niedziela, 28 września 2014

Potrzebuje pomocy...

Ten blog naprawdę dużo dla mnie znaczy. 
Tak samo jak wy.
Gdy go założyłam, nie sądziłam, że dotrwam nawet do dziesiątego rozdziału, jednak jakimś cudem, między innymi dzięki wam, mamy ich tu już 55.
Naprawdę chce doprowadzić te tłumaczenie do końca.
Niestety sama nie dam rady.
Okazuje się, że rozszerzona fizyka jest dla mnie zdecydowanie za trudna i muszę poświęcać na jej naukę dużo więcej czasu niż bym chciała. 
Przez to nie dość, że mam bardzo mało wolnego czasu, to jeszcze gdy go mam, nie mam najmniejszej ochoty brać się za tłumaczenie. Jestem po prostu na to zbyt zmęczona.

Myślę, że nie fair z mojej strony byłoby gdybym zawiesiła bloga.

Tak więc potrzebuję pomocy!

Potrzebuję kogoś kto:


 - dobrze zna angielski
- ma nadmiar wolnego czasu
- jest godny zaufania

Od razu zaznaczam, że jest to "praca na czas nieokreślony".
Gdy tylko uda mi się ogarnąć szkołę mam nadzieję sama wrócić do tłumaczenia na pełen etat :)


Jeśli interesuje cię posada tłumacza "Crazed." to wyślij do mnie maila (xpaulinaxm@gmail.com), w którym napiszesz:


- ile masz lat/w której jesteś klasie
- czy masz jakieś doświadczenie w tłumaczeniu/pisaniu (mile widziane linki do blogów :))
- jedna przetłumaczona strona rozdziału 56 "Crazed." (<klik>)


Uwaga! 
Jeśli cię wybiorę to nie oznacza to, że oddam ci tego bloga. 
Staniesz się tymczasowym tłumaczem.
Będę cały czas obecna na blogu i będę wszystko nadzorować.

(((zabrzmiało to trochę groźnie, ale spokojnie! Ja po prostu nie ufam ludziom i strasznie kocham tego bloga. Nie chce zatrudnić nieodpowiedniej osoby :)))

Jeśli macie jakieś pytania/ wątpliwości piszcie do mnie na maila, w komentarzach, na asku lub na twitterze.
(((wszystkie linki w zakładce "Kontakt")))

Na wasze zgłoszenia czekam do niedzieli (05.10.14r.) do godziny 15:00.

Bardzo was wszystkich przepraszam i z góry dziękuję za każdą chęć pomocy ;*

niedziela, 14 września 2014

Rozdział 55

Minęły tylko dwa dni, a mi już było od tego wszystkiego niedobrze. Harry miał wszystkie efekty uboczne leków i ani trochę mu się nie polepszyło. Teraz było z nim strasznie źle. Całe dnie spędzał w łóżku, zakopany pod poduszkami i kocami. Przypominał mi Louisa w ostatnich dniach jego życia. Bałam się zostawić go chociaż na chwilę samego. 
W końcu byłam gotowa na powrót do pracy. Byłam przerażona tym co miało się wydarzyć. W sumie nawet nie wiedziałam czy dalej tam pracuje, czy jednak zostałam zwolniona. Pewnie po dziesięciu minutach ktoś zapuka do mojego gabinetu i oświadczy mi, że moja licencja terapeuty została mi odebrana... 
Wzięłam głęboki wdech i skończyłam zapinać guziki bluzki. Weszłam do mojej sypialni, w której leżał Harry.
- Dzień dobry.
Jęknął w odpowiedzi, trąc oczy, po czym rozejrzał się zdezorientowany po pokoju. Oblizał swoje suche usta i cicho ziewnął. Spojrzał na mnie i zmusił się do uśmiechu. 
- Dzień dobry - mruknął zachrypniętym głosem. 
Uklękłam przy łóżku i dotknęłam jego czerwonej skóry na ramieniu. Zmarszczyłam brwi, czując, że ma wysoką temperaturę. Zastanawiałam się jak długo będzie miał gorączkę. Za kilka dni jedziemy na święta do mojego ojca i brata.
- Dalej jesteś rozpalony - szepnęłam do niego spokojnie, nie chcąc go denerwować i przyłożyłam rękę do jego czoła. - Tak, masz gorączkę. 
Harry tylko jęknął i przewrócił się na bok.
- Muszę się napić.
- Postawiłam ci wodę przy łóżku jak się obudziłam - powiedziałam z lekkim wahaniem i znalazłam dużą butelkę stojącą przy łóżku. - Proszę.
Powoli usiadł, krzywiąc się z bólu i położył rękę na piersi zakrywając swój krzyżyk. 
- Czuję się okropnie.
Podałam mu wodę, którą przyjął z wdzięcznością i od razu zaczął ją pić dużymi łykami. Kiedy oderwał butelkę od ust odetchnął z ulgą. Spojrzał na mnie i nagle zmarszczył brwi. 
- Ubrania do pracy?
Wiedziałam, że tak będzie...
Niezręcznie odkaszlnęłam i spojrzałam przez okno, unikając kontaktu wzrokowego.
- Muszę tam wrócić, Harry.
Dotknął palcami mojej dłoni zmuszając mnie bym znowu na niego spojrzała. 
- Co się teraz stanie?
Zmarszczyłam brwi i znów odwróciłam wzrok. Jeśli zostałam zwolniona, będę musiała przeprowadzić się z powrotem do taty. To by oznaczało, że będę trzy godziny drogi od Harry'ego. Nie mogło do tego dojść, a Harry nie mógł się o tym dowiedzieć. 
- Wszystko będzie dobrze - szepnęłam z udawanym uśmiechem.  
W jego oczach widziałam konsternacje, ale też ulgę. Wydął lekko wargi, a ja skupiłam na nich zwój wzrok. Próbowałam wymyślić jakieś powody, dlaczego miałabym go nie pocałować... Ale i tak to zrobiłam. 
Wplotłam dłonie w jego wilgotne loki i oblizałam usta. Nasze powieki zaczęły robić się ciężkie i zaczęło mi się przewracać w brzuchu z ekscytacji. Wiedziałam, że on wie do czego zmierzam. Przybliżyłam swoją twarz do jego i po chwili nasze wargi się zetknęły. Całowałam go delikatnie, a za razem dość brutalnie. Nasze oddechy zrobiły się cięższe, a ja jeszcze pogłębiłam pocałunek. 
W końcu oderwałam swoje usta od jego, jednak nasze twarze dalej pozostały w kontakcie. Wpatrywałam się w jego piękne zielone oczy. W końcu uświadomiłam sobie, że może mnie zarazić, ale zanim zdążyłam się od niego odsunąć nasze usta połączyły się w kolejnym gorącym pocałunku. 
Powoli wspięłam się na niego tak, że teraz moje kolano znajdowało się między jego nogami. Nasze piersi się stykały. Przejechałam językiem po jego dolnej wardze. W odpowiedzi Harry seksownie jęknął i wbił swoje ciało w materac tak mocno jak tylko mógł odsuwając się ode mnie. Zaskoczona zastanawiałam się o co mu chodzi, jednak po chwili poczułam wyraźne wybrzuszenie w jego spodniach. Niezręcznie zabrałam swoje kolano z pobliża jego krocza i zaczęłam całować go dużo delikatniej. W końcu rozłączyłam nasze twarze i dostrzegłam, że jego skóra jest czerwona, a serce bije mu straszliwie szybko. 
Wyglądał na zakłopotanego, widziałam to w jego oczach. By trochę to ukryć usiadł na łóżku.
- J-Ja...
- Przepraszam - próbowałam powstrzymać śmiech. - Nie sądziłam, że ci sta...
- Do zobaczenia później - uciszył mnie szybko. Widać było, że czuje się absolutnie upokorzony. Chciałam go objąć i powiedzieć mu jak bardzo kocham to jak jest taki nieśmiały i zakłopotany. Według mnie była to najsłodsza rzecz na ziemi. 
- Harry, ja mogłabym... Ale muszę iść do pracy - próbowałam zapewnić go, że chętnie rozwiązałabym jego mały (jednak w rzeczywistości duży) problem, tylko niestety nie miałam na to czasu. 
- Nie miałem zamiaru cię o to prosić...
- Wiem, Harry - uśmiechnęłam się półgębkiem, wiedząc, że tak naprawdę bardzo tego chciał. - Zaraz się spóźnię. Jeśli będziesz głodny to w lodówce są steki. Usmaż je czy coś.
Nagle jego oczy otworzyły się szerzej.
- Są surowe?
Zmarszczyłam brwi zaskoczona jego pytaniem, zastanawiając się czemu jest tym taki zainteresowany.
- Oczywiście, że tak.
W jego oczach dostrzegłam radość? A później posłał mi prosty uśmiech.
- Do zobaczenia - powiedział ponownie sprawiając, że lekko się zdziwiłam, jednak szybko dałam sobie z tym spokój. 
- Możliwe, że wrócę dzisiaj dość późno. Potrzebuje zrobić jak najwięcej nadgodzin. 
- Jeśli jeszcze tam pracujesz - powiedział złośliwie, a ja spojrzałam na niego zaskoczona jego niegrzecznym komentarzem. 
- Dzięki za przypomnienie...
Wyszłam z domu, mając nadzieję, że z Harrym będzie wszystko dobrze przez najbliższe godziny. Jeśli wrócę do domu, a on dalej będzie żył to uznam to za sukces. 
Wsiadłam do samochodu i zaczęłam coś nucić, by się trochę odstresować. W końcu wyjechałam z parkingu, i trochę szybciej niż powinnam pojechałam do pracy. Nie mogłam się spóźnić pierwszego dnia po dwutygodniowej przerwie. 
Pośpiesznie minęłam ciemny pechowy most, nie chcąc nawet na niego patrzeć, w obawie, że znów kogoś na nim zauważę. Nie chciałam przezywać tego po raz trzeci, więc trzymałam swój wzrok na drodze. 
Zaczęłam niecierpliwie stukać palcami o kierownicę. Minuty mijały zdecydowanie zbyt wolno. Wreszcie ujrzałam szpital i nie wiedziałam, czy na pewno chce do niego wracać. 
Nie. Oczywiście, że chciałam tam wrócić... Po prostu nie chciałam zostać zwolniona. Przez tego chłopaka prawie zrujnowałam swoje życie. Mogłam mieć tylko nadzieję, że pielęgniarka nie powiedziała nikomu o tym co się wydarzyło. W sumie, całkiem możliwe, że nie miała pojęcia co naprawdę się działo. Przynajmniej nie miałaby, gdyby Harry jej o tym nie powiedział. 
Wyrwałam się z zamyślenia, gdy wjechałam na parking i pośpiesznie wysiadłam z auta. Wmusiłam na sobie lekki uśmiech i pewnym krokiem weszłam do szpitala. Jak na razie nikt nie jechał mnie wzrokiem. Nawet recepcjonistka. 
Spojrzałam w dół korytarza i poczułam jak zaciska mi się żołądek. Powoli ruszyłam do mojego gabinetu, który znajdował się na samym końcu. Głowę miałam cały czas spuszczoną, bojąc się, że ktoś mnie zauważy i zapyta co tu robię. Gdy minęłam biuro Zayna westchnęłam zirytowana widząc, że jeszcze go nie ma.
W końcu dotarłam do mojego gabinetu. Wszystko wyglądało tak jak przed moim ostatnim wyjściem stąd. Może ten dzień nie miał być aż taki zły...
Zaczęłam normalnie pracę, ułożyłam nowy harmonogram wizyt moich pacjentów i pomogłam kilku z nich. Każda z sesji szła dość opornie. 
Zayn w końcu przyszedł do pracy na popołudnie. Powiedział, że ma dzisiaj nocną zmianę. Chciałam się od niego dowiedzieć co stało się z Harrym, ale nie chciał odpowiedzieć na żadne z moich pytań. 
Ogólnie ten dzień wcale nie był taki wspaniały, jednak mogło być dużo gorzej. Dużo, dużo gorzej. 
Postanowiłam wyjść po ostatniej sesji. Cieszyłam się, że szef nie zapukał do moich drzwi i nie wyrzucił mnie ze szpitala. To byłoby ogromne upokorzenie. 
Znalazłam moje volvo na parkingu i ruszyłam do domu. Była 19:00 i na dworze było już ciemno. 
Bezpiecznie dotarłam do domu cały czas uśmiechając się do siebie. Ten dzień potoczył się zaskakująco dobrze. To znaczy, nie był idealny, ale byłam szczęśliwa, że mogłam wrócić do pracy. Musiałam jeszcze spotkać się z tamtą pielęgniarką i zapytać się dokładnie ile wie. 
Szłam po klatce z nadzieją, że z Harrym wszystko w porządku. Odepchnęłam wszystkie nieprzyjemne myśli i zaczęłam szukać kluczy w torebce. Odetchnęłam z ulgą, gdy w końcu je znalazłam i otworzyłam drzwi.  
Z lekkim strachem przeszłam przez salon. W mieszkaniu było ciemno, więc praktycznie nic nie widziałam. Wyciągnęłam ręce do przodu i znalazłam ścianę. Włącznik do światła był po drugiej stronie salony, ale byłam zbyt wystraszona by go znaleźć. 
- Harry? - zapytałam głośno. Serce zaczęło mi mocniej bić, gdy nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. 
Nie było mnie przez dziesięć godzin i znowu go zgubiłam. 
Nagle znieruchomiałam, gdy usłyszałam dźwięk przypominający gryzienie czegoś i ciężki oddech z oddali. Brzmiał jak Harry i to był jedyny powód dla którego odważyłam się podążyć za tym dźwiękiem.
Wyciągnęłam ręce przed siebie, próbując w nic nie wejść. W końcu znalazłam framugę drzwi kuchennych i dostrzegłam za nimi delikatną smugę światła. Jak po chwili odkryłam było to światło z lodówki, której drzwi były szeroko otwarte. Odgłosy jedzenia były teraz dużo głośniejsze, co oznaczało, że Harry musiał być gdzieś obok. 
Zatrzymałam się, gdy dostrzegłam na co pada słabe światło. Próbowałam ułożyć sobie w głowie jakieś proste wyjaśnienie tej sytuacji. Desperacko chciałam się dowiedzieć czemu widziałam przed sobą młodego mężczyznę siedzącego na podłodze nad zakrwawionym pudełkiem z surowym kawałkiem mięsa w zębach. Gdy zobaczyłam krople czerwonego płynu spływające po jego brodzie myślałam, że zwymiotuje. 



