czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział 51

Przebudziłem się leżąc w nieznajomym otoczeniu składającym się z delikatnej i ciepłej bawełnianej pościeli. Wypuściłem bezładny jęk i odkryłem, że byłem zakneblowany kawałkiem taśmy izolacyjnej. Zacząłem panikować. Chciałem się przeciągnąć, jednak wtedy odkryłem, że moje ręce są do czegoś przywiązane. Kiedy w końcu otworzyłem oczy dopiero naprawdę się przestraszyłem.
- Obudził się.
Nagle ujrzałem kogoś kilka centymetrów od mojej twarzy, kto używając wskazującego i środkowego palca otworzył szerzej moje oczy.
- Jego źrenice są normalne.
Zauważyłem, że Liam i Zayn stoją nade mną, a miejsce w którym się znajduje to łóżko. Dłoń Zayna nagle znalazła się na moim czole i została tam przez niespodziewanie długą chwilę.
- On... ma już jakby ludzką temperaturę.
Moje usta dalej były zaklejone taśmą, więc jedyne dźwięki, które można było ode mnie wtedy usłyszeć były dziwne jęki i pomruki. W końcu Liam chwycił za brzeg taśmy i bez wahania energicznie odkleił ją z mojej twarzy.
- Cholera! - krzyknąłem z bólu, zaciskając mocno oczy. Nie mogłem nawet dotknąć bolącego miejsca, by trochę złagodzić te straszne czucie. - Dlaczego jestem związany?!
- Musieliśmy się upewnić, że nie jesteś czymś innym - Liam mruknął z poważnym wyrazem twarzy, a ja zmarszczyłem brwi. Oni wiedzieli coś, czego ja jeszcze nie wiedziałem.
- Spaliliśy tablicę Ouija - powiedział Zayn i wtedy nagle wszystko sobie przypomniałem. Przypomniałem sobie to jak śmiałem się tak mocno, że nie mogłem oddychać. Coś mi mówiło, że w tej sytuacji nie było nic zabawnego.
- Straciłeś przytomność, gdy w końcu przestałeś się śmiać i trząść - poinformował mnie Liam, zaczynając odwiązywać moje ręce od zagłówka łóżka. - Wtedy cię związaliśmy.
- Dlaczego nie zabraliście mnie do szpitala? - warknąłem na nich. - Co jeślibym umarł?!
- Na pewno byś nie umarł, nie było nawet takiej opcji - Liam gorzko się zaśmiał i wstał, gdy skończył już uwalniać moje ręce.
- Czemu niby jesteś tego taki pewien? - zapytałem rozzłoszczony i w końcu podniosłem się z łóżka.
Liam wzruszył ramionami i tajemniczy uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- Dlaczego demon miałby chcieć cię zabić, skoro jesteś powodem dla którego żyje?
- Myślisz, że to jest zabawne? - Zayn zapytał zdegustowany.
Znieruchomiałem, próbując przyswoić do siebie to co usłyszałem. Z powrotem opadłem na miękkie poduszki. To nie mogła być prawda, nie miałem zamiaru w to wierzyć.
- Nie jest - bronił się Liam. - Ale fajnie było to powiedzieć.
Zayn patrzył na niego z niedowierzaniem, a po chwili przewrócił oczami.
- Co mamy zrobić, żeby z Harrym było lepiej?
- Myślę, że powinniśmy wezwać egzorcystę.
Od razu usiadłem i spojrzałem na bruneta, który właśnie powiedział te straszne słowa.
- Odprawienie egzorcyzmu to jedyne rozwiązanie.
Nie chciałem tego. Nie potrzebowałem tego. Mogłem sobie sam poradzić z... czymkolwiek to jest. Jedyne czego potrzebowałem to by to zrobić była Jamie.
- Cholera, Harry... Znalazłem to wcześniej na podłodze - usłyszałem głęboki głos Zayna, który wyjął z kieszeni mój łańcuszek z krzyżykiem. Szerzej otworzyłem oczy nagle przypominając sobie moment zerwania go z mojej szyi.
- Nigdy więcej nie zdejmuj tego cholerstwa.


