdę bardzo tego chciał. - Zaraz się spóźnię. Jeśli będziesz głodny to w lodówce są steki. Usmaż je czy coś.
Nagle jego oczy otworzyły się szerzej.
- Są surowe?
Zmarszczyłam brwi zaskoczona jego pytaniem, zastanawiając się czemu jest tym taki zainteresowany.
- Oczywiście, że tak.
W jego oczach dostrzegłam radość? A później posłał mi prosty uśmiech.
- Do zobaczenia - powiedział ponownie sprawiając, że lekko się zdziwiłam, jednak szybko dałam sobie z tym spokój. 
- Możliwe, że wrócę dzisiaj dość późno. Potrzebuje zrobić jak najwięcej nadgodzin. 
- Jeśli jeszcze tam pracujesz - powiedział złośliwie, a ja spojrzałam na niego zaskoczona jego niegrzecznym komentarzem. 
- Dzięki za przypomnienie...
Wyszłam z domu, mając nadzieję, że z Harrym będzie wszystko dobrze przez najbliższe godziny. Jeśli wrócę do domu, a on dalej będzie żył to uznam to za sukces. 
Wsiadłam do samochodu i zaczęłam coś nucić, by się trochę odstresować. W końcu wyjechałam z parkingu, i trochę szybciej niż powinnam pojechałam do pracy. Nie mogłam się spóźnić pierwszego dnia po dwutygodniowej przerwie. 
Pośpiesznie minęłam ciemny pechowy most, nie chcąc nawet na niego patrzeć, w obawie, że znów kogoś na nim zauważę. Nie chciałam przezywać tego po raz trzeci, więc trzymałam swój wzrok na drodze. 
Zaczęłam niecierpliwie stukać palcami o kierownicę. Minuty mijały zdecydowanie zbyt wolno. Wreszcie ujrzałam szpital i nie wiedziałam, czy na pewno chce do niego wracać. 
Nie. Oczywiście, że chciałam tam wrócić... Po prostu nie chciałam zostać zwolniona. Przez tego chłopaka prawie zrujnowałam swoje życie. Mogłam mieć tylko nadzieję, że pielęgniarka nie powiedziała nikomu o tym co się wydarzyło. W sumie, całkiem możliwe, że nie miała pojęcia co naprawdę się działo. Przynajmniej nie miałaby, gdyby Harry jej o tym nie powiedział. 
Wyrwałam się z zamyślenia, gdy wjechałam na parking i pośpiesznie wysiadłam z auta. Wmusiłam na sobie lekki uśmiech i pewnym krokiem weszłam do szpitala. Jak na razie nikt nie jechał mnie wzrokiem. Nawet recepcjonistka. 
Spojrzałam w dół korytarza i poczułam jak zaciska mi się żołądek. Powoli ruszyłam do mojego gabinetu, który znajdował się na samym końcu. Głowę miałam cały czas spuszczoną, bojąc się, że ktoś mnie zauważy i zapyta co tu robię. Gdy minęłam biuro Zayna westchnęłam zirytowana widząc, że jeszcze go nie ma.
W końcu dotarłam do mojego gabinetu. Wszystko wyglądało tak jak przed moim ostatnim wyjściem stąd. Może ten dzień nie miał być aż taki zły...
Zaczęłam normalnie pracę, ułożyłam nowy harmonogram wizyt moich pacjentów i pomogłam kilku z nich. Każda z sesji szła dość opornie. 
Zayn w końcu przyszedł do pracy na popołudnie. Powiedział, że ma dzisiaj nocną zmianę. Chciałam się od niego dowiedzieć co stało się z Harrym, ale nie chciał odpowiedzieć na żadne z moich pytań. 
Ogólnie ten dzień wcale nie był taki wspaniały, jednak mogło być dużo gorzej. Dużo, dużo gorzej. 
Postanowiłam wyjść po ostatniej sesji. Cieszyłam się, że szef nie zapukał do moich drzwi i nie wyrzucił mnie ze szpitala. To byłoby ogromne upokorzenie. 
Znalazłam moje volvo na parkingu i ruszyłam do domu. Była 19:00 i na dworze było już ciemno. 
Bezpiecznie dotarłam do domu cały czas uśmiechając się do siebie. Ten dzień potoczył się zaskakująco dobrze. To znaczy, nie był idealny, ale byłam szczęśliwa, że mogłam wrócić do pracy. Musiałam jeszcze spotkać się z tamtą pielęgniarką i zapytać się dokładnie ile wie. 
Szłam po klatce z nadzieją, że z Harrym wszystko w porządku. Odepchnęłam wszystkie nieprzyjemne myśli i zaczęłam szukać kluczy w torebce. Odetchnęłam z ulgą, gdy w końcu je znalazłam i otworzyłam drzwi.  
Z lekkim strachem przeszłam przez salon. W mieszkaniu było ciemno, więc praktycznie nic nie widziałam. Wyciągnęłam ręce do przodu i znalazłam ścianę. Włącznik do światła był po drugiej stronie salony, ale byłam zbyt wystraszona by go znaleźć. 
- Harry? - zapytałam głośno. Serce zaczęło mi mocniej bić, gdy nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. 
Nie było mnie przez dziesięć godzin i znowu go zgubiłam. 
Nagle znieruchomiałam, gdy usłyszałam dźwięk przypominający gryzienie czegoś i ciężki oddech z oddali. Brzmiał jak Harry i to był jedyny powód dla którego odważyłam się podążyć za tym dźwiękiem.
Wyciągnęłam ręce przed siebie, próbując w nic nie wejść. W końcu znalazłam framugę drzwi kuchennych i dostrzegłam za nimi delikatną smugę światła. Jak po chwili odkryłam było to światło z lodówki, której drzwi były szeroko otwarte. Odgłosy jedzenia były teraz dużo głośniejsze, co oznaczało, że Harry musiał być gdzieś obok. 
Zatrzymałam się, gdy dostrzegłam na co pada słabe światło. Próbowałam ułożyć sobie w głowie jakieś proste wyjaśnienie tej sytuacji. Desperacko chciałam się dowiedzieć czemu widziałam przed sobą młodego mężczyznę siedzącego na podłodze nad zakrwawionym pudełkiem z surowym kawałkiem mięsa w zębach. Gdy zobaczyłam krople czerwonego płynu spływające po jego brodzie myślałam, że zwymiotuje. 