_____________________________

Strasznie przepraszam, że tak późno ;*

wtorek, 2 września 2014

Rozdział 54

- O czym myślisz?
Wpatrywałam się w drogę przede mną, gdy Harry zadał mi to pytanie. Byliśmy w drodze do mojego mieszkania. No bo gdzie mieliśmy jechać po tym wszystkim?
- O różnych opcjach - szepnęłam gorzko.
Wiedziałam, że Harry jest niestabilny, ale nie chciałam, żeby on o tym wiedział. Nie mogłam nawet wyobrazić sobie wyrazu jego twarzy, gdybym zabrała go z powrotem do szpitala. Znienawidził by mnie na zawsze. Nie wiedziałam już co robić.
- Jakich opcjach? - zapytał cicho, ale byłam pewna, że wiedział o czym mówiłam.
- Ja... Nie wiem - westchnęłam powoli dojeżdżając do celu naszej podróży. - Musze wymyślić jakieś sposoby, żeby było z tobą lepiej. 
Zawahał się trochę, jakby nie wiedział co powiedzieć czy zrobić. Jego prawa ręka po chwili znalazła się na mojej nodze i zaczęła ją gładzić. 
- Wiem, że starasz się pomóc, ale proszę odpuść. 
Zesztywniałam, czując jak wewnątrz płonę ze złości, musiałam się opanować.
- Wiem, że mogę to zrobić...
- Jamie, nie mam schizofrenii - odezwał się bez entuzjazmu i wzruszył ramionami. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Okej.
Zatrzymałam samochód bez ostrzeżenia sprawiając, że Harry spojrzał na mnie szeroko otwartymi z zaskoczenia oczami. Patrzyłam na aptekę, przy której staliśmy. Wzięłam kilka wdechów, po czym powoli wysiadłam. 
- Zaczekaj tu.
- Dlaczego tu jesteśmy...
Zignorowałam go i wysiadłam z auta. Zamknęłam drzwi i ruszyłam do sklepu. Głęboko westchnęłam zanim podjęłam ostateczną decyzję czy chcę to zrobić. Jeśli Harry się dowie nie będzie dobrze, ale musiałam zaryzykować. 
Podeszłam do lady i spojrzałam na wyglądającą na zmęczoną kobietę stojąca przede mną.  Przewróciła oczami na mój widok i zmarszczyła brwi...
- W czym mogę pomóc?
- Nazywam się Jamie Drew, jestem terapeutką z uprawnieniami do podawania moim pacjentom leków - uśmiechnęłam się pewna siebie. Ona uniosła brew i ostrożnie zmierzyła mnie wzrokiem od stóp do głów. 
- Masz dokumenty? - zapytała zmęczonym głosem, a ja skinęłam głową i zaczęłam grzebać w torebce. 
Wręczyłam jej wszystkie karty i zaświadczenia, a ona chyba mi uwierzyła. 
- Co podać?
- Potrzebuje Haloperidolu, Valproatenu i Diazepamenu - powiedziałam z lekkim trudem, upewniając się, że wiem jak działają. Harry nie będzie wiedział na co są.  - O i jeszcze to - mruknęłam wskazując na paczkę tabletek do ssania na gardło.



