poniedziałek, 19 maja 2014

PRZEPRASZAM

Bardzo przepraszam, ale jutro nie będę miała jak i kiedy wstawić rozdziału :(
Pojawi się on najprawdopodobniej dopiero we czwartek.
Jeszcze raz bardzo przepraszam, mam nadzieję, że mi wybaczycie.

wtorek, 13 maja 2014

Rozdział 39

Czy kiedykolwiek byłeś w sytuacji, kiedy serce coś ci podpowiada...a rozum jest całkowicie temu przeciwny? I nie ważne co wybierzesz, i tak zawsze będziesz żałować, że nie zaryzykowałeś? Albo, że nie byłeś wystarczająco ostrożny?


- Rzuć to, Jamie - powiedział. - Rzuć dla mnie pracę.
Delikatnie mówiąc, byłam zaskoczona. Nie wiedziałam co powiedzieć. Moje oczy rozszerzyły się, gdy usłyszałam tą wymagającą prośbę. Harry wpatrywał się we mnie intensywnie ze zmieszanym wyrazem twarzy, oczekiwał odpowiedzi. Ja już ją znałam, ale jak miałam mu to powiedzieć? Wewnątrz mnie toczyła się wojna między moim sercem a rozumem... Jednak jedno z nich zdecydowanie wygrywało. 
Moje usta uformowały się w cienką linię, zanim w końcu się odezwałam.
- Harry...
Delikatnymi palcami potarł czoło, a po chwili opuścił je, by z powrotem na mnie spojrzeć z obawą.
- Nie, nie odpowiadaj... To było głupie.
Zamknęłam usta i spojrzałam na niego posępnie. Niezdarnie położyłam dłoń na jego prawym ramieniu. Byłam wdzięczna, że Harry to powiedział i ja nie musiałam tego robić. 
- Nie musimy teraz o tym myśleć. 
- Po prostu chcę, żeby nam wyszło - mruknął cicho i przygryzł wargę. - Ale rozumiem. 
- Nie mogę odejść z pracy, Harry. Pacjenci mnie potrzebują. - Pokręciłam głową. 
Nagle Harry objął mnie ramionami, pochylił się i złożył delikatny pocałunek na moim czole. 
- Ja jestem twoim pacjentem, i potrzebuję cię tu... Ze mną.
- Nie jesteś taki jak oni - odpowiedziałam z lekka złością. - Jesteś inny. 
- Dlatego mnie wybrałaś? - zapytał z uniesionymi brwiami, a ja posłałam mu zmieszane spojrzenie. 
- Wybrałam cię? - Byłam  zdezorientowana. - Nie wybrałam cię, lubiłam cię już od pierwszego naszego spotkania. 
Uśmiechnął się do mnie szeroko i westchnął z ulgą, zanim zabrał ręce z moich pleców. 
- Naprawdę? 
Zaczerwieniłam się zakłopotana, nie chciałam tak otwarcie się do tego przyznawać. 
- Taa, lubiłam cię dużo wcześniej niż zaczęliśmy... "To". 
Harry posłał mi niewinny uśmiech, zanim się odezwał. 
- Nienawidziłem cię. - Prawie zachłysnęłam się powietrzem w reakcji na jego słowa. Może mi się przesłyszało? Czy on naprawdę właśnie to powiedział? 
- Co? 
- W dzień, w którym się poznaliśmy... Cały czas zadawałaś mi pytania, wydawałaś się być niemiła - mruknął cicho. Nie wiedziałam już nawet, czy powinnam czuć się urażona. - Ale teraz wiem, że taka nie jesteś, jesteś urocza. 
- Och - powiedziałam cicho, wpatrując się w niego obojętnie. Nie powinnam brać tego tak do siebie. No ale dlaczego on to powiedział?!
- Gdzie są twoje buty? - Harry szybko zmienił temat, patrząc się na moje gołe stopy. Trzęsłam się z zimna. 
- Zdjęłam je, kiedy próbowałam cię dogonić - odpowiedziałam mało entuzjastycznie. 
Po tym wszystkim, w dalszym ciągu byłam przemarznięta i stałam boso w kałuży. Potrzebowałam szybko wrócić do domu. - Pewnie są już całe zniszczone. 