~


*5 dni później*

*Jamie's Pov*
Posępnie stałam pod starym, trochę rozwalającym się kościołem, zastanawiając się kiedy wszyscy wejdą do środka by zając miejsca. Kurczowo trzymałam swoją torebkę, w której schowałam kartkę z moją mową. 
To był dzień pogrzebu Louisa i nie było ani sekundy, żebym o tym nie myślała. Przez cały tydzień byłam sama. Po prostu siedziałam w mieszkaniu, nędzna i bezużyteczna. Okłamałam Harry'ego mówiąc, że idę odzyskać swoją pracę. Nie byłam do końca pewna czy naprawdę ją straciłam. 
Dostałam telefon od szefa. Myślałam, że chce mi powiedzieć, że zostałam zwolniona, albo że zostaną przeciwko mnie wniesione oskarżenia do sądu. No albo, że chodziło o to, że nie przyszłam do pracy. Później do niego oddzwoniłam, ale nie odebrał. Wtedy zostawiłam mu wiadomość, z wyraźnym strachem w głosie poprosiłam o tydzień wolnego z powodu całej sytuacji z Louisem. Nie dopowiedział na wiadomość, więc chyba miał mnie w dupie. 
Nawet mimo tego całego zamieszania z moją pracą, nie mogłam przestać myśleć o Harrym. Wiedziałam, że coś było nie tak. A to, że Zayn był w to zamieszany tylko zwiększało jednocześnie moją ciekawość i złość. Czułam, że on już nie potrafi mi ufać. 
- Uroczystość rozpocznie się za dwie minuty - usłyszałam jak ktoś obok mruknął. 
Nie chciałam tam wchodzić. Nie chciałam zobaczyć drewnianej trumny, bo wiedziałam, że ktoś dla mnie ważny w niej był. Nienawidziłam pogrzebów. 
Wpatrywałam się w podłogę biorąc głębokie wdechy i próbując powstrzymać łzy. Zaczynało się, musiałam tam wejść, a potem powiedzieć tym wszystkim ludziom górę kłamstw o chłopaku leżącym w trumnie. 
W końcu podniosłam wzrok z ziemi. Prawie zachłysnęłam się powietrzem, gdy zobaczyłam z daleka postać ubraną w ciemny garnitur. Zaczął powoli iść w stronę kościoła, a dokładniej w moją stronę. Wiedziałam kto to, nigdy nie pomyliłabym tej twarzy z nikim innym. To był Harry.
Był coraz bliżej, wpatrywał się we mnie tak, jakby wokół nas nic nie było. Wyglądał na złego, albo zdenerwowanego... Może po prostu nie czuł się zbyt komfortowo. Gdy był już kilka metrów ode mnie, dalej nie spuszczał ze mnie wzroku, a ja z wahaniem zrobiłam kilka kroków w jego stronę. 
- Mówiłeś, że nie przyjdziesz - szepnęłam cicho.
Zrobił dziwną minę i przygryzł wargę, a jego wzrok wciąż był utkwiony we mnie. 
- Pomyślałem, że będziesz dzisiaj potrzebowała kogoś bliskiego - wychrypiał sprawiając, że szerzej otworzyłam oczy słysząc jego niski i zachrypnięty głos. 
- Brzmisz okropnie - powiedziałam, podejrzliwie unosząc brew, a on pokiwał głową. 
- Czuję się jakby moje płuca płonęły - odpowiedział gorzko, zachowując dystans. Dziwne. 
- Powinieneś pójść z tym do lekarza. 
- Nic mi nie jest - powiedział.
Było w nim teraz coś co wypierało wszystkie jego emocje. Nie podobało mi się to. Chciałam przeprosić go za wszystko co się stało, nawet jeśli wiedziałam, że on mnie zranił. To jak wyglądał w tym garniturze sprawiało, że chciałam błagać o wybaczenie... 
- Wyglądasz bardzo przystojnie - w końcu zebrałam się na odwagę by się odezwać.
Momentalnie jego oczy otworzyły się szerzej... jakby pytał o pozwolenia, a już po chwili oboje rzuciliśmy się w swoje objęcia. Dłonie Harry'ego znalazły się na mojej talii, a moje wokół jego szyi. 
- Przepraszam, za wszystko. 
- Już mi to mówiłeś przez telefon...
- Chcę, żebyś zobaczyła jak bardzo jest mi przykro.
Przytulił mnie mocniej i schował swoją twarz w zagłębieniu między moją szyją a ramieniem. Z całych sił próbowałam uspokoić szalejące we mnie emocje. Byłam wdzięczna, że był tam ze mną. Nie dałabym rady zrobić tego sama. 
- Tęskniłam za tobą.
Poczułam jego usta pod moim uchem, a stamtąd szybko odnalazły drogę do mich ust. Dłonią przykrył mój policzek. 
- Tak bardzo przepraszam, Jamie - powtórzył sprawiając, że moje ciało oblała fala ciepła. 
- Uh...przepraszam. Nie chcę przeszkadzać, ale uroczystość właśnie się rozpoczyna - ktoś ogłosił stojąc w drzwiach, a ja natychmiast odsunęłam się i zobaczyłam księdza stojącego obok nas. Cicho przeprosiłam, chwyciłam dłoń Harry'ego i  ruszyliśmy do głównych  drzwi.
Gdy dotarliśmy do wejścia Harry nagle się zatrzymał i zaczął patrzeć na coś przed sobą. Stał sztywno i wyglądał na zdegustowanego. 
- Harry, chodź. 
Wziął szybki głęboki wdech i zamknął oczy, zanim przekroczył próg kościoła. Usłyszałam ciche westchnienie, gdy zrobił krok wgłąb budynku. Musiał nienawidzić pogrzebów tak samo jak ja. 
Udało nam się znaleźć miejsca z tyłu, co chyba odpowiadało Harry'emu, bo nie było stąd zbyt dobrze widać trumny. Zaczynałam się denerwować wiedząc, że później będę musiała wygłosić mowę. Harry próbował mnie uspokoić trzymając mnie za rękę i co jakiś czas lekko ją ściskając.