~


- Czemu tak długo ci to zajęło? - Harry mruknął, gdy wsiadłam z powrotem do samochodu.  Zakaszlałam lekko i westchnęłam.
- Szukałam tabletek na gardło - odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem przeszukując torebkę. 
Wyjęłam je i podałam Harry'emu.
- Potrzebowałem ich - powiedział kaszląc i wziął jedną z tabletek do ust. - Dzięki.
- Nie ma problemu - odetchnęłam i wolno wjechałam na drogę. 
Kilka minut później dojeżdżaliśmy już do mojego mieszkania. Szybko zaparkowałam, dając Harry'emu do zrozumienia, że się spieszę. Tak na prawdę chciałam, żeby jak najszybciej wziął leki bez świadomości, że to robi. Mogli by mnie za to zamknąć w więzieniu, ale przecież Harry nie doniesie na mnie policji nawet jeśli odkryje co zrobiłam... 
Weszłam do mieszkania i obejrzałam się za siebie, by upewnić się, że Harry idzie za mną. Kurczowo trzymałam torebkę i cicho ruszyłam z nią do kuchni. On chyba poszedł do łazienki, bo nie podążył za mną, co dało mi doskonałą szansę żeby spróbować jakoś podać mu kilka pierwszych tabletek.  
Wyjęłam Diazepam i rozejrzałam się, by mieć pewność, że Harry zaraz tu nie wejdzie. Po kryjomu wycisnęłam z opakowania dwie tabletki i wyjęłam łyżkę z szuflady. Ostrożnie zaczęłam je rozkruszać, robiąc z nich proszek. Potem chwyciłam najbliższą szklankę i wyjęłam z lodówki karton mleka. Wypełniłam nim szklane naczynie i dyskretnie dosypałam leków.
Usłyszałam zbliżające się kroki. Próbowałam zachowywać się naturalnie, gdy Harry wszedł ze zdezorientowanym wyrazem twarzy do kuchni. Nie miał już na sobie marynarki. Boże, był taki atrakcyjny...
- Mleko pomaga na ból gardła - słabo się uśmiechnęłam, ale od środka zjadało mnie poczucie winy.  On tylko niewinnie na mnie spojrzał sprawiając, że czułam się przez to wszystko jeszcze gorzej. 
- Strasznie chce mi się pić - powiedział jakby podekscytowany, sięgając po szklankę. Przechylił ją i szybko wypił. 
To co robiłam było straszne. To tak jakbym go narkotyzowała bez jego pozwolenia. Nie chciałam tego robić, ale... jakie miałam inne wyjście?
Spojrzałam na niego, gdy odstawił szklankę na blat. Oblizywał usta z niezadowoloną miną.
- Wszystko w porządku?
Harry wzruszył ramionami.
- Było jakieś kwaśne. Nie wiem, może tylko mi się wydawało. 
Szukałam w nim jakichkolwiek oznak podejrzeń, ale odetchnęłam z ulgą nie dostrzegając nic takiego. 
- Muszę skorzystać z łazienki. 
- O-Okej - odpowiedziałam szybko, patrząc jak znika z kuchni. 
Jęknęłam przeciągle, chcąc jak najszybciej pozbyć się z siebie tych ubrań. Weszłam do sypialni i spojrzałam na dwuosobowe łóżko w niej stojące. Miałam nadzieję, że Harry zostanie na noc... 
Moje oczy nagle znalazły marynarkę Harry'ego leżącą na łóżku i nagle przypomniałam sobie wydarzenia, które miały miejsce tego dnia. Wyciągnął mowę, którą napisał o Louisie i o tym co naprawdę się mu przydarzyło. Nie wiedziałam czy to był tylko chory żart, żeby wystraszyć ludzi, czy mówił prawdę.
Delikatnie wzięłam w ręce marynarkę i zobaczyłam kawałek papieru schowany w kieszeni. Czułam jak zaciska mi się żołądek i głośno przełknęłam ślinę, zanim wyciągnęłam kartkę.
- Co robisz?
Podskoczyłam wystraszona i szybko odłożyłam mowę do kieszeni odwróciłam się twarzą do niego. 
- Uh... Nic.
Patrzył na mnie skonsternowany i zrobił kilka kroków w moją stronę. Jego niezadowolona mina szybko zmieniła się w podstępny uśmieszek i po chwili objął mnie w tali, i przyciągnął do siebie.  
- Wydajesz się być dzisiaj niespokojna, to wszystko przeze mnie. 
Cicho się zaśmiałam, ale tak naprawdę czułam się coraz bardziej winna. Przed chwilą sama dałam mu tabletki, żeby on był bardziej spokojny... 
- Pogrzeb trochę mną wstrząsnął, to wszystko - skłamałam, patrząc jak mnie uważnie obserwuje. 
- Jesteś pewna, że wszystko z tobą w porządku?
- Tak, jestem pewna, Harry - posłałam mu ciepły uśmiech. - Nie martw się o mnie. 
- Więc ty możesz martwić się o mnie, ale ja o ciebie nie? - zaśmiał się i szeroko uśmiechnął, po czym zmarszczył brwi i mocniej przytulił. 
- Mogę sama zając się własnymi problemami, to moja praca. 
- Nie - wskazał na mnie palcem. - Twoją pracą jest martwienie się o pacjentów, martwienie się o ciebie to moja działka. 
Nie mogłam się powstrzymać i cicho zachichotałam. 
- Wszystko w porządku, Harry... Naprawdę. 
- Jesteś pewna, że nie potrzebujesz żadnych z moich leków? - zażartował sprawiając, że mój uśmiech zmienił się w wystraszoną i zmartwioną minę. 
- C-Co?
- Tylko żartuję. Nie musisz czuć się urażona, Jamie.
Prawie dostałam przez niego zawału...




________________________________

No to jak tam pierwszy dzień w szkole?
 Bo ja szczerze mówiąc mam już dość xD
Pierwszy dzień - pierwsza praca domowa! Ahhhh jak ja kocham liceum ♥

Jestem teraz w drugiej klasie liceum (a to najtrudniejszy rok - najwięcej nowego materiału, początek rozszerzeń itd.), wiec najprawdopodobniej będę miała jeszcze większy zapieprz niż w tamtym roku :)))
No ale nie bójcie się! Nie opuszczę was!

Mój plan minimum na ten rok szkolny to jeden rozdział tygodniowo. 
Mam nadzieję, że dam radę :)

A no i mam takie pytanie.
Od jak dawna czytacie już to tłumaczenie? :)
(Mam na myśli mniej więcej od którego rozdziału ;))
Jest tu jeszcze ktoś, kto wytrzymał ze mną od grudnia? xD