Wyraz twarzy Harry'ego złagodniał i zmarszczył brwi. Schylił się, rozpiął swoje brązowe buty i zdjął je. 
- Nałóż moje. 
- Nie, Harry... - zaczęłam, ale nagle coś mnie rozproszyło. Zauważyłam na jego stopach znajome wełniane skarpety. - Czy ty masz na sobie te skarpety, które widzieliśmy wczoraj?
- Co? - zapytał niewinnie, jakby nie wiedział o czym mówię. - Nie. 
Moja zdezorientowana mina szybko zmieniła się w uśmiech.
- Tak, to one. Kupiłeś je? 
- Możesz po prostu nałożyć moje buty, żebyśmy mogli schować się od tego deszczu? - rzucił szybko sprawiając, że się zaśmiałam, nim się zgodziłam. Naprawdę chciałam wrócić już do domu. 
Po raz pierwszy moja dłoń odnalazła jego i delikatnie spletliśmy nasze palce idąc w dół ulicy.  Stopy Harry'ego musiały być naprawdę duże, bo cały czas potykałam się w jego butach. Wolałam kiedy on je nosił. 
Zmęczeni weszliśmy do mojego mieszkania i w końcu zdjęłam zdecydowanie za duże obuwie.  W ciszy przeszliśmy przez salon. 
- Jeśli chcesz przebrać się w coś cieplejszego, to poszukaj czegoś w szafie Louisa... - zaczęłam, jednak przerwałam, gdy dotarło do mnie co mówię. - Właściwie, to tego nie rób. 
- Nie zamierzałem - odrzucił moją ofertę i ruszył do mojej sypialni. Gdy tylko pomyślałam, że ma zamiar mnie tak zostawić, poczułam jak chwyta mnie za dłoń i ciągnie za sobą.  
Zdjął swoją mokrą koszulkę i wrzucił ją do kosza na pranie. Zaraz po tym zrobił to samo ze spodniami i skarpetami. Stał przede mną w samych bokserkach i z krzyżykiem zawieszonym na szyi. Uwierzcie mi... myśli, które przechodziły przez moją głowę w tamtym momencie, nie były wcale święte. 
Zdjęłam z siebie czarne legginsy i zostałam tylko w białej koszulce. Nigdy nie uważałam, że jestem seksowna pod żadnym względem, jednak przyciągałam uwagę ludzi. To, jak Harry patrzył na mnie w tamtym momencie całkowicie to potwierdzało. 
- B-Będziesz w tym spać? - zapytał niewinnie, mrugając szybko, i zmierzył wzrokiem moje ciało. 
Przygryzłam wargę i pokręciłam przecząco głową, po czym ściągnęłam z siebie koszulkę. 
- Och, ch-chyba nie - odpowiedział, z trudnością biorąc wdech. Wpatrywał się we mnie intensywnie, gdy kładłam się do łóżka, a po chwili dołączył do mnie. 
Szybko wzięłam mój telefon i ustawiłam budzik na 7:30 rano, musiałam iść jutro do pracy. Pewnie myślicie, że po tym jak zmarł mój bliski przyjaciel, mój szef dał mi więcej niż jeden dzień wolnego... Nie, on był bezlitosny. 
- Hej, Jamie... - Harry szepnął, obejmując mnie ramieniem i przyciągając mnie do siebie. Przynajmniej raz przejął kontrolę... i podobało mi się to.  
- Jest trochę zimno, nie sądzisz?  - zapytał, mocniej mnie przytulając. 
Wtuliłam głowę w jego ramię i objęłam ręką jego szyję. On przycisnął usta do mojego policzka sprawiając, że od razu zrobiło mi się cieplej. 
- Strasznie mi się to podoba. 
- A dla mnie, strasznie podobasz się ty - odpowiedział i ziewnął przeciągle, po czym się zaśmiał. 
Zamknęłam oczy przypominając sobie, że za parę godzin będę musiała wstać. Im więcej myślałam o pracy, tym bardziej byłam zmęczona. 
- Idź spać, Harry - mruknęłam wyczerpana. - Proszę, dla mnie. 