_____________________________

Strasznie przepraszam, że tak późno ;*

wtorek, 2 września 2014

Rozdział 54

- O czym myślisz?
Wpatrywałam się w drogę przede mną, gdy Harry zadał mi to pytanie. Byliśmy w drodze do mojego mieszkania. No bo gdzie mieliśmy jechać po tym wszystkim?
- O różnych opcjach - szepnęłam gorzko.
Wiedziałam, że Harry jest niestabilny, ale nie chciałam, żeby on o tym wiedział. Nie mogłam nawet wyobrazić sobie wyrazu jego twarzy, gdybym zabrała go z powrotem do szpitala. Znienawidził by mnie na zawsze. Nie wiedziałam już co robić.
- Jakich opcjach? - zapytał cicho, ale byłam pewna, że wiedział o czym mówiłam.
- Ja... Nie wiem - westchnęłam powoli dojeżdżając do celu naszej podróży. - Musze wymyślić jakieś sposoby, żeby było z tobą lepiej. 
Zawahał się trochę, jakby nie wiedział co powiedzieć czy zrobić. Jego prawa ręka po chwili znalazła się na mojej nodze i zaczęła ją gładzić. 
- Wiem, że starasz się pomóc, ale proszę odpuść. 
Zesztywniałam, czując jak wewnątrz płonę ze złości, musiałam się opanować.
- Wiem, że mogę to zrobić...
- Jamie, nie mam schizofrenii - odezwał się bez entuzjazmu i wzruszył ramionami. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Okej.
Zatrzymałam samochód bez ostrzeżenia sprawiając, że Harry spojrzał na mnie szeroko otwartymi z zaskoczenia oczami. Patrzyłam na aptekę, przy której staliśmy. Wzięłam kilka wdechów, po czym powoli wysiadłam. 
- Zaczekaj tu.
- Dlaczego tu jesteśmy...
Zignorowałam go i wysiadłam z auta. Zamknęłam drzwi i ruszyłam do sklepu. Głęboko westchnęłam zanim podjęłam ostateczną decyzję czy chcę to zrobić. Jeśli Harry się dowie nie będzie dobrze, ale musiałam zaryzykować. 
Podeszłam do lady i spojrzałam na wyglądającą na zmęczoną kobietę stojąca przede mną.  Przewróciła oczami na mój widok i zmarszczyła brwi...
- W czym mogę pomóc?
- Nazywam się Jamie Drew, jestem terapeutką z uprawnieniami do podawania moim pacjentom leków - uśmiechnęłam się pewna siebie. Ona uniosła brew i ostrożnie zmierzyła mnie wzrokiem od stóp do głów. 
- Masz dokumenty? - zapytała zmęczonym głosem, a ja skinęłam głową i zaczęłam grzebać w torebce. 
Wręczyłam jej wszystkie karty i zaświadczenia, a ona chyba mi uwierzyła. 
- Co podać?
- Potrzebuje Haloperidolu, Valproatenu i Diazepamenu - powiedziałam z lekkim trudem, upewniając się, że wiem jak działają. Harry nie będzie wiedział na co są.  - O i jeszcze to - mruknęłam wskazując na paczkę tabletek do ssania na gardło.