Pogrzeb trwał, co chwilę ksiądz cytował Biblie lub zaczynał modlitwy. Ledwie go słyszałam przez ten cichy szloch wszystkich zgromadzonych. Próbowałam skupić moje myśli na czymkolwiek innym niż pogrzeb czy Louis, bo nie chciałam zrobić z siebie głupka wybuchając płaczem jak małe dziecko. Byłam terapeutką, rozmawiałam codziennie z ludźmi o tym jak byli ofiarami przemocy czy innych takich rzeczy... Znałam kilka sposobów na powstrzymanie łez w takich sytuacjach. 
- Proszę, wstańmy i zaśpiewajmy hymn Boży - ksiądz powiedział głośno wyrywając mnie z zamyślenia. Pociągnęłam dłoń Harry'ego próbując... zmusić go by wstał razem ze mną.
Zaskoczona spojrzałam w dół na niego i przeklęłam go w głowie. Dlaczego do cholery on dalej siedział? 
- Harry? - szepnęłam patrząc mu w twarz, a on dalej siedział na ławce. 
Po chwili organy zaczęły grać maskując hałas, który zrobiłam dosłownie ściągając Harry'ego z ławki.
- Co się z tobą dzieje?! - warknęłam, a on mnie zignorował. Nawet na mnie nie spojrzał. 
Stał niechlujnie z założonymi rękoma i nawet nie próbował udawać, że śpiewa. Po prostu tak stał. To pieprzony brak szacunku. Wiedziałam, że nie lubił Louisa, ale czy naprawdę zamierzał to robić? Czy robił to z innego dziwnego, nieznanego mi powodu?
Hymn wkrótce się skończył i Harry od razu usiadł. Rozzłoszczona zajęłam miejsce obok niego, a kiedy próbował znów wziąć moją dłoń w swoją, odepchnęłam go.
Patrzył na mnie zdezorientowany, a ja z całej siły starałam się na niego nie patrzeć. Przewróciłam oczami, gdy znów złączył nasze dłonie. Tym razem nie zabrałam swojej. 
Patrzyłam w podłogę przez resztę uroczystości, próbując nie myśleć o tym gdzie byłam i co się właśnie działo. Nienawidziłam tego w sobie. Zawsze szukałam sposobów by jakoś ominąć problem, zamiast stawić temu czoła. 
Pogrzeb wreszcie się skończył i kilku mężczyzn podeszło do czegoś przy ołtarzu. Wszyscy wstali, więc domyśliłam się, że to oni będą nieść trumnę. Na szczęście Harry tym razem wstał już bez mojej pomocy. 
Zamknęłam oczy, gdy mijała nas trumna i stałam tak, aż do momentu kiedy całkowicie opuściła kościół. 
W końcu odetchnęłam z ulgą i odwróciłam się twarzą do Harry'ego by obdarzyć go rozczarowanym spojrzeniem. Nie zamierzałam po prostu zapomnieć o tym co zrobił. 
- Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłeś - wpatrywałam się w niego z niedowierzaniem, a gdy dostrzegłam jego pozbawioną emocji minę przewróciłam oczami. 
Ludzie zaczęli wychodzić z kościoła, a wtedy oczy Harry'ego od razu zwróciły się w stronę drzwi. 
- Patrz na mnie jak do ciebie mówię - skarciłam go sprawiając, że z powrotem spojrzał na mnie. - Dlaczego nie wstałeś? Nie uważasz, że to trochę lekceważące? 
Nagle minął mnie, a ja westchnęłam zaskoczona jego niegrzecznym zachowaniem. Opuścił kościół razem z tłumem ludzi sprawiając, że musiałam wziąć kilka głębokich wdechów, by trochę opanować swoją złość zanim ruszyłam tą samą drogą. 
Nie mogłam uwierzyć w to co robił. Wyszedł bo był zły?
W końcu znalazłam się na zewnątrz. Od razu zauważyłam Harry'ego oddalającego się od wszystkich ludzi, który go otaczali na jakieś puste pole niedaleko kościoła. Wyglądał jakby się spieszył. 
- Co na niebiosa robi tam ten chłopak? - zapytała starsza kobieta.
- Uh... jest po prostu bardzo wrażliwy. Lepiej pójdę sprawdzić jak się czuje - wymyśliłam wymówkę, by móc pobiec za Harrym.
Przedarłam się przez tłum smutnych, podstarzałych ludzi podążając za praktycznie niepoczytalnym chłopakiem, w którym najprawdopodobniej się zakochałam. 
- Harry! - krzyknęłam, gdy byłam już tylko kilka metrów od niego. 
Nagle się zatrzymał i stanął bez ruchu. Odchylił głowę i spojrzał w niebo, na co ja zmarszczyłam brwi. 
- Harry?
Upadł na kolana, a jego ciało wygięło się w agonii. Mocno kaszlał. Wiedziałam, że muszę coś zrobić. 
Uklęknęłam obok niego i zobaczyłam jak praktycznie krztusi się mieszaniną śliny i...krwi. 
- O mój...
Splunął krwią, a jego oczy zaczęły wypełniać się łzami od ciągłego kaszlania i krztuszenia się. Delikatnie głaskałam go po plecach by go uspokoić, jednak sama strasznie się o niego bałam. Wcześniej byłam dla niego taka niemiła przez to, że nie chciał wstać. Nie wiedziałam, że jest tak słaby fizycznie, że nie da rady utrzymać się na nogach. 
Usłyszałam ciche łkanie dobiegające z zakrwawionych ust Harry'ego.
- Co się ze mną dzieje?
Pokręciłam głową, sama chciałam zacząć płakać widząc jego ból. Najgorsze było to, że nie wiedziałam jak to zatrzymać. 
- Ja... N-Nie wiem... - wydusiłam z siebie spanikowana, próbując go objąć w ramach pocieszenia. 
- Czuję się jakby ktoś wlał jakiś kwas do mojego gardła...