~


Cicho jęknęłam, gdy usłyszałam mój budzik, a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Wolno wzięłam do ręki telefon i gapiłam się w jego ekran przez parę sekund, zanim zorientowałam się, że dzwoni do mnie jakiś nieznany numer. 
- Halo? - w połowie szepnęłam, w połowie jęknęłam.
- Z tej strony znów oficer Price.
Od razu szerzej otworzyłam oczy wiedząc, że może on być właśnie w drodze do mojego mieszkania, kiedy ja mam półnagiego pacjenta z problemami psychicznymi w swoim łóżku. 
- Przepraszam, że dzwonię o tak wczesnej porze, ale musimy skontaktować się z lekarzem, który badał Louisa, zanim on... no wiesz...
Odetchnęłam z ulgą i głośno ziewnęłam, zanim w końcu odpowiedziałam.
- Pewnie jest teraz w pracy, zaraz do niego zadzwonię - mruknęłam, przecierając oczy. 
- Dziękuję, że jesteś taka pomocna. Wiem, że to dla ciebie trudne i jesteśmy naprawdę wdzięczni, że jesteś taka silna w tej całej sytuacji - powiedział, po czym się rozłączył. 
Wcale nie byłam silna, po prostu cały czas coś odciągało od tego moją uwagę. Tyle. W sumie, czułam się przez to trochę winna. 
Wybrałam numer na oddział czwarty w naszym szpitalu, gdzie normalnie pracował lekarz, którego szukałam. Kiedy czekałam aż ktoś odbierze, przyglądałam się chłopakowi leżącemu obok mnie. Był naprawdę piękny. Najpiękniejszy człowiek, jaki kiedykolwiek chodził po Ziemi. 
- Szpital Bromley Road, oddział czwarty, słucham? - ktoś się odezwał. Pamiętałam ten głos. Byłam pewna, że to jedna z pielęgniarek, które zajmowały się Harrym. 
- Z tej strony Jamie Drew - dość niezręcznie się odezwałam. - Czy dr Marshall teraz pracuje? Muszę z nim porozmawiać, to pilne. 
- Wyszedł jakąś godzinę temu - kobieta uprzejmie odpowiedziała. - Powinnaś spróbować zadzwonić do niego do domu. 
- Dobrze, dziękuję za pomoc... - chciałam się rozłączyć, jednak usłyszałam w słuchawce swoje imię. 
- Jamie! - pielęgniarka krzyknęła, a ja od razu odpowiedziałam. 
- Tak? - zapytałam lekko zdezorientowana i uniosłam brwi. 
- To nie ty pytałaś o jedną z pacjentek kilka tygodni temu? - mruknęła z wahaniem. - Ariel?
Otworzyłam szerzej oczy w konsternacji. To dziewczyna, którą poznał Harry. W końcu ją znaleźli? Boże, to było wieki temu. Dlaczego dopiero teraz o niej mówi?
- Tak, a o co chodzi? - zapytałam z ciekawością.
- Przeglądałam dokumenty jakiś tydzień temu i znalazłam jej teczkę - powiedziała, a ja uśmiechnęłam się pod nosem. Dzięki Bogu, Harry sobie jej nie wymyślił. Co za ulga...
- To świetnie! - powiedziałam z radością, jednak na tyle cicho, by nie obudzić Harry'ego, który leżał obok. 
- Nie, nie świetnie - mruknęła bez entuzjazmu. - Panno Drew... Ona umarła w swojej sali, na tamtym oddziale. 
Wytrzeszczyłam oczy w reakcji na jej słowa, nie wiedząc nawet co powinnam odpowiedzieć. To okropne! Co powie Harry, kiedy dowie się, że jego "koleżanka" nie żyje?
- To straszne - powiedziałam z żalem w głosie. - Była jeszcze młoda, prawda? Jak radzą sobie jej rodzice?
- Nie, panno Drew, chyba nie rozumiesz - kobieta kłóciła się ze mną. Zmieszana przechyliłam głowę na bok. Nie rozumiałam?
- Czego nie rozumiem? - zapytałam. Miałam zdezorientowaną minę na twarzy. Próbowałam pojąć to co do mnie mówi. 
- Ta dziewczyna, Ariel... - urwała. Wtedy już wiedziałam, że na pewno nie chodzi o nic dobrego. - W jej dokumentach jest napisane, że zmarła dwanaście lat temu.