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 53

- Zabierzcie go stąd! - ktoś krzyknął unosząc ręce do góry.
- Jak sobie życzysz - Harry zaśmiał się i powoli ruszył w stronę wyjścia.
Nagle zatrzymał się i jego wzrok spotkał moje pełne łez oczy. Pokręciłam tylko głową rozczarowana jego zachowaniem. Widziałam w jego twarzy, że w pewien sposób żałuje. Wiedziałam, że to nie był on.
- Przepraszam - powiedział bezgłośnie.
Podniósł rękę do szyi, ściągnął z niej swój krzyżyk, upuścił go na podłogę i wyszedł.
Byłam w szoku. Nie dałam rady nawet oddychać, próbując sobie przypomnieć co właściwie przed chwilą się stało. Oczy wszystkich były skierowane na mnie. Znów wpakował mnie w kłopoty, jednak tym razem było o wiele gorzej.
- J-Ja Przepraszam - spanikowałam, próbowałam jakoś złożyć sensowne wyjaśnienia. - On ma schizofrenie... Myślałam, że będzie z nim dzi-dzisiaj wszystko dobrze... Jestem jego terapeutką...
- Chyba powinnaś po prostu wyjść - ktoś łagodnie powiedział, ale wiedziałam, że w głębi duszy ma ochotę mi przywalić. 
- Rozumiem - westchnęłam wpatrując się w podłogę, by nie pozwolić popłynąć łzom. Powoli wstałam, wzięła moją torebkę i ruszyłam do wyjścia. 
Dostrzegłam naszyjnik Harry'ego na podłodze, więc szybko go podniosłam i schowałam w kieszeni swetra. 
Wyszłam na zewnątrz i zaciągnęłam się chłodnym powietrzem, wpatrując się w mój samochód. Myślałam, że Harry gdzieś tu będzie, jednak się myliłam. Chociaż, nie wiedziałam czy chce kiedykolwiek jeszcze go zobaczyć. Tu właśnie tkwił problem, nie ważne co Harry zrobił... zawsze chciałam go z powrotem. Jednak tego dnia nie byłam już tego taka pewna. 
Wsiadłam do auta i wzięłam kilka głębokich wdechów by się uspokoić. Musiałam po prostu pojechać do domu i się napić. Może dzięki temu zapomnę o tym co się wydarzyło...
Wyjechałam z parkingu i wjechałam na główną drogę. Na szczęście, nie zobaczyłam Harry'ego nigdzie po drodze. Chociaż część mnie liczyła na to. Chciałam zadać mu kilka pytań... Jak na przykład co do cholery było napisane w tej jego "mowie pożegnalnej".
Nie znalazłam go nigdzie w drodze do domu, co mnie trochę zaniepokoiło. Nie miał telefonu, więc nie mogłam do niego zadzwonić. Chciałam tylko się upewnić, że nie robi niczego głupiego...
Jeździłam w kółko przez dwadzieścia minut szukając go. Moja złość pomału przemieniała się w smutek. On nie był złym człowiekiem dlatego, że tego chciał. Wiedziałam, że to przez jego problemy. 
Może po prostu wrócił inną drogą do domu...?
Musiałam w końcu jechać do siebie. Całą drogę myślałam o Harrym. Wiedziałam, że nie mogę teraz tego zakończyć, nawet biorąc pod uwagę to co się dzisiaj wydarzyło. Nie mogłam pozwolić mu przemienić się w osobę, którą był kiedyś. 
Głośno przełknęłam ślinę, gdy mijałam most więżący ze sobą zbyt wile złych wspomnień. Kiedy już chciałam odetchnąć z ulgą nagle zatrzymałam samochód widząc coś na krawędzi mostu. Albo kogoś. 
- Boże, nie. 
Czułam jak zaciska mi się żołądek, gdy wysiadłam z auta cały czas obserwując postać siedzącą na krawędzi. Odetchnęłam, gdy stałam już tylko parę kroków za nią.
- Harry. 
Usłyszałam jak bierze głęboki wdech. 
- Nie powinno cię tu być. 
- Muszę z tobą porozmawiać. 
- Posłuchaj, wiem że jesteś na mnie zła...
- Nie jestem na ciebie zła, Harry... Jestem tylko... Boję się o ciebie - załkałam, stojąc nad nim. 
- Nie będziesz musiała się już więcej mną martwić.
Przygryzłam wargę próbując wymyślić coś co go odciągnie od tego pomysłu. To już trzeci raz kiedy widzę go takiego, nie licząc dnia kiedy się spotkaliśmy. 
- Nie zrobisz tego - powiedziałam, a on westchnął ciężko i zaczął machać nogami nad przepaścią. 
-Dlaczego jesteś tego taka pewna?
Zrobiłam krok w w przód i położyłam dłoń na ceglanym murku na którym siedział. 
- Bo masz po co żyć. 
- Czasami to nie wystarcza. 
Wcześniej nie wiedziałam jak bardzo mogą zaboleć takie słowa, kiedy osoba, która je wypowiada właśnie planuje swoje ostatnie ruchy. Wzięłam głęboki wdech i zamknęłam oczy, a po chwili znów je otworzyłam. Nie mogłam nawet opisać uczuć jakie żywiłam do Harry'ego, jedyne co wiedziałam na pewno, to to, że nigdy nie czułam czegoś podobnego.
- Wiesz, przypominasz mi kogoś kogo znałam - szepnęłam łagodnie marszcząc brwi. On ani razu nie odwrócił się, żeby na mnie spojrzeć. 
- Louisa?
- Nie, tego chłopaka, którego poznałam prawie dwa miesiące temu - powiedziałam spokojnie, co przykuło jego uwagę. - Pamiętam jak patrzyłam mu w oczy i widziałam cały ból, który czuł... Chciałam pomóc mu się go pozbyć. 
Mimo, że wydawałam się spokojna w środku denerwowałam się, że on dalej nawet nie drgnął.
- Chciałabym, żeby teraz tu był, bo nigdy nie będę mogła mu powiedzieć, że wszystko w końcu będzie dobrze... Nie chcę, żebyś znów się w niego zmienił... - próbowałam ukryć łzy. - Ale czasem się zastanawiam, czy już tego nie zrobiłeś...
Westchnął cicho i w końcu powoli odwrócił twarz w moją stronę. 
- Nigdy nie będzie ze mną lepiej... tylko gorzej, Jamie... tylko coraz gorzej...
- Ja nie mogę sprawić, że będzie lepiej Harry, wiesz że nie mogę... ale nigdy nie przestanę próbować - załkałam przeczesując włosy palcami z frustracji i patrząc na niego błagalnym wzrokiem. - Musisz mi zaufać.
Harry wyciągnął do mnie rękę. Nie wiedziałam czy chcę, żebym pomogła mu stamtąd zejść, czy chce pomóc mi tam wejść, jednak chwyciłam ją. Przyciągnął mnie bliżej i pomógł wspiąć się na murek i na nim usiąść obok siebie. Westchnęłam ciężko chowając głowę zagłębieniu między jego szyją a ramieniem i mocniej ściskając jego dłoń. 
- Tak mało brakuje, żebyśmy spadli, Jamie. Jeden mały skok i możemy to wszystko skończ...
- Nie mów tak - szepnęłam i pocałowałam go w szyję. Spokojnie oddychałam świeżym powietrzem ignorując wielką przepaść pod nami.  Z nim czułam się bezpiecznie. Nawet jeśli próbował mnie przekonać, abym skoczyłam, nie bałam się. 
- Nie rozumiem, dlaczego marnujesz na mnie swój czas - mruknął, jednak wydawał się być wdzięczny, że byłam przy nim. Przysunęłam się jeszcze bliżej niego i westchnęłam. Musiałam powiedzieć mu prawdę. 
- Chyba cię kocham, Harry - szepnęłam i sama siebie zaskoczyłam tym wyznaniem.  Harry od razu się odprężył i też wtulił się we mnie. 
- Czasami zastanawiam się czy ja też cię kocham - mruknął patrząc w dół. - Ale... Ja nie wiem co czuję. 
- Podobno w czasie pocałunku czujesz wszystkie uczucia, które żywisz do drugiej osoby - powiedziałam nieśmiało, wpatrując się w jego usta. Czułam się nim odurzona, gdy w końcu złożyłam na nich pocałunek. 
Nasze wargi poruszały się powoli, a po chwili Harry pogłębił pocałunek. To co wtedy czułam... to była miłość. 
Polowi się od niego odsunęłam i ciężko otworzyłam oczy. Czułam się jakby przez ten pocałunek wyssał ze mnie całą energię. 
- Tak - szepnął. - Czułem to. 
Westchnęłam z ulgą patrząc jak uśmiecha się półgębkiem. Wyglądał na wyczerpanego, jakby ta napięta atmosfera go spowalniała. 
- Powinniśmy stąd zejść zanim jedno z nas przez przypadek spadnie. 
Harry pierwszy przerzucił nori przez murek, a potem pomógł mi zejść. Gdy oboje staliśmy już na ziemi puściłam jego dłoń i wyciągnęłam z kieszeni jego łańcuszek, który zawsze nosił. Znieruchomiał, gdy go mu podałam, jednak pocałowałam go w czoło i sama zawiesiłam go na jego szyi. 
- Upuściłeś go. 




___________________________________
Zanim zaczniecie marudzić i zasypywać mnie pytaniami dlaczego rozdział jest taki krótki przypominam że ja tylko tłumaczę i nie mam wpływu na ich długość. Taki napisała autorka i taki jest. Wszelkie skargi i reklamacje proszę składać do niej nie do mnie, bo mnie już to trochę denerwuje :))))

wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 52

Jego zakrwawione usta były ułożone w podkówkę. Wpatrywał się we mnie intensywnie, gdy resztkami sił próbował dojść do mojego auta. Wsiedliśmy bez słowa. W głowie cały czas widziałam tą straszną scenę, której przed chwilą byłam świadkiem. Wiedziałam, że jest z nim coś poważnie nie tak. Nikt nie może kaszleć tak mocno, by zacząć wymiotować krwią, a parę minut później czuć się kompletnie w porządku. Próbował mnie nie martwić udając, że nic mu nie jest, i że wcale nie czuje bólu. 
- Powiedz co stało się pięć dni temu - kazałam mu, gdy tylko zamknęliśmy drzwi samochodu, a on spojrzał na mnie zdezorientowany. 
Westchnął, skrzyżował ramiona i pokręcił głową. 
- Nie mogę ci powiedzieć.
Mentalnie przewróciłam oczami, a po chwili podstępnie się uśmiechnęłam. 
- Okej, skoro ty nie chcesz mi powiedzieć, to Zayn to zrobi. 
- On też ci nie powie. 
Wbiłam się w fotel, kompletnie się poddając, a on wpatrywał się we mnie intensywnie. Wkrótce wypuścił sfrustrowany jęk.
- Jamie, jeśli mógłbym ci powiedzieć na pewno bym to zrobił. Wiesz, że robię to tylko po to, żeby cię chronić...
- Przed czym, Harry?! - w końcu ryknęłam ze złością. Od razu pożałowałam moich słów, gdy on odpiął pas i zwrócił się twarzą do mnie. 
- Przed głosami! - odkrzyknął. Próbował się uspokoić krzyżując ramiona. - Ty... Ty mi wierzysz, prawda?
To było trudne pytanie. Wiedziałam, że o tym nie kłamał. Wiedziałam, że naprawdę je słyszał. To jednak nie znaczyło, że są prawdziwe. To działo się tylko w jego głowie. 
- Harry... Wiem, że nie kłamiesz, ale...
- Ale co?
Schowałam głowę w rękach i pokręciłam nią. Wiedziałam, że on wyczuwa moje wahanie. 
- Wiesz, że chcę ci wierzyć.
- Ale... Nie wierzysz - wyszeptał wzruszając ramionami, jakby to i tak nie miało znaczenia. Nie rozumiał jak bardzo chciałam myśleć, że mówi prawdę, ale tak trudno było w to wszystko wierzyć.Zwłaszcza, że poznaliśmy się na oddziale dla psychicznie chorych. 
- Myślisz, że mam schizofrenię.
Zupełnie jakby czytał mi w myślach. Wiedziałam, że muszę odpowiedzieć na to pytanie, ale nie chciałam złamać mu serca mówiąc to. Nie było żadnego prostego sposobu, by powiedzieć mu co o tym wszystkim myślę. 
- Masz wszystkie objawy...
- Nie prawda! - warknął. - Wymień jeden!
Westchnęłam smutno robiąc w głowie długą listę. Miał je wszystkie. Jednak on sam tego nie dostrzegał. 
- Mówisz dziwne rzeczy, Harry. Takie, których normalni ludzie nie powinni mówić - mruknęłam, bojąc się jego odpowiedzi. Wiedziałam, że nie będzie zbyt miła. 
- Od kiedy bycie normalnym jest dobre? - zaśmiał się z niedowierzaniem, jednak nie było w tym nic śmiesznego. To była sarkastyczna odpowiedź, co wkurzyło mnie jeszcze bardziej. 
- Czy ja powiedziałam, że bycie normalnym jest dobre? - kłóciłam się gorzko, marszcząc brwi z frustracji. - Harry... Boże, nieważne. Nie rozumiesz. 
Patrzył na mnie jakbym była najgłupszą osobą na świecie. Jego oczy były szeroko otwarte a brwi zmarszczone. 
- Wiesz co? Nie rozumiem, bo wcale nie mam schizofrenii - odpowiedział.
Nie chciałam się teraz kłócić, to nie był na to czas. Miałam dużo do zrobienia, między innymi czekało mnie wygłoszenie mowy na stypie. Nie mogłam teraz zaprzątać sobie tym głowy. 
- Przepraszam Harry - przeprosiłam z małym uśmiechem na ustach, próbując trochę poprawić mu humor. - Nie chcę, żebyś się na mnie złościł...
- Po prostu już jedzmy. Spóźnimy się. 
Poczułam ból w sercu, przez jego odrzucenie.
Zrobiłam tak jak powiedział, wyjechałam z parkingu i wjechałam na główną drogę. Musiałam zrobić coś, żeby poprawić sytuację między nami. 
Moja dłoń powędrowała na jego siedzenie w poszukiwaniu jego nogi, aż w końcu odnalazła jego kolano. On jednak, szybko się odsunął. 
- Harry, nie chcę żebyś był na mnie zły. 
- Nie jestem - powiedział gorzko, co nie brzmiało zbyt przekonująco. 
- Wiem kiedy jesteś zły - powiedziałam cicho, starając się z całych sił by trzymać wzrok na drodze. - Zawsze wtedy albo wcale się nie odzywasz, albo mówisz coś co mnie rani. 
- W takim razie, którą opcję wolisz? - mruknął w odpowiedzi, a ja zamilkłam. 
Reszta drogi była cicha. Nie odezwał się ani słowem i ten jedyny raz cieszyło mnie to. Wiedziałam, że jest na mnie wkurzony, ale to on mnie zapytał. Może myślał, że nie będę jak inni. Ale kiedy chłopka mówi ci, że słyszy głosy, które ranią jego ramiona, szyję i plecy... raczej nie ma zbyt wiele wyjść z tej sytuacji. Jako terapeutka, nie mogę wierzyć w nic co nie ma sensu. A w jego historii raczej nic nie trzyma się kupy. 
Wjechałam na parking pod miejscem, gdzie miała odbyć się stypa. Chyba byliśmy wcześniej, bo większość ludzi została na cmentarzu , by zobaczyć zakopywanie trumny. Ja nie chciałam tego oglądać, nie ważne jak blisko byłam z Louisem. 
Ja i Harry dalej ze sobą nie rozmawialiśmy, nawet gdy wysiedliśmy z auta i szliśmy do budynku. To nie był pub, ale też nie restauracja. Bardziej jak jakiś klub. Był starodawnie urządzony, jednak elegancki. 
Rozejrzałam się w poszukiwaniu stolika, najlepiej gdzieś z tyłu. Wtedy nikt nie będzie miał szansy porozmawiać z Harrym... Nie był z byt dobry w relacjach z ludźmi. Mówił, że to "onieśmielające".
- Chcesz drinka? - zebrałam się na odwagę i zapytałam go grzecznie, próbując się uśmiechnąć (co niestety mi nie wyszło).
- Chcę szklankę lodu - powiedział surowo z niezadowoloną miną. 
Zanim zdążyłam zapytać o jego dziwne zamówienie, on ruszył do stolika pod samą ścianą, odcinając się od wszystkich.
Podeszłam do baru i szybko zamówiłam sobie drinka i to co chciał Harry. Oczywiście barman dziwnie się na mnie spojrzał... ale skoro Harry chciał lód, to mu go dam. 
Nawet jeśli relacje między nami nie były zbyt przyjazne i tak byłam wdzięczna, że był tu ze mną. Nikogo innego nie znałam... Z matka Louisa rozmawiałam tylko przez telefon...
Dołączyłam do Harry'ego przy małym stoliku, usiadłam obok niego i podałam mu szklankę lodu. Spojrzałam na niego w poszukiwaniu jakichś oznak dyskomfortu czy czegoś takiego. Wtedy zauważyłam coś co się w nim zmieniło.
- Jezu, Harry - odezwałam się, a on spojrzał na mnie z niezadowoloną miną. - Twoje źrenice są wielkie.
Zaczął szybko mrugać i spojrzał na mnie zdezorientowany... ale nagle uśmiechnął się delikatnie.
- O czym ty mówisz?
Na kilka sekund zapanowała cisza. Zawahałam się chwilę, zanim odpowiedziałam. - Po prostu... wyglądasz inaczej. 
Zignorował moje słowa i chwycił swoją szklankę. Potem wyjął z niej kostkę lodu i zaczął ją ssać.
Nie zamierzałam nawet pytać...