26 komentarzy:

  1. Ten ff z każdą chwilą staje się coraz bardziej emocjonujący afskfhss
    Gdzie suchar od Pati?
    @ohlittlepayneon

    OdpowiedzUsuń
  2. Wygońcie już tego demona.

    OdpowiedzUsuń
  3. O boziuuuu mój kochany Hazzuś!!! Co sie dzieje! :'( zaraz sie popłacze. Jestem strasznie rozemocjowana tym ff :(

    OdpowiedzUsuń
  4. ja pierdziele, skończ już te męki
    on kiedyś nie wytrzyma, proszę
    okej, świetny rozdział, już coś w kościele się działo...
    do następnego, misia ✏
    pozdrawiam @luvmyStyles_94 x

    OdpowiedzUsuń
  5. O matko, matko rozpieszczasz nas tak często dodając rozdziały ;)
    W ogóle jak to czytałam to to było takie gaczhshaus *__* Harry wcale nie ma takiego zrytego głosu bo się ciągle drze, nie wcale...tłumacz dalej bo umieram z ciekawości ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. jaki nskapznzjosnsjs supeeeer rozdzial jeju czasami az sie boje to czytac...

    OdpowiedzUsuń
  7. O jezu genialne to jest hiendxjehwbdhjędkh
    Boze niedawno zaczęłam czytać i tak mnie wciągnęlo ze nie mogłam przestać czytać OMG genialne xxxx
    To ff jest po prostu boskie xx
    Kocham
    @Faza_Bo_Hazza

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejuu zajebisty <334

    OdpowiedzUsuń
  9. Boże biedny Hazza ;c Świetny rozdział czekam na nn :) @Hazz_My_Angel

    OdpowiedzUsuń
  10. smutny rozdział :(
    czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  11. O moj boze, Harry!
    Co sie dzieje??? :(
    @TheAsiaShow_xx

    OdpowiedzUsuń
  12. nie moge doczekać sie następnego rozdziału i dzięki ci za tłumaczenie :) xx

    OdpowiedzUsuń
  13. zaczęłam to od niedawna czytać i po prostu zakochałam się w tym blogu !
    Nie wiem jak może autorka tego opowiadanie robić krzywdę Harremu xx
    To jest coś .... nawet nie wiem jak mam to opisać..za dużo emocji przeze mnie przelatuje xx

    OdpowiedzUsuń
  14. O mój Boże Crazed zaczyna mnie przerażać, ale nadal go kocham, to świetne ff xx

    OdpowiedzUsuń