(korekta: Aga)

_______________________________
COOOOOOOOOOOOOOO?!?!?!?!
xD

Okej! A teraz wszyscy oficjalnie przywitajmy Agę!
Jeśli ktoś jeszcze nie wie, Aga została korektorką "Crazed." i będzie poprawiać błędy, które ja robię podczas tłumaczenia :)
Jej aska znajdziecie w zakładce "Kontakt", a jej bloga w kolumnie, pod licznikiem wyświetleń :)

Suchar od Pati na dziś:
- Co robi piekarz?
.
.
.
.
.
- Schlebia innym.
Lolllll xDDD

wtorek, 6 maja 2014

Korektor - wyniki!

Heeeey!

 "Konkurs" na korektora zakończony!
Chętnych było naprawdę dużo i wiele z nich było naprawdę dobrych. Miałam okropny problem z wybraniem odpowiedniej osoby :///
Po długich rozmyślaniach i wielu konsultacjach ( z Pati xD lolllll) w końcu dokonałam wyboru!
.
.
.
.
.
 (chwila napięcia)
.
.
. 
.
(tumtumturum)
.
.
.
OFICJALNYM KOREKTOREM POLSKIEGO TŁUMACZENIA "CRAZED" ZOSTAJE

AGNIESZKA P. 

GRATULUJĘ! 
 
(((sprawdź maila xDDD)))
((( i napisz jak mam cię podpisywać :))))
((( Pati proponuje Banan)))
(((nie przejmuj się, ona wszystkich tak nazywa)))

Wszystkim bardzo dziękuję za poświęcony czas i chęci do pomocy! 
Jesteście kochani!
♥♥♥♥♥



PS.
WIEM, ŻE TROCHĘ PÓŹNO, ALE ŻYCZĘ POWODZENIA WSZYSTKIM TEGOROCZNYM MATURZYSTOM!!!