*godzinę później*

Mogłam z radością przyznać, że ja i Harry jakoś naprawiliśmy sytuację między nami. Wciąż był trochę cichy, ale już mnie nie ignorował. A z tą jego chrypą słuchało się go wspaniale.
Pojawili się rodzice Louisa i w końcu miałam szansę ich spotkać i powiedzieć jak bardzo jest mi przykro. To wciąż było dla mnie trochę nierealne, go już nie było. Bez niego przebywanie w moim mieszkaniu było dziwne. Potrzebowałam go tam. 
Jego matka powiedziała mi, że nie może doczekać się mojej przemowy, co naprawdę mnie zmartwiło. Nie chciałam wszystkiego zepsuć, ciężko nad tym pracowałam. Świadomość, że będę musiała mówić przed setką ludzi w niczym nie pomagała. 
Wstałam z mojego miejsca wiedząc, że wszyscy na mnie patrzą. Wyszłam kilka kroków na przód i zobaczyłam smutne twarze wszystkich zgromadzonych. Odkaszlnęłam i zmusiłam się do lekkiego uśmiechu. 
- Przygotowałam kilka zdać o Louisa, które chciałabym powiedzieć. 
Teraz już nie było odwrotu. Głośno przełknęłam ślinę ze strachu, próbując opanować drżenie mojego ciała. Chciałam potrzeć na Harry'ego podczas mówienia, ale siedział za mną. 
Całe pomieszczenie zamilkło, to był mój czas. 
- Louis był moim wspaniałym przyjacielem i niestety nie mogłam powstrzymać go...
Skarciłam się w myślach, gdy łzy zaczęły płynąć z moich oczu. Cholera. Myślałam, że będę dała radę to wytrzymać. Myliłam się. I robiłam z siebie głupka przed wszystkimi. 
- Ja... Ja... ja... Przepraszam - próbowałam zbyć moje łzy śmiechem. 
Wytarłam mokre policzki i wzięłam głęboki wdech.
- Strasznie kochałam Louisa, był moim najlepszym przyjacielem - kompletnie zapomniałam mojej mowy i zaczęłam mamrotać jakieś nieskładne rzeczy. 
Musiałam przestać, zanim zacznę mówić o rzeczach, o których nie powinnam mówić... Na przykład o tym jak się pieprzyliśmy czy coś w tym stylu...
- Przepraszam, nie mogę tego zrobić... - załkałam zażenowana patrząc na zaskoczone twarze ludzi. 
Szybko wróciłam do swojego stolika. Twarz Harry'ego dalej nie wyrażała żadnych emocji. 
W pomieszczeniu zapanowała niezręczna cisza. Wszyscy czekali na jakieś ogłoszenie o tym jak stchórzyłam i że mogą wrócić do picia swoich drinków.  
Nagle Harry zaczął przeszukiwać moja torebkę, a po chwili wyciągnął pogniecioną kartkę. 
- Pozwól, że ja to zrobię. 
Zaczęłam panikować. 
- Harry, to moja mowa. C-Co...
Zanim zdążyłam skończyć zdanie on wstał z krzesła zwracając na siebie uwagę wszystkich zgromadzonych. 
- Harry... - próbowałam go zawołać, ale mnie zignorował. To nie mogło być nic dobrego. Nawet nie mogłam sobie wyobrazić co zaraz się stanie. 
Harry stanął dumnie w centrum tłumu ludzi. Odkaszlnął i zaczął mówić. 
- Jestem Harry i uhh... Przeczytam za Jamie jej mowę. Ciężko nad nią pracowała. 
Wciąż niezbyt dobrze widziałam przez łzy zalewające moje oczy, ale za to dokładnie słuchałam tego co mówił. Brzmiał sarkastycznie, a to mnie jeszcze bardziej martwiło. Nie wiedziałam czy powinnam go powstrzymać, czy nie.
Rozłożył kartkę i przeskanował ją wzrokiem, zanim zaczął czytać. 
- Jest tyle rzeczy, które chciałabym mieć szansę powiedzieć Louisowi przed jego śmiercią. Był najmilszym, najbardziej kochającym... bla, bla, bla...
Otworzyłam usta w szoku. Inni z resztą też. Musiałam go powstrzymać , ale nie dałam rady się ruszyć. 
Westchnęłam, gdy rzucił kartkę na podłogę. Stał tak przez kilka sekund obserwując zszokowane twarze ludzi, po czym odwrócił się twarzą do mnie i uśmiechnął się podstępnie. 
Odwrócił się z powrotem do tłumu i wyciągnął coś z wewnętrznej kieszeni marynarki. Kolejną kartkę...
- Właściwie to przygotowałem swoją własną przemowę - zaśmiał się gorzko. - To co napisałem to... prawda o tym co przydarzyło się dla Louisa.
Wszyscy zaskoczeni głośno wciągnęli powietrze , a mi zrobiło się niedobrze. W duchu błagałam, żeby przestał. 
Harry mruknął sarkastycznie, złożył kartkę i z powrotem schował w kieszeni.
- W sumie, to chyba nie jest na to najlepszy moment - uśmiechnął się szeroko wzruszając ramionami. 
Spojrzał na najbliższy siebie stolik i szerzej otworzył oczy z podekscytowania, gdy zobaczył kieliszek czerwonego wina. Chwycił go i podniósł do góry. 
- Wznieśmy toast, a Louisa - niewinnie się uśmiechnął, ale ja wiedziałam, że jeszcze nie skończył. - Zawsze będzie bliski mojemu sercu za bycie takim wrzodem na tyłku i... straszną pizdą.



