wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 52

Jego zakrwawione usta były ułożone w podkówkę. Wpatrywał się we mnie intensywnie, gdy resztkami sił próbował dojść do mojego auta. Wsiedliśmy bez słowa. W głowie cały czas widziałam tą straszną scenę, której przed chwilą byłam świadkiem. Wiedziałam, że jest z nim coś poważnie nie tak. Nikt nie może kaszleć tak mocno, by zacząć wymiotować krwią, a parę minut później czuć się kompletnie w porządku. Próbował mnie nie martwić udając, że nic mu nie jest, i że wcale nie czuje bólu. 
- Powiedz co stało się pięć dni temu - kazałam mu, gdy tylko zamknęliśmy drzwi samochodu, a on spojrzał na mnie zdezorientowany. 
Westchnął, skrzyżował ramiona i pokręcił głową. 
- Nie mogę ci powiedzieć.
Mentalnie przewróciłam oczami, a po chwili podstępnie się uśmiechnęłam. 
- Okej, skoro ty nie chcesz mi powiedzieć, to Zayn to zrobi. 
- On też ci nie powie. 
Wbiłam się w fotel, kompletnie się poddając, a on wpatrywał się we mnie intensywnie. Wkrótce wypuścił sfrustrowany jęk.
- Jamie, jeśli mógłbym ci powiedzieć na pewno bym to zrobił. Wiesz, że robię to tylko po to, żeby cię chronić...
- Przed czym, Harry?! - w końcu ryknęłam ze złością. Od razu pożałowałam moich słów, gdy on odpiął pas i zwrócił się twarzą do mnie. 
- Przed głosami! - odkrzyknął. Próbował się uspokoić krzyżując ramiona. - Ty... Ty mi wierzysz, prawda?
To było trudne pytanie. Wiedziałam, że o tym nie kłamał. Wiedziałam, że naprawdę je słyszał. To jednak nie znaczyło, że są prawdziwe. To działo się tylko w jego głowie. 
- Harry... Wiem, że nie kłamiesz, ale...
- Ale co?
Schowałam głowę w rękach i pokręciłam nią. Wiedziałam, że on wyczuwa moje wahanie. 
- Wiesz, że chcę ci wierzyć.
- Ale... Nie wierzysz - wyszeptał wzruszając ramionami, jakby to i tak nie miało znaczenia. Nie rozumiał jak bardzo chciałam myśleć, że mówi prawdę, ale tak trudno było w to wszystko wierzyć.Zwłaszcza, że poznaliśmy się na oddziale dla psychicznie chorych. 
- Myślisz, że mam schizofrenię.
Zupełnie jakby czytał mi w myślach. Wiedziałam, że muszę odpowiedzieć na to pytanie, ale nie chciałam złamać mu serca mówiąc to. Nie było żadnego prostego sposobu, by powiedzieć mu co o tym wszystkim myślę. 
- Masz wszystkie objawy...
- Nie prawda! - warknął. - Wymień jeden!
Westchnęłam smutno robiąc w głowie długą listę. Miał je wszystkie. Jednak on sam tego nie dostrzegał. 
- Mówisz dziwne rzeczy, Harry. Takie, których normalni ludzie nie powinni mówić - mruknęłam, bojąc się jego odpowiedzi. Wiedziałam, że nie będzie zbyt miła. 
- Od kiedy bycie normalnym jest dobre? - zaśmiał się z niedowierzaniem, jednak nie było w tym nic śmiesznego. To była sarkastyczna odpowiedź, co wkurzyło mnie jeszcze bardziej. 
- Czy ja powiedziałam, że bycie normalnym jest dobre? - kłóciłam się gorzko, marszcząc brwi z frustracji. - Harry... Boże, nieważne. Nie rozumiesz. 
Patrzył na mnie jakbym była najgłupszą osobą na świecie. Jego oczy były szeroko otwarte a brwi zmarszczone. 
- Wiesz co? Nie rozumiem, bo wcale nie mam schizofrenii - odpowiedział.
Nie chciałam się teraz kłócić, to nie był na to czas. Miałam dużo do zrobienia, między innymi czekało mnie wygłoszenie mowy na stypie. Nie mogłam teraz zaprzątać sobie tym głowy. 