Rozdział 38

 TERAZ ROZDZIAŁY BĘDĄ POJAWIAĆ SIĘ CO WTOREK, A  NIE CO PIĄTEK :))
 ____________________________


Bukiet kwiatów wyślizgnął się z jego osłabionych palców i upadł na podłogę. Harry nawet nie próbował dowiedzieć się dlaczego jakiś facet całował mnie jakby chciał wyssać ze mnie życie. Żałowałam tego co się stało, wiedziałam że nie zrobiłam nic, żeby go powstrzymać.
- On mnie pocałował...
Zanim zdążyłam skończyć zdanie odwrócił się w stronę wyjścia i wyszedł wściekły, jakby nie miał mi nic do powiedzenia.
- To twoja wina! - krzyknęłam do blondyna, po czy wstałam z barowego stołka i ruszyłam za Harrym. Po drodze zdołałam podnieść jeszcze bukiet róż, który wciąż leżał na podłodze. Musiałam go znaleźć.
Jak mogłam być taka głupia i zainteresować się jakimś innym chłopakiem niż Harry? Dlaczego przez połowę czasu traktuję go jak gówno, a potem zachowuję się jakbyśmy byli najszczęśliwszą parą na świecie? Nawet nie byliśmy parą. W tym tkwił właśnie problem. Harry był naiwny. Myślał, że byliśmy zespołem, że jesteśmy jakoś ze sobą związani. Nie mogłam go za to winić, bo ja też tak czułam. Nie chciałam, by należał do kogokolwiek innego, nawet jeśli wiedziałam, że najprawdopodobniej nigdy tak nie będzie. Nie zasługiwałam na Harry'ego, a on tego nie wiedział. Myślał dokładnie na odwrót, że to on nie zasługuje na mnie. Uważał się za kompletne zero, które nie ma po co żyć, ale się mylił. Był wspaniałą osobą, która nigdy nikogo nie skrzywdziła. Był miły, kochający i delikatny. O to właśnie chodziło. Byłam szczęściarą, że miałam Harry'ego... bo tak naprawdę wcale nie zasługiwałam na kogoś takiego jak on.
Pochyliłam się i zdjęłam obcasy, zanim opuściłam bar. Wyszłam na zewnątrz i rozejrzałam się wokół. Deszcz spadał kaskadami z nieba, nie ułatwiając całej sprawy. Nagle dostrzegłam znajomą, wysoką postać, powoli idącą wzdłuż ulicy. Od razu zaczęłam wołać Harry'ego, biegnąc za nim boso z bukietem róż w dłoni, cała przemoknięta od deszczu.
- Harry! - krzyknęłam, próbując utrzymać równowagę, gdy w końcu go dogoniłam.
Trzymał głowę spuszczoną w dół i zaczął iść jeszcze szybciej, całkowicie mnie ignorując.
- Odezwij się do mnie! - krzyknęłam sfrustrowana, w głowie przeklinając zimny i mokry beton, na którym musiałam stać. Teraz jednak, nie miało to znaczenia.
- Tu nie ma o czym rozmawiać, Jamie - warknął, próbując mnie zgubić, ale nie miałam zamiaru pozwolić mu odejść. Nie w ten sposób.
- Jesteś zdenerwowany - zaczęłam, mimo, że było to oczywiste. Cały czas próbowałam dotrzymać mu kroku. Nie wiem jak długo chciał się w to bawić, ale nie zamierzałam go zostawić.
Nagle się zatrzymał. Wyglądał jakby miał mnie dość, jakby nie chciał mnie już nigdy więcej zobaczyć. Wyglądał jakby chciał mnie zabić.
- Czuję się jak pieprzony idiota! - ryknął, sprawiając, że przestraszona odskoczyłam do tyłu. - Jestem taki głupi...