___________________________

Jakoś nie wiem czy podobają mi się te rozdziały...
Ale później będzie zdecydowanie lepiej! 
Koniec jest kjshfkgjasbdgij
A wy co myślicie?
 

czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział 51

Przebudziłem się leżąc w nieznajomym otoczeniu składającym się z delikatnej i ciepłej bawełnianej pościeli. Wypuściłem bezładny jęk i odkryłem, że byłem zakneblowany kawałkiem taśmy izolacyjnej. Zacząłem panikować. Chciałem się przeciągnąć, jednak wtedy odkryłem, że moje ręce są do czegoś przywiązane. Kiedy w końcu otworzyłem oczy dopiero naprawdę się przestraszyłem.
- Obudził się.
Nagle ujrzałem kogoś kilka centymetrów od mojej twarzy, kto używając wskazującego i środkowego palca otworzył szerzej moje oczy.
- Jego źrenice są normalne.
Zauważyłem, że Liam i Zayn stoją nade mną, a miejsce w którym się znajduje to łóżko. Dłoń Zayna nagle znalazła się na moim czole i została tam przez niespodziewanie długą chwilę.
- On... ma już jakby ludzką temperaturę.
Moje usta dalej były zaklejone taśmą, więc jedyne dźwięki, które można było ode mnie wtedy usłyszeć były dziwne jęki i pomruki. W końcu Liam chwycił za brzeg taśmy i bez wahania energicznie odkleił ją z mojej twarzy.
- Cholera! - krzyknąłem z bólu, zaciskając mocno oczy. Nie mogłem nawet dotknąć bolącego miejsca, by trochę złagodzić te straszne czucie. - Dlaczego jestem związany?!
- Musieliśmy się upewnić, że nie jesteś czymś innym - Liam mruknął z poważnym wyrazem twarzy, a ja zmarszczyłem brwi. Oni wiedzieli coś, czego ja jeszcze nie wiedziałem.
- Spaliliśy tablicę Ouija - powiedział Zayn i wtedy nagle wszystko sobie przypomniałem. Przypomniałem sobie to jak śmiałem się tak mocno, że nie mogłem oddychać. Coś mi mówiło, że w tej sytuacji nie było nic zabawnego.
- Straciłeś przytomność, gdy w końcu przestałeś się śmiać i trząść - poinformował mnie Liam, zaczynając odwiązywać moje ręce od zagłówka łóżka. - Wtedy cię związaliśmy.
- Dlaczego nie zabraliście mnie do szpitala? - warknąłem na nich. - Co jeślibym umarł?!
- Na pewno byś nie umarł, nie było nawet takiej opcji - Liam gorzko się zaśmiał i wstał, gdy skończył już uwalniać moje ręce.
- Czemu niby jesteś tego taki pewien? - zapytałem rozzłoszczony i w końcu podniosłem się z łóżka.
Liam wzruszył ramionami i tajemniczy uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- Dlaczego demon miałby chcieć cię zabić, skoro jesteś powodem dla którego żyje?
- Myślisz, że to jest zabawne? - Zayn zapytał zdegustowany.
Znieruchomiałem, próbując przyswoić do siebie to co usłyszałem. Z powrotem opadłem na miękkie poduszki. To nie mogła być prawda, nie miałem zamiaru w to wierzyć.
- Nie jest - bronił się Liam. - Ale fajnie było to powiedzieć.
Zayn patrzył na niego z niedowierzaniem, a po chwili przewrócił oczami.
- Co mamy zrobić, żeby z Harrym było lepiej?
- Myślę, że powinniśmy wezwać egzorcystę.
Od razu usiadłem i spojrzałem na bruneta, który właśnie powiedział te straszne słowa.
- Odprawienie egzorcyzmu to jedyne rozwiązanie.
Nie chciałem tego. Nie potrzebowałem tego. Mogłem sobie sam poradzić z... czymkolwiek to jest. Jedyne czego potrzebowałem to by to zrobić była Jamie.
- Cholera, Harry... Znalazłem to wcześniej na podłodze - usłyszałem głęboki głos Zayna, który wyjął z kieszeni mój łańcuszek z krzyżykiem. Szerzej otworzyłem oczy nagle przypominając sobie moment zerwania go z mojej szyi.
- Nigdy więcej nie zdejmuj tego cholerstwa.