- Przepraszam Harry - przeprosiłam z małym uśmiechem na ustach, próbując trochę poprawić mu humor. - Nie chcę, żebyś się na mnie złościł...
- Po prostu już jedzmy. Spóźnimy się. 
Poczułam ból w sercu, przez jego odrzucenie.
Zrobiłam tak jak powiedział, wyjechałam z parkingu i wjechałam na główną drogę. Musiałam zrobić coś, żeby poprawić sytuację między nami. 
Moja dłoń powędrowała na jego siedzenie w poszukiwaniu jego nogi, aż w końcu odnalazła jego kolano. On jednak, szybko się odsunął. 
- Harry, nie chcę żebyś był na mnie zły. 
- Nie jestem - powiedział gorzko, co nie brzmiało zbyt przekonująco. 
- Wiem kiedy jesteś zły - powiedziałam cicho, starając się z całych sił by trzymać wzrok na drodze. - Zawsze wtedy albo wcale się nie odzywasz, albo mówisz coś co mnie rani. 
- W takim razie, którą opcję wolisz? - mruknął w odpowiedzi, a ja zamilkłam. 
Reszta drogi była cicha. Nie odezwał się ani słowem i ten jedyny raz cieszyło mnie to. Wiedziałam, że jest na mnie wkurzony, ale to on mnie zapytał. Może myślał, że nie będę jak inni. Ale kiedy chłopka mówi ci, że słyszy głosy, które ranią jego ramiona, szyję i plecy... raczej nie ma zbyt wiele wyjść z tej sytuacji. Jako terapeutka, nie mogę wierzyć w nic co nie ma sensu. A w jego historii raczej nic nie trzyma się kupy. 
Wjechałam na parking pod miejscem, gdzie miała odbyć się stypa. Chyba byliśmy wcześniej, bo większość ludzi została na cmentarzu , by zobaczyć zakopywanie trumny. Ja nie chciałam tego oglądać, nie ważne jak blisko byłam z Louisem. 
Ja i Harry dalej ze sobą nie rozmawialiśmy, nawet gdy wysiedliśmy z auta i szliśmy do budynku. To nie był pub, ale też nie restauracja. Bardziej jak jakiś klub. Był starodawnie urządzony, jednak elegancki. 
Rozejrzałam się w poszukiwaniu stolika, najlepiej gdzieś z tyłu. Wtedy nikt nie będzie miał szansy porozmawiać z Harrym... Nie był z byt dobry w relacjach z ludźmi. Mówił, że to "onieśmielające".
- Chcesz drinka? - zebrałam się na odwagę i zapytałam go grzecznie, próbując się uśmiechnąć (co niestety mi nie wyszło).
- Chcę szklankę lodu - powiedział surowo z niezadowoloną miną. 
Zanim zdążyłam zapytać o jego dziwne zamówienie, on ruszył do stolika pod samą ścianą, odcinając się od wszystkich.
Podeszłam do baru i szybko zamówiłam sobie drinka i to co chciał Harry. Oczywiście barman dziwnie się na mnie spojrzał... ale skoro Harry chciał lód, to mu go dam. 
Nawet jeśli relacje między nami nie były zbyt przyjazne i tak byłam wdzięczna, że był tu ze mną. Nikogo innego nie znałam... Z matka Louisa rozmawiałam tylko przez telefon...
Dołączyłam do Harry'ego przy małym stoliku, usiadłam obok niego i podałam mu szklankę lodu. Spojrzałam na niego w poszukiwaniu jakichś oznak dyskomfortu czy czegoś takiego. Wtedy zauważyłam coś co się w nim zmieniło.
- Jezu, Harry - odezwałam się, a on spojrzał na mnie z niezadowoloną miną. - Twoje źrenice są wielkie.
Zaczął szybko mrugać i spojrzał na mnie zdezorientowany... ale nagle uśmiechnął się delikatnie.
- O czym ty mówisz?
Na kilka sekund zapanowała cisza. Zawahałam się chwilę, zanim odpowiedziałam. - Po prostu... wyglądasz inaczej. 
Zignorował moje słowa i chwycił swoją szklankę. Potem wyjął z niej kostkę lodu i zaczął ją ssać.
Nie zamierzałam nawet pytać...