- Przepraszam! - krzyknęłam w odpowiedzi, powiedziałabym cokolwiek chciał usłyszeć, żeby tylko mi wybaczył.
- Nie, nie... - zaczął, jego głos był już o wiele łagodniejszy. Skrzyżował ramiona, chroniąc się trochę od zimnego deszczu. - To moja wina, powinienem się domyślić.
Zdezorientowana zmarszczyłam brwi.
- Czego powinieneś się domyślić?
- Że nigdy nie będziemy czymś więcej, niż jesteśmy teraz - odpowiedział z zakłopotaniem, patrząc mi prosto w oczy.
Oh Harry...
- Ciągle sobie wmawiam, że jesteś moja, ale ty... Nie jesteś... Jamie, ja... Ja nie wiem jak to jest mieć kogoś tylko dla siebie - powiedział szczerze.
Poczułam wewnątrz wielką pustkę, co nie ułatwiało mi wyjaśnienia całej sytuacji. Musiał wiedzieć jak bardzo żałowałam, że to się wydarzyło.
- Harry, nie chciałam go pocałować - zapewniłam go, a on przewrócił oczami. - Byłam pijana... Dalej jestem...!
- Rozumiem, Jamie. Nigdy nie znaczyłem dla ciebie tyle, ile ty znaczysz dla mnie - powiedział spokojnie, sprawiając, że chciałam paść na kolana i błagać go o wybaczenie. - Po prostu żałuję, że nie powiedziałaś mi wcześniej, że nasz związek nic nie znaczy. Źle to zrozumiałem... i nie wiem czy kiedykolwiek będę mógł o tym zapomnieć.
Myślałam, że zaraz wybuchnę płaczem, przez jego wyznanie. Naprawdę myślał, że lubię go tylko ze względu na wygląd czy inne rzeczy, które czyniły go atrakcyjnym..? Jak mógł uważać, że nie jest dla mnie ważny po tym wszystkim co razem przeszliśmy?
- Stoję dla ciebie boso na ulicy, w deszczu, a ty sądzisz, że mi na tobie nie zależy?! - krzyknęłam.
- Ja stałbym dla ciebie boso nawet w odłamkach szkła. Jest różnica między tym co ty jesteś w stanie zrobić dla mnie... a tym co ja zrobiłbym dla ciebie - odpowiedział gorzko, kręcąc głową. Nie chciał przyjąć żadnych uczuć ani miłych słów, które próbowałam mu dać. - Nie musisz udawać, że zrobiłabyś to samo, wiem że tak nie jest.
- Źle to rozumiesz...
- Nie, wszystko dobrze rozumiem  - odpowiedział stanowczo, jednak wyglądał na załamanego. - Szybko o mnie zapomnisz i nigdy więcej nie będziemy ze sobą rozmawiać. To naprawdę w porządku, Jamie. Nie mogę obwiniać cię za to, że nie chcesz być ze mną... W końcu kto chciałby być z szaleńcem?
- Nie mów tak o sobie - powiedziałam dosadnie. - Nigdy tak o sobie nie mów.
- Im częściej sobie to powtarzam... tym bardziej zaczynam w to wierzyć...
- Może powinieneś też uwierzyć, w to, że mi na tobie zależy - mruknęłam i zobaczyłam jak na jego twarzy pojawia się smutek.
- Przestań dawać mi tą fałszywą nadzieję! - krzyknął wściekle, kręcąc głową. - Chcę tylko... do kogoś należeć.
Po tym zapadła cisza, a on wpatrywał się we mnie, jakby od samego patrzenia na mnie można byłoby popaść w depresję. Nie pozwolę mu odejść, nigdy. On nie widział, że pragnę go tak samo mocno, jak on mnie.