~


*5 dni później*

*Jamie's Pov*
Posępnie stałam pod starym, trochę rozwalającym się kościołem, zastanawiając się kiedy wszyscy wejdą do środka by zając miejsca. Kurczowo trzymałam swoją torebkę, w której schowałam kartkę z moją mową. 
To był dzień pogrzebu Louisa i nie było ani sekundy, żebym o tym nie myślała. Przez cały tydzień byłam sama. Po prostu siedziałam w mieszkaniu, nędzna i bezużyteczna. Okłamałam Harry'ego mówiąc, że idę odzyskać swoją pracę. Nie byłam do końca pewna czy naprawdę ją straciłam. 
Dostałam telefon od szefa. Myślałam, że chce mi powiedzieć, że zostałam zwolniona, albo że zostaną przeciwko mnie wniesione oskarżenia do sądu. No albo, że chodziło o to, że nie przyszłam do pracy. Później do niego oddzwoniłam, ale nie odebrał. Wtedy zostawiłam mu wiadomość, z wyraźnym strachem w głosie poprosiłam o tydzień wolnego z powodu całej sytuacji z Louisem. Nie dopowiedział na wiadomość, więc chyba miał mnie w dupie. 
Nawet mimo tego całego zamieszania z moją pracą, nie mogłam przestać myśleć o Harrym. Wiedziałam, że coś było nie tak. A to, że Zayn był w to zamieszany tylko zwiększało jednocześnie moją ciekawość i złość. Czułam, że on już nie potrafi mi ufać. 
- Uroczystość rozpocznie się za dwie minuty - usłyszałam jak ktoś obok mruknął. 
Nie chciałam tam wchodzić. Nie chciałam zobaczyć drewnianej trumny, bo wiedziałam, że ktoś dla mnie ważny w niej był. Nienawidziłam pogrzebów. 
Wpatrywałam się w podłogę biorąc głębokie wdechy i próbując powstrzymać łzy. Zaczynało się, musiałam tam wejść, a potem powiedzieć tym wszystkim ludziom górę kłamstw o chłopaku leżącym w trumnie. 
W końcu podniosłam wzrok z ziemi. Prawie zachłysnęłam się powietrzem, gdy zobaczyłam z daleka postać ubraną w ciemny garnitur. Zaczął powoli iść w stronę kościoła, a dokładniej w moją stronę. Wiedziałam kto to, nigdy nie pomyliłabym tej twarzy z nikim innym. To był Harry.
Był coraz bliżej, wpatrywał się we mnie tak, jakby wokół nas nic nie było. Wyglądał na złego, albo zdenerwowanego... Może po prostu nie czuł się zbyt komfortowo. Gdy był już kilka metrów ode mnie, dalej nie spuszczał ze mnie wzroku, a ja z wahaniem zrobiłam kilka kroków w jego stronę. 
- Mówiłeś, że nie przyjdziesz - szepnęłam cicho.
Zrobił dziwną minę i przygryzł wargę, a jego wzrok wciąż był utkwiony we mnie. 
- Pomyślałem, że będziesz dzisiaj potrzebowała kogoś bliskiego - wychrypiał sprawiając, że szerzej otworzyłam oczy słysząc jego niski i zachrypnięty głos. 
- Brzmisz okropnie - powiedziałam, podejrzliwie unosząc brew, a on pokiwał głową. 
- Czuję się jakby moje płuca płonęły - odpowiedział gorzko, zachowując dystans. Dziwne. 
- Powinieneś pójść z tym do lekarza. 
- Nic mi nie jest - powiedział.
Było w nim teraz coś co wypierało wszystkie jego emocje. Nie podobało mi się to. Chciałam przeprosić go za wszystko co się stało, nawet jeśli wiedziałam, że on mnie zranił. To jak wyglądał w tym garniturze sprawiało, że chciałam błagać o wybaczenie... 
- Wyglądasz bardzo przystojnie - w końcu zebrałam się na odwagę by się odezwać.
Momentalnie jego oczy otworzyły się szerzej... jakby pytał o pozwolenia, a już po chwili oboje rzuciliśmy się w swoje objęcia. Dłonie Harry'ego znalazły się na mojej talii, a moje wokół jego szyi. 
- Przepraszam, za wszystko. 
- Już mi to mówiłeś przez telefon...
- Chcę, żebyś zobaczyła jak bardzo jest mi przykro.
Przytulił mnie mocniej i schował swoją twarz w zagłębieniu między moją szyją a ramieniem. Z całych sił próbowałam uspokoić szalejące we mnie emocje. Byłam wdzięczna, że był tam ze mną. Nie dałabym rady zrobić tego sama. 
- Tęskniłam za tobą.
Poczułam jego usta pod moim uchem, a stamtąd szybko odnalazły drogę do mich ust. Dłonią przykrył mój policzek. 
- Tak bardzo przepraszam, Jamie - powtórzył sprawiając, że moje ciało oblała fala ciepła. 
- Uh...przepraszam. Nie chcę przeszkadzać, ale uroczystość właśnie się rozpoczyna - ktoś ogłosił stojąc w drzwiach, a ja natychmiast odsunęłam się i zobaczyłam księdza stojącego obok nas. Cicho przeprosiłam, chwyciłam dłoń Harry'ego i  ruszyliśmy do głównych  drzwi.
Gdy dotarliśmy do wejścia Harry nagle się zatrzymał i zaczął patrzeć na coś przed sobą. Stał sztywno i wyglądał na zdegustowanego. 
- Harry, chodź. 
Wziął szybki głęboki wdech i zamknął oczy, zanim przekroczył próg kościoła. Usłyszałam ciche westchnienie, gdy zrobił krok wgłąb budynku. Musiał nienawidzić pogrzebów tak samo jak ja. 
Udało nam się znaleźć miejsca z tyłu, co chyba odpowiadało Harry'emu, bo nie było stąd zbyt dobrze widać trumny. Zaczynałam się denerwować wiedząc, że później będę musiała wygłosić mowę. Harry próbował mnie uspokoić trzymając mnie za rękę i co jakiś czas lekko ją ściskając.
Pogrzeb trwał, co chwilę ksiądz cytował Biblie lub zaczynał modlitwy. Ledwie go słyszałam przez ten cichy szloch wszystkich zgromadzonych. Próbowałam skupić moje myśli na czymkolwiek innym niż pogrzeb czy Louis, bo nie chciałam zrobić z siebie głupka wybuchając płaczem jak małe dziecko. Byłam terapeutką, rozmawiałam codziennie z ludźmi o tym jak byli ofiarami przemocy czy innych takich rzeczy... Znałam kilka sposobów na powstrzymanie łez w takich sytuacjach. 
- Proszę, wstańmy i zaśpiewajmy hymn Boży - ksiądz powiedział głośno wyrywając mnie z zamyślenia. Pociągnęłam dłoń Harry'ego próbując... zmusić go by wstał razem ze mną.
Zaskoczona spojrzałam w dół na niego i przeklęłam go w głowie. Dlaczego do cholery on dalej siedział? 
- Harry? - szepnęłam patrząc mu w twarz, a on dalej siedział na ławce. 
Po chwili organy zaczęły grać maskując hałas, który zrobiłam dosłownie ściągając Harry'ego z ławki.
- Co się z tobą dzieje?! - warknęłam, a on mnie zignorował. Nawet na mnie nie spojrzał. 
Stał niechlujnie z założonymi rękoma i nawet nie próbował udawać, że śpiewa. Po prostu tak stał. To pieprzony brak szacunku. Wiedziałam, że nie lubił Louisa, ale czy naprawdę zamierzał to robić? Czy robił to z innego dziwnego, nieznanego mi powodu?
Hymn wkrótce się skończył i Harry od razu usiadł. Rozzłoszczona zajęłam miejsce obok niego, a kiedy próbował znów wziąć moją dłoń w swoją, odepchnęłam go.
Patrzył na mnie zdezorientowany, a ja z całej siły starałam się na niego nie patrzeć. Przewróciłam oczami, gdy znów złączył nasze dłonie. Tym razem nie zabrałam swojej. 
Patrzyłam w podłogę przez resztę uroczystości, próbując nie myśleć o tym gdzie byłam i co się właśnie działo. Nienawidziłam tego w sobie. Zawsze szukałam sposobów by jakoś ominąć problem, zamiast stawić temu czoła. 
Pogrzeb wreszcie się skończył i kilku mężczyzn podeszło do czegoś przy ołtarzu. Wszyscy wstali, więc domyśliłam się, że to oni będą nieść trumnę. Na szczęście Harry tym razem wstał już bez mojej pomocy. 
Zamknęłam oczy, gdy mijała nas trumna i stałam tak, aż do momentu kiedy całkowicie opuściła kościół. 
W końcu odetchnęłam z ulgą i odwróciłam się twarzą do Harry'ego by obdarzyć go rozczarowanym spojrzeniem. Nie zamierzałam po prostu zapomnieć o tym co zrobił. 
- Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłeś - wpatrywałam się w niego z niedowierzaniem, a gdy dostrzegłam jego pozbawioną emocji minę przewróciłam oczami. 
Ludzie zaczęli wychodzić z kościoła, a wtedy oczy Harry'ego od razu zwróciły się w stronę drzwi. 
- Patrz na mnie jak do ciebie mówię - skarciłam go sprawiając, że z powrotem spojrzał na mnie. - Dlaczego nie wstałeś? Nie uważasz, że to trochę lekceważące? 
Nagle minął mnie, a ja westchnęłam zaskoczona jego niegrzecznym zachowaniem. Opuścił kościół razem z tłumem ludzi sprawiając, że musiałam wziąć kilka głębokich wdechów, by trochę opanować swoją złość zanim ruszyłam tą samą drogą. 
Nie mogłam uwierzyć w to co robił. Wyszedł bo był zły?
W końcu znalazłam się na zewnątrz. Od razu zauważyłam Harry'ego oddalającego się od wszystkich ludzi, który go otaczali na jakieś puste pole niedaleko kościoła. Wyglądał jakby się spieszył. 
- Co na niebiosa robi tam ten chłopak? - zapytała starsza kobieta.
- Uh... jest po prostu bardzo wrażliwy. Lepiej pójdę sprawdzić jak się czuje - wymyśliłam wymówkę, by móc pobiec za Harrym.
Przedarłam się przez tłum smutnych, podstarzałych ludzi podążając za praktycznie niepoczytalnym chłopakiem, w którym najprawdopodobniej się zakochałam. 
- Harry! - krzyknęłam, gdy byłam już tylko kilka metrów od niego. 
Nagle się zatrzymał i stanął bez ruchu. Odchylił głowę i spojrzał w niebo, na co ja zmarszczyłam brwi. 
- Harry?
Upadł na kolana, a jego ciało wygięło się w agonii. Mocno kaszlał. Wiedziałam, że muszę coś zrobić. 
Uklęknęłam obok niego i zobaczyłam jak praktycznie krztusi się mieszaniną śliny i...krwi. 
- O mój...
Splunął krwią, a jego oczy zaczęły wypełniać się łzami od ciągłego kaszlania i krztuszenia się. Delikatnie głaskałam go po plecach by go uspokoić, jednak sama strasznie się o niego bałam. Wcześniej byłam dla niego taka niemiła przez to, że nie chciał wstać. Nie wiedziałam, że jest tak słaby fizycznie, że nie da rady utrzymać się na nogach. 
Usłyszałam ciche łkanie dobiegające z zakrwawionych ust Harry'ego.
- Co się ze mną dzieje?
Pokręciłam głową, sama chciałam zacząć płakać widząc jego ból. Najgorsze było to, że nie wiedziałam jak to zatrzymać. 
- Ja... N-Nie wiem... - wydusiłam z siebie spanikowana, próbując go objąć w ramach pocieszenia. 
- Czuję się jakby ktoś wlał jakiś kwas do mojego gardła...


niedziela, 10 sierpnia 2014

Rozdział 50

OSTRZEŻENIE OD AUTORKI: 
Nie bawcie się tablicą ouija. Jest niebezpieczna i to co dzieję się w tym rozdziale naprawdę się przydarzyło pewnym ludziom. Nie bierzcie tego za żart i nie piszcie, że posuwam się za daleko próbując sprawić by moje opowiadanie było bardziej interesujące. Tablica ouija to nie gra czy zabawka, to naprawdę chora rzecz, której używa się do tworzenia portali dla demonów, które potem łatwo mogę przejąć nad tobą kontrolę.
________________________________________