~


- Czemu tak długo ci to zajęło? - Harry mruknął, gdy wsiadłam z powrotem do samochodu.  Zakaszlałam lekko i westchnęłam.
- Szukałam tabletek na gardło - odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem przeszukując torebkę. 
Wyjęłam je i podałam Harry'emu.
- Potrzebowałem ich - powiedział kaszląc i wziął jedną z tabletek do ust. - Dzięki.
- Nie ma problemu - odetchnęłam i wolno wjechałam na drogę. 
Kilka minut później dojeżdżaliśmy już do mojego mieszkania. Szybko zaparkowałam, dając Harry'emu do zrozumienia, że się spieszę. Tak na prawdę chciałam, żeby jak najszybciej wziął leki bez świadomości, że to robi. Mogli by mnie za to zamknąć w więzieniu, ale przecież Harry nie doniesie na mnie policji nawet jeśli odkryje co zrobiłam... 
Weszłam do mieszkania i obejrzałam się za siebie, by upewnić się, że Harry idzie za mną. Kurczowo trzymałam torebkę i cicho ruszyłam z nią do kuchni. On chyba poszedł do łazienki, bo nie podążył za mną, co dało mi doskonałą szansę żeby spróbować jakoś podać mu kilka pierwszych tabletek.  
Wyjęłam Diazepam i rozejrzałam się, by mieć pewność, że Harry zaraz tu nie wejdzie. Po kryjomu wycisnęłam z opakowania dwie tabletki i wyjęłam łyżkę z szuflady. Ostrożnie zaczęłam je rozkruszać, robiąc z nich proszek. Potem chwyciłam najbliższą szklankę i wyjęłam z lodówki karton mleka. Wypełniłam nim szklane naczynie i dyskretnie dosypałam leków.
Usłyszałam zbliżające się kroki. Próbowałam zachowywać się naturalnie, gdy Harry wszedł ze zdezorientowanym wyrazem twarzy do kuchni. Nie miał już na sobie marynarki. Boże, był taki atrakcyjny...
- Mleko pomaga na ból gardła - słabo się uśmiechnęłam, ale od środka zjadało mnie poczucie winy.  On tylko niewinnie na mnie spojrzał sprawiając, że czułam się przez to wszystko jeszcze gorzej. 
- Strasznie chce mi się pić - powiedział jakby podekscytowany, sięgając po szklankę. Przechylił ją i szybko wypił. 
To co robiłam było straszne. To tak jakbym go narkotyzowała bez jego pozwolenia. Nie chciałam tego robić, ale... jakie miałam inne wyjście?
Spojrzałam na niego, gdy odstawił szklankę na blat. Oblizywał usta z niezadowoloną miną.
- Wszystko w porządku?
Harry wzruszył ramionami.
- Było jakieś kwaśne. Nie wiem, może tylko mi się wydawało. 
Szukałam w nim jakichkolwiek oznak podejrzeń, ale odetchnęłam z ulgą nie dostrzegając nic takiego. 
- Muszę skorzystać z łazienki. 
- O-Okej - odpowiedziałam szybko, patrząc jak znika z kuchni. 
Jęknęłam przeciągle, chcąc jak najszybciej pozbyć się z siebie tych ubrań. Weszłam do sypialni i spojrzałam na dwuosobowe łóżko w niej stojące. Miałam nadzieję, że Harry zostanie na noc... 