- Wiesz, Harry... Nawet jeśli spróbowalibyśmy być razem, to i tak by nam nie wyszło - odezwałam się cicho, gdy uderzyła mnie ta świadomość. - Mój szef nigdy nie pozwoliłby, żebym umawiała się z pacjentem. Jedynym rozwiązaniem byłoby trzymanie wszystkiego w tajemnicy.
- Wiem, że to źle brzmi, ale jesteś wszystkim co mam. Nie robiłoby mi to różnicy - powiedział gorzko, marszcząc brwi.
- Naprawdę chciałbyś ze mną być, prawda? - zapytałam, oczekując szczerej odpowiedzi.
- Tak.
- Myślisz, że chciałabym, żeby nam się udało? - zapytałam nieśmiało, a on szerzej otworzył oczy. - Naprawdę myślisz, że zaryzykowałabym moją pracę i spędzała wszystkie wieczory w domu albo w opuszczonych barach, bo nikt nie mógłby zobaczyć nas razem? Czy naprawdę myślisz, że zrobiłabym to dla ciebie?
Patrzył na mnie zagubiony, szybko mrugając; nie mógł znaleźć odpowiedzi. Zamiast cokolwiek mówić podeszłam do niego, powoli uniosłam dłoń i przyłożyłam ją do jego zimnego policzka. Przycisnęłam do siebie nasze ciała i zamknęłam oczy. Chciałam jak najlepiej zapamiętać ten moment. Moment, w którym w końcu zrozumiałam czego chcę.
- Wole spędzać swój czas w ukryciu z tobą, niż publicznie bez ciebie.
- Co?! - Harry odetchnął z ulgą, a chwilę po tym poczułam jak jego ramiona obejmują moją talie i przyciągają mnie jeszcze bliżej. - Naprawdę?
Skinęłam głową z ciepłym uśmiechem na twarzy, a on patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- Chcę... Chcę, żebyś był mój.
- Jestem twój - odpowiedział natychmiast, na co uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
Nagle zauważyłam wahanie na jego twarzy i nieśmiało zadał pytanie.
- A ty, jesteś moja? - zapytał, na co ja zmarszczyłam brwi.
- Oczywiście, że tak. Chce całować tylko ciebie, bo jestem twoja. 
Tym razem już bez najmniejszego wahania Harry zbliżył swoją twarz do mojej. Przycisnął swoje pełne różowe usta do moich, łącząc je w delikatnym pocałunku. Nawet nie mogłam opisać jak idealna była ta chwila.
- Ja...umm... Kupiłem ci róże w kwiaciarni - przerwał pocałunek raczej w nie najlepszym momencie.
- Są piękne - mruknęłam, pochylając się ponownie, by otrzymać kolejny delikatny pocałunek. Usłyszałam jak Harry coś mruczy, gdy całowałam jego miękkie usta. Zaśmiałam się lekko i oderwałam od niego, by dowiedzieć się co próbuje powiedzieć.
- Chyba nigdy nie byłem tak szczęśliwy - zaśmiał się, a ja pogładziłam jego policzek. To było takie słodkie.
- Zrobiłabym cokolwiek, by móc oglądać cie tak szczęśliwego - mruknęłam, chowając głowę w zagłębienie między jego ramieniem a szyją.
- Cokolwiek? - zapytał z zaciekawieniem, a ja zamruczałam, zgadzając się.
- Chyba jest jedna rzecz, którą mogłabyś zrobić... - szepnął cicho, tak jakby to był sekret.
- Co to jest? - zapytałam z zainteresowaniem.
Miałam zamiar zrobić cokolwiek o co poprosi, by tylko był szczęśliwy, jednak to co po chwili powiedział nigdy nawet nie przyszłoby mi do głowy.
- Rzuć to, Jamie - powiedział. - Rzuć dla mnie pracę.