*godzinę później*

Mogłam z radością przyznać, że ja i Harry jakoś naprawiliśmy sytuację między nami. Wciąż był trochę cichy, ale już mnie nie ignorował. A z tą jego chrypą słuchało się go wspaniale.
Pojawili się rodzice Louisa i w końcu miałam szansę ich spotkać i powiedzieć jak bardzo jest mi przykro. To wciąż było dla mnie trochę nierealne, go już nie było. Bez niego przebywanie w moim mieszkaniu było dziwne. Potrzebowałam go tam. 
Jego matka powiedziała mi, że nie może doczekać się mojej przemowy, co naprawdę mnie zmartwiło. Nie chciałam wszystkiego zepsuć, ciężko nad tym pracowałam. Świadomość, że będę musiała mówić przed setką ludzi w niczym nie pomagała. 
Wstałam z mojego miejsca wiedząc, że wszyscy na mnie patrzą. Wyszłam kilka kroków na przód i zobaczyłam smutne twarze wszystkich zgromadzonych. Odkaszlnęłam i zmusiłam się do lekkiego uśmiechu. 
- Przygotowałam kilka zdać o Louisa, które chciałabym powiedzieć. 
Teraz już nie było odwrotu. Głośno przełknęłam ślinę ze strachu, próbując opanować drżenie mojego ciała. Chciałam potrzeć na Harry'ego podczas mówienia, ale siedział za mną. 
Całe pomieszczenie zamilkło, to był mój czas. 
- Louis był moim wspaniałym przyjacielem i niestety nie mogłam powstrzymać go...
Skarciłam się w myślach, gdy łzy zaczęły płynąć z moich oczu. Cholera. Myślałam, że będę dała radę to wytrzymać. Myliłam się. I robiłam z siebie głupka przed wszystkimi. 
- Ja... Ja... ja... Przepraszam - próbowałam zbyć moje łzy śmiechem. 
Wytarłam mokre policzki i wzięłam głęboki wdech.
- Strasznie kochałam Louisa, był moim najlepszym przyjacielem - kompletnie zapomniałam mojej mowy i zaczęłam mamrotać jakieś nieskładne rzeczy. 
Musiałam przestać, zanim zacznę mówić o rzeczach, o których nie powinnam mówić... Na przykład o tym jak się pieprzyliśmy czy coś w tym stylu...
- Przepraszam, nie mogę tego zrobić... - załkałam zażenowana patrząc na zaskoczone twarze ludzi. 
Szybko wróciłam do swojego stolika. Twarz Harry'ego dalej nie wyrażała żadnych emocji. 
W pomieszczeniu zapanowała niezręczna cisza. Wszyscy czekali na jakieś ogłoszenie o tym jak stchórzyłam i że mogą wrócić do picia swoich drinków.  
Nagle Harry zaczął przeszukiwać moja torebkę, a po chwili wyciągnął pogniecioną kartkę. 
- Pozwól, że ja to zrobię. 
Zaczęłam panikować. 
- Harry, to moja mowa. C-Co...
Zanim zdążyłam skończyć zdanie on wstał z krzesła zwracając na siebie uwagę wszystkich zgromadzonych. 
- Harry... - próbowałam go zawołać, ale mnie zignorował. To nie mogło być nic dobrego. Nawet nie mogłam sobie wyobrazić co zaraz się stanie. 
Harry stanął dumnie w centrum tłumu ludzi. Odkaszlnął i zaczął mówić. 
- Jestem Harry i uhh... Przeczytam za Jamie jej mowę. Ciężko nad nią pracowała. 
Wciąż niezbyt dobrze widziałam przez łzy zalewające moje oczy, ale za to dokładnie słuchałam tego co mówił. Brzmiał sarkastycznie, a to mnie jeszcze bardziej martwiło. Nie wiedziałam czy powinnam go powstrzymać, czy nie.
Rozłożył kartkę i przeskanował ją wzrokiem, zanim zaczął czytać. 
- Jest tyle rzeczy, które chciałabym mieć szansę powiedzieć Louisowi przed jego śmiercią. Był najmilszym, najbardziej kochającym... bla, bla, bla...
Otworzyłam usta w szoku. Inni z resztą też. Musiałam go powstrzymać , ale nie dałam rady się ruszyć. 
Westchnęłam, gdy rzucił kartkę na podłogę. Stał tak przez kilka sekund obserwując zszokowane twarze ludzi, po czym odwrócił się twarzą do mnie i uśmiechnął się podstępnie. 
Odwrócił się z powrotem do tłumu i wyciągnął coś z wewnętrznej kieszeni marynarki. Kolejną kartkę...
- Właściwie to przygotowałem swoją własną przemowę - zaśmiał się gorzko. - To co napisałem to... prawda o tym co przydarzyło się dla Louisa.
Wszyscy zaskoczeni głośno wciągnęli powietrze , a mi zrobiło się niedobrze. W duchu błagałam, żeby przestał. 
Harry mruknął sarkastycznie, złożył kartkę i z powrotem schował w kieszeni.
- W sumie, to chyba nie jest na to najlepszy moment - uśmiechnął się szeroko wzruszając ramionami. 
Spojrzał na najbliższy siebie stolik i szerzej otworzył oczy z podekscytowania, gdy zobaczył kieliszek czerwonego wina. Chwycił go i podniósł do góry. 
- Wznieśmy toast, a Louisa - niewinnie się uśmiechnął, ale ja wiedziałam, że jeszcze nie skończył. - Zawsze będzie bliski mojemu sercu za bycie takim wrzodem na tyłku i... straszną pizdą.