Moje oczy nagle znalazły marynarkę Harry'ego leżącą na łóżku i nagle przypomniałam sobie wydarzenia, które miały miejsce tego dnia. Wyciągnął mowę, którą napisał o Louisie i o tym co naprawdę się mu przydarzyło. Nie wiedziałam czy to był tylko chory żart, żeby wystraszyć ludzi, czy mówił prawdę.
Delikatnie wzięłam w ręce marynarkę i zobaczyłam kawałek papieru schowany w kieszeni. Czułam jak zaciska mi się żołądek i głośno przełknęłam ślinę, zanim wyciągnęłam kartkę.
- Co robisz?
Podskoczyłam wystraszona i szybko odłożyłam mowę do kieszeni odwróciłam się twarzą do niego. 
- Uh... Nic.
Patrzył na mnie skonsternowany i zrobił kilka kroków w moją stronę. Jego niezadowolona mina szybko zmieniła się w podstępny uśmieszek i po chwili objął mnie w tali, i przyciągnął do siebie.  
- Wydajesz się być dzisiaj niespokojna, to wszystko przeze mnie. 
Cicho się zaśmiałam, ale tak naprawdę czułam się coraz bardziej winna. Przed chwilą sama dałam mu tabletki, żeby on był bardziej spokojny... 
- Pogrzeb trochę mną wstrząsnął, to wszystko - skłamałam, patrząc jak mnie uważnie obserwuje. 
- Jesteś pewna, że wszystko z tobą w porządku?
- Tak, jestem pewna, Harry - posłałam mu ciepły uśmiech. - Nie martw się o mnie. 
- Więc ty możesz martwić się o mnie, ale ja o ciebie nie? - zaśmiał się i szeroko uśmiechnął, po czym zmarszczył brwi i mocniej przytulił. 
- Mogę sama zając się własnymi problemami, to moja praca. 
- Nie - wskazał na mnie palcem. - Twoją pracą jest martwienie się o pacjentów, martwienie się o ciebie to moja działka. 
Nie mogłam się powstrzymać i cicho zachichotałam. 
- Wszystko w porządku, Harry... Naprawdę. 
- Jesteś pewna, że nie potrzebujesz żadnych z moich leków? - zażartował sprawiając, że mój uśmiech zmienił się w wystraszoną i zmartwioną minę. 
- C-Co?
- Tylko żartuję. Nie musisz czuć się urażona, Jamie.
Prawie dostałam przez niego zawału...




________________________________

No to jak tam pierwszy dzień w szkole?
 Bo ja szczerze mówiąc mam już dość xD
Pierwszy dzień - pierwsza praca domowa! Ahhhh jak ja kocham liceum ♥

Jestem teraz w drugiej klasie liceum (a to najtrudniejszy rok - najwięcej nowego materiału, początek rozszerzeń itd.), wiec najprawdopodobniej będę miała jeszcze większy zapieprz niż w tamtym roku :)))
No ale nie bójcie się! Nie opuszczę was!

Mój plan minimum na ten rok szkolny to jeden rozdział tygodniowo. 
Mam nadzieję, że dam radę :)

A no i mam takie pytanie.
Od jak dawna czytacie już to tłumaczenie? :)
(Mam na myśli mniej więcej od którego rozdziału ;))
Jest tu jeszcze ktoś, kto wytrzymał ze mną od grudnia? xD