Patrzyłem na niego zdezorientowany, a po chwili przeniosłem wzrok na Zayna w poszukiwaniu jakichś wyjaśnień. Jego brwi były zmarszczone i kręcił głową z dezaprobatą. 
- Nie ma mowy, nie użyjesz tego. 
- Boisz się? - Liam zaśmiał się uśmiechając się półgębkiem i szybko spojrzał na mnie, jakby czekając na moją decyzję. Ja nawet nie wiedziałem co to było. 
- To jakaś gra planszowa? - zapytałem, a Liam wybuchnął śmiechem. Krępowało mnie to, że się śmiał, dlatego siedziałem bez ruchu na swoim miejscu. 
- Jesteś strasznie naiwny - powiedział, próbując opanować chichot. Momentalnie ucichł, gdy Zayn posłał mu karcące spojrzenie. Potem spojrzał na mnie i z wahaniem się odezwał. 
- Harry, nie będziemy w to grać - powiedział stanowczo, po czym westchnął i spuścił wzrok na podłogę. 
Zacząłem obserwować Liama, by zbadać sytuację. W końcu co może się stać w najgorszym wypadku?
- Ja chcę - kłóciłem się sprawiając, że Zayn przeczesał dłonią włosy. Potem wziął od Liama tablicę i zaczął się w nią wpatrywać z uniesionymi brwiami. 
- Jesteś pewien, że chcesz to zrobisz? - zapytał niepewnie. Szybko pokiwałem głową, a Liam się uśmiechnął.
- Spodoba ci się - zapewnił. - W końcu to tylko gra planszowa, prawda?
- Co trzeba zrobić żeby wygrać? - mruknąłem cicho, a Liam zabrał pudełko z rąk Zayna. 
- Uh... Tu nikt nie wygrywa Harry.
- Och... Więc jak się w to gra?
Zayn odwrócił się twarzą do mnie i spojrzał na mnie ze współczuciem, po czym znów spuścił wzrok na ziemię. 
- Nie gra się. Przez to się komunikujesz.
Oboje wstali ze swoich miejsc i cicho zamienili ze sobą kilka słów, zanim odwrócili się w stronę kanapy. Odsunęli ją tworząc w pomieszczeniu dużą, otwartą przestrzeń.
Liam wziął swój sprzęt i zaczął wszystko rozstawiać. Trzy kamery zostały skierowane na nas. Jedna była nad kominkiem, kolejna na półce z książkami i ostatnia na stoliku pod ścianą. Wszystkie skierowane prosto na nas.
Byłem tym wszystkim trochę przerażony, a to że Zayn nie wydawał się być zachwycony całym pomysłem wcale mi nie pomagało. Nie miałem pojęcia co ma się zaraz stać, jednak z niecierpliwością czekałem żeby się tego dowiedzieć. 
- Usiądźmy w kółku na podłodze - zasugerował jeden z nich, więc podniosłem się z mojego miejsca i ukląkłem na zimnych, drewnianych panelach. 
Siedzieliśmy w kółku (w sumie to w trójkącie), a Liam włączył swój detektor ruchu i dyktafon. Położył je obok mnie, co mnie trochę zmartwiło. Zdjął pokrywkę z płaskiego pudełka odsłaniając dziwną tablicę.
Były na niej napisane różne rzeczy. W lewym górnym rogu było słowo "tak", a w prawym "nie". Pod spodem wypisany alfabet, a pod nim cyfry "0, 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9". To co jednak najbardziej przykuło moją uwagę było słowo napisane na samym końcu - "żegnaj".
- Co to właściwie jest? - zapytałem zdezorientowany, patrząc jak Liam chwyta jakiś przedmiot dołączony do pudełka. Miał dziwny kształt i dziurę na środku. Patrzyłem na to podejrzliwie, zastanawiając się dlaczego do diabła potrzebujemy czegoś takiego.
- Co to?
- Kładziesz to na tablicy, a otwór na środku wskazuje literę lub słowo. To dość proste - Liam wyjaśnił. 
Pierwszy raz w życiu o tym słyszałem. Byłem gotowy zrobić cokolwiek zasugeruje, ale to było przerażające.
Położył dziwną tablicę przed nami razem z tym dziwnym przedmiotem. Zaśmiał się pod nosem i strzelił kośćmi dłoni.
- Okej Harry, połóż palce na planchette - poinstruował mnie. Hmm, pewnie tak nazywał się ten przedmiot. 
Zrobiłem tak jak powiedział, położyłem środkowy i wskazujący palec na krawędzi.
- Tylko delikatnie dotknij.
- Nie wiem czy chcę to zrobić, stary.
Przewróciłem oczami wiedząc, że Zayn będzie chciał się wycofać. Nie podobało mu się to wszystko od samego początku.
- No weź, ja nie wiem nawet o co tu chodzi, a się zgodziłem. 
- Czemu nie masz takiego nastawienia jak Harry? - Liam zapytał, znów uśmiechając się półgębkiem. - Lubię Harry'ego, powinniśmy zostać przyjaciółmi. 
- Co? - zapytałem podekscytowany unosząc brwi i szeroko się uśmiechając. - Naprawdę? 
- Jeśli to przeży... - zaczął, ale nagle urwał. Zmarszczyłem brwi zastanawiając się dlaczego to zrobił.
- Huh?
- Nic, stary - zbył mnie. - No dawaj Zayn... Jeśli się przyłączysz to może uda nam się nawiązać silniejsze połączenie z demonem. 
- Co to ma znaczyć? - zapytałem zmartwiony, jednak nie zabrałem palców z planchette.
- Pogadamy z twoim demonem.
Nagle Zayn położył swoje palce na dziwnym przedmiocie obok moich. Liam szybko wszystko sprawdził i też zrobił to samo. 
Nie mogłem wyrzucić z mojej głowy tego jednego zdania. Tylko ja z nimi rozmawiałem, a teraz mieli też to zrobić Zayn i Liam?
- Na początek poruszajmy tym trochę w kółko - szepnął Liam. - Taka jakby... rozgrzewka.
Powoli przesuwaliśmy planchette, wpatrując się w nią intensywnie. 
- Teraz zadam pytanie, a jeśli demon będzie chciał odpowiedzieć to przesunie to na jakieś słowo, literę lub liczbę. 
- To będzie samo się ruszać? - zapytałem zaskoczony. 
- Demon albo dusza będzie tym poruszać, więc wy tego nie przesuwajcie. Czasem nieźle się wkurzają kiedy się to robi...
Patrzyłem na zmianę na planchette i Liama... mając nadzieję, że wszystko zrozumiałem. Więc on będzie zadawał pyatnia, a planchetta będzie wskazywać odpowiedzi?
Liam odchrząknął, a ja zaczynałem męczyć się tą całą sytuacją. Musiałem być cierpliwy i mieć nadzieję, że to zadziała. 
- Czy jest tu ktoś, kto chce dać nam znak o swojej obecności? - w końcu zapytał głośno sprawiając, że dreszcz przeszedł wzdłuż mojego kręgosłupa. Nie czułem się dobrze, atmosfera była gęsta i panowała cisza.
Nic się nie wydarzyło. Zaczynałem myśleć, że to trochę niedorzeczne. Jak przez grę planszową można komunikować się z demonami? Postanowiłem w końcu się odezwać.
- Lia...
- Ciiii - uciszył mnie sprawiając, że szerzej otworzyłem oczy zaskoczony jego ignorancją. Ktoś musiał mu powiedzieć, że to nie działa. 
- To strata czasu - Zayn westchnął zirytowany i przewrócił oczami. Byłem wdzięczny, że to powiedział i ja nie musiałem tego robić. 
- Musimy dać mu trochę czasu! - Liam krzyknął szeptem.
- Daliśmy mu czas - Zayn odparł. - To się nie poruszy.
Gdy tylko te słowa opuściły jego usta, planchetta nagle się przesunęła. Odruchowo zabrałem rękę, dziwne uczucie zaczynało rodzić się wewnątrz mnie. 
- Harry! Połóż z powrotem palce!
Z lekkim wahaniem zrobiłem to mając nadzieję, że nie stanie się nic złego. Wziąłem głęboki wdech i spróbowałem ponownie się skupić. 
- Zadaj jakieś pytanie, Liam.
- Czy jest tu ktoś, kto chce dać nam znak o swojej obecności?
Wpatrywałem się w nasze palce mając desperacką nadzieję, że stanie się coś dobrego. Po chwili planchette zaczęło powoli przesuwać się w górę tablicy. 
- Harry, przestań... Wiem, że to ty tym ruszasz, to nie jest śmieszne. 
- To nie ja - odpowiedziałem Zaynowi przewracając oczami.
Liam nagle spojrzał na mnie i na przestrzeń obok mnie.
- Detektor ruchu zaczyna wariować. 
Zacząłem trząść się ze strachu, ale dalej chciałem to kontynuować. Chyba byłem bardziej podekscytowany niż przerażony. Jednak gdy planchetta wylądowała na słowie "tak", byłem już tylko przerażony.
- Jak się nazywasz? - Liam zapytał głośno. 
Przedmiot znów zaczął się poruszać od jednej litery do drugiej. 
- Q...K...S - ostrożnie czytał wszystkie litery, jednak po chwili wszystko się przerwało na co zmarszczyłem brwi zdezorientowany. - Czasami dusze lub demony podają pomieszane litery... To tak jakby jeszcze nie do końca załapały jak to działa, ale zaraz powinno być lepiej. 
Poczekaliśmy minutę zanim Liam wymyślił kolejne pytanie. Sam też zacząłem się nad nimi zastanawiać, chociaż i tak najprawdopodobniej bym ich nie zadał. Byłem zbyt przerażony. 
- Czy jesteś dobry? - Liam słabo zapytał sprawiając, że mój żołądek się zacisnął. Nie chciałem znać odpowiedzi.
Wzdrygnąłem się, gdy planchette zaczęła przesuwać się ponownie. Gdy zbliżyła się do lewego górnego rogu myślałem, że zacznę płakać ze szczęścia. 
Kiedy już prawie byłem pewien, że odpowiedź brzmi "tak", to coś zmieniło zdanie i szybko przeniosło się na "nie".
- L-Liam... - wykrztusiłem z siebie. - Proszę powiedz, że to ża...
- Czyli Harry zostanie skrzywdzony? - przerwał mi i zadał kolejne pytanie.
Tego już na pewno nie chciałem wiedzieć. Zacząłem trząść się jeszcze mocniej. 
Nagle planchette przesunęła się na "tak". Potem kawałek się odsunęła i wróciła na "tak", i tak w kółko. 
Poczułem iskrę elektryczną przechodzącą przez moje ciało i wygiąłem się z bólu.
- Harry? - Zayn zapytał, a ja odsunąłem się od tablicy i cichy chichot opuścił moje usta. 
Nie mogłem tego kontrolować. Po chwili śmiałem się już histerycznie, objęty jakąś falą ciemności. Moje ciało się trzęsło tak mocno, że straciłem nad nim panowanie i upadłem na zimną podłogę. 
- Zayn! - Liam krzyknął próbując prosić go o pomoc.
Mój śmiech nie ustawał, a po chwili poczułem jak lodowate łzy wypływają z moich oczu. Moje serce biło chaotycznie, a ból rozchodził się po całym ciele. Nagle coś ciepłego zaczęło wypływać z mojego nosa. 
- On krwawi, Liam! - Zayn ryknął. - Zrób coś!
Zaraz znaleźli się obok mnie. Zayn wyciągnął rękę w moją stronę, jednak Liam go powstrzymał. 
- Co ty wyprawiasz?!
- Pomagam mu! - Zayn odkrzyknął ze złością, a jego głos rozszedł się echem po całym pomieszczeniu. 
- Nie dotykaj bezpośrednio jego skóry! To pozwoli demonowi dostać się też do ciebie! - krzyknął równie głośno. 
Czułem jak krew wypływająca z mojego nosa wpływa do moich ust. Dalej nie mogłem opanować napadu śmiechu. Wiedziałem, że to nie ja byłem tym, który się śmiał. 
- Co to ma znaczyć?! - Zayn zapytał niedowierzając. Widziałem jak żyła na jego szyi pulsuje ze złości. 
Liam przełknął ślinę ze strachem. 
- Myślę, że on jest wewnątrz niego.

(korekta: Aga)
___________________________________

Zapomniałam wam powiedzieć, że oryginał "Crazed." jest już skończony!
Łącznie jest 96 rozdziałów + epilog, tak więc jesteśmy już trochę dalej niż w połowie ;)