___________________________

Jakoś nie wiem czy podobają mi się te rozdziały...
Ale później będzie zdecydowanie lepiej! 
Koniec jest kjshfkgjasbdgij
A wy co myślicie?
 

27 komentarzy:

  1. A ja myśle że ostatnie rozdziały mnie trochę przeraziły i jestem bardzo ciekawa co będzie potem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super. Ale co jest z Harrym nie tak? Czy to wgl jest Harry? Pozdro xx

    OdpowiedzUsuń
  3. a kiedy bedzie nastepny rozdzial?

    OdpowiedzUsuń
  4. Te ostatnie rozdziały są przerażające xd Świetnie przetłumaczony rozdział :) Boję się takiego Harrego o.O Czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnie rozdziały sprawiły, że trochę się boję. Ale to dobrze, bo ciekawość mnie zżera, co będzie w następnym rozdziale. Harry jest taki.. inny. Wiem, że to nie on, ale zaczynam się go bać. To opowiadanie zdecydowanie należy do najlepszych, które czytam. @blueberryloveme

    OdpowiedzUsuń
  6. hahahhaha.. omg... Harry
    " Jest tyle rzeczy, które chciałabym mieć szansę powiedzieć Louisowi przed jego śmiercią. Był najmilszym, najbardziej kochającym... bla, bla, bla..."
    "Wznieśmy toast za Louisa. Zawsze będzie bliski mojemu sercu za bycie takim wrzodem na tyłku i... straszną pizdą."
    Uuuu ostatnie zdanie >>>>>>>>
    Jamie pewnie prawie zapadła się pod ziemię ze wstydu..
    Czekam na suchar od Pati i oczywiście pozdrów ją!
    @unicorns_are_my x

    OdpowiedzUsuń
  7. "straszną pizdą" hahahahah xd kocham ten fanfic xd

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham Cię :* Sorry, że anonim, ale nie chcę mi się logować :*

    OdpowiedzUsuń
  9. OMFG
    Harry jezu to nieestetyczne ty
    Wpłacie Zayna i chamskiego Liama teraz zaraz natychmiast

    OdpowiedzUsuń
  10. Czy tylko mnie Harry rozwalił? Znaczy się pewnie ten demon się uaktywnił :3 ale to jest to na co czekałama! Tłumacz dalej jak najszybciej :*

    OdpowiedzUsuń
  11. nie wiem co napisać
    omg
    @luvmyStyles_94

    OdpowiedzUsuń
  12. Z Harrym znowu coś się dzieje

    OdpowiedzUsuń
  13. 'Później będzie lepiej'. DAJ MI PÓŹNIEJ! (Dobra, przestanę Cię prosić. Wiem, że masz własne, prywatne życie). :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Strasznie krótkie, będą dłuższe w najbliższym czasie? xx

    OdpowiedzUsuń
  15. zapowiada się ciekawie, czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  16. kurwa no nie, no poprostu kurwa no nie boze czy ty to widzisz ;o ?! jezu szybko next

    OdpowiedzUsuń
  17. Hazza idioto -_-
    Rozdział super ;*

    OdpowiedzUsuń
  18. O Boże dlaczego mam wrażenie, że ten demon sprawuje coraz większą władzę nad Harry'm? Przypomnijmy sobie jaki był Hazz w początkowych rozdziałach: przestraszony, nieśniały, nie pewny siebie. Kiedy odtatnio taki był? Na chwilkę przed pogrzebem. A przez pozostały czas co? Wredny, złośliwy, sarkastyczny, zupełnie nie jak Harry! A to co powiedział o Louisie przechodzi ludzkie pojęcie.
    Mam nadzieję, że Hazza zgodzi się na egzorcyzm i wszystko będzie dobrze.
    Czekam na next xx
    @live_less

    OdpowiedzUsuń
  19. Harry jest tu po prostu straszny :(
    @TheAsiaShow_xx

    OdpowiedzUsuń
  20. Myślę, że Harry przez caly ten czas to nie Harry tylko demon. Biedny :(

    OdpowiedzUsuń
  21. Harry zachował się jak chuj, ale w sumie to nie był Harry... biedna Jamie :(
    były jakieś 2 drobne błędy w rozdziale, ale w sumie tego nie widać ;)
    przepraszam, że nie skomentowałam poprzedniego rozdziału ale przez tydz nie było mnie w domu ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. WOW Nie ogarniam zbytnio o.O

    OdpowiedzUsuń
  23. Jestem w szoku omg

    OdpowiedzUsuń