______________________________________
O matko, jak ja się jaram tym rozdziałem kjashfkjagdkjfhjsa *____*
Jest taki słodki, że można rzygać tęczą!
No i te zakończenie!
Nie wiem jak wy, ale ja to w szoku! xD
(((myślałam, że poprosi o coś innego lollll xD)))

WYNIKI "KONKURSU" NA KOREKTORA PODAM ZA KILKA GODZIN W ODDZIELNYM POŚCIE.

Suchar od Pati na dziś:
Jaki jest ulubiony lek terrorysty?
.
.
.
.
.
- Ibum
(((LOLLLLL leże nie wstaje xD Pati mój mistrzu xD)))

niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 37

Wokół panowała cisza, słychać było jedynie spokojny oddech Harry'ego. Moja głowa była wygodnie wtulona w jego ramię, a nasze dłonie były ze sobą splecione. Wpatrywałam się w przestrzeń. Czułam się jakbym była sparaliżowana i pusta w środku. Harry nie mógł powiedzieć nic, co sprawiłoby, że poczułabym się lepiej. Nie mogłam pójść do domu rodziców Louisa i przekazać im tej wiadomości. Im więcej o tym myślałam, tym bardziej chciałam by zrobili to policjanci.
- O czym myślisz? - szepnął do mnie Harry.
Podskoczyłam lekko na dźwięk jego głosu, wyrywając się z transu w którym się znajdowałam. Odwróciłam głowę w jego kierunku.
- Co?
- Jesteś strasznie cicha. Normalnie raczej sporo mówisz - odpowiedział i lekko zachichotał.
Chciałam leżeć z nim cały dzień w łóżku, trzymając go blisko siebie, aż do momentu, kiedy wszystko związane z Louisem zostałoby zapomniane.
- Chyba po prostu nie mam o czym mówić - odpowiedziałam wzdychając. Przesunęłam się w głąb łóżka i się położyłam.
- Jesteś zmęczona? - zapytał cicho i położył dłoń na moim biodrze.
- Nie, ja tylko... Nie wiem - mruknęłam pod nosem. Chciałam przyciągnąć go do siebie, by móc płakać w jego pierś jak w poduszkę. To wszystko mnie przerastało, musiałam jakoś dać upust temu stresowi.
Jęknęłam, gdy nagle poczułam, że mój telefon wibruje w kieszeni moich spodni. Postanowiłam odebrać, to mógł być jeden z policjantów, z którymi wczoraj rozmawiałam.
- Słucham?
- Panno Drew, czy powiadomiłaś już rodzinę Louisa? Musimy jak najszybciej zadać im kilka pytań - powiedział do mnie surowy głos, a mi zajęło chwilę zorientowanie się, że to dzieje się naprawdę.
- Ja... Nie dam rady tego zrobić - w końcu odpowiedziałam. Westchnęłam, zachowałam się jak tchórz. 
Taka niestety była prawda, nie dałam rady tego zrobić. Nie mogłabym spojrzeć w oczy jego matce i powiedzieć, że jej syn nie żyje.
- Rozumiem, dla nas to też nie jest łatwe. Pojedziemy do ich domu  za jakieś pół godziny i ich powiadomimy. Prześpij się trochę, odpocznij... Potrzebujesz tego.
Po tym się rozłączył. Westchnęłam i odłożyłam telefon. Skrzyżowałam  ramiona i spojrzałam w górę na Harry'ego. Naprawdę chciałam, żeby po prostu ze mną poleżał.
- O czym myślisz? - zapytałam cicho, gdy zauważyłam, że się we mnie wpatruje. Szybko wrócił do rzeczywistości i mrugnął kilka razy.
- Co?
- O czym myślisz? - powtórzyłam moje pytanie, a on lekko wzruszył ramionami.
- Zastanawiam się co zrobić, żebyś poczuła się lepiej - mruknął. Nachylił się nade mną, podpierając się jedną ręką o materac. Pociągnęłam za jego ramię, tak, że po chwili leżał już obok mnie. Chwyciłam jego dłoń i złożyłam na niej delikatny pocałunek.
- Już sprawiasz, że czuję się lepiej - szepnęłam, przyciągając go bliżej siebie.
Przycisnęłam nasze ciała do siebie. Czułam jego gorący oddech, kiedy delikatnie obejmował mnie ramionami. Uwielbiałam to jak się denerwował, kiedy próbował mnie pocieszyć. Tak jakbyśmy nigdy wcześniej nie byli ze sobą tak blisko.
- Masz piękne oczy - cicho mnie skomplementował. Nie mogłam nic na to poradzić i zarumieniłam się w reakcji. Nigdy tak naprawdę nie prawił mi komplementów dotyczących mojego wyglądu. Czasem tylko mówił, że wyglądam "ślicznie", ale nic poza tym.
- Tylko tak mówisz...
- Nie. Są duże i brązowe... Twoje rzęsy są długie i czarne. Lubię twoje oczy, Jamie. Dlaczego mi nie wierzysz? - mruknął szczerze i wydął wargi.
- Bo nigdy mnie nie komplementujesz. - próbowałam ukryć mój nerwowy uśmiech, gdy Harry się we mnie wpatrywał. Z każdą sekundą był coraz bliżej mnie. Czułam jego oddech na moich ustach.
- Przepraszam, że nie mówię ci jak jesteś piękna - szepnął niskim głosem i lekko się zaśmiał. - Myślałem, że o tym wiesz.
Z jakiegoś powodu czułam się straszni szczęśliwa. W sumie to normalne, skoro leżę obok osoby, która naprawdę o mnie dba.
- Nie mówisz mi, że jestem piękna, bo myślisz, że o tym wiem? - zapytałam zmieszana, przechylając głowę na bok, a on przytaknął.
- Tak... Ty komplementujesz mnie cały czas, prawda? - zapytał retorycznie, a ja uśmiechnęłam się w odpowiedzi. - Mówisz mi to wszystko, bo ja nie uważam, że... dobrze wyglądam.
- Kiedy wymyśliłeś tą niedorzeczną teorię? - zapytałam w lekkim szoku, a on posłał mi zaskoczone spojrzenie.
- To prawda, tak? - zapytał z szeroko otwartymi oczami. - Komplmentuje się ludzi, by sprawić, żeby poczuli się lepiej.
- Komplementuje cię, bo uważam, że jesteś wspaniały - zaśmiałam się z zakłopotaniem. - Potrzebujesz więcej pewności siebie.
- No i wracamy do terapeutycznych porad... - Harry zażartował i sarkastycznie przewrócił oczami. Trochę mnie to zaskoczyło, zazwyczaj tak nie odpowiadał.
- To prawda - zaśmiałam się. - Zawsze się zastanawiam jak by było, gdybyś przejął kontrolę.
Przerwałam, gdy uświadomiłam sobie jak zboczony był ten tekst.
- Uh... Chodzi mi o to...
- Wiem o co ci chodzi. - uciszył mnie, zanim zdążyłam jeszcze bardziej się upokorzyć. Boże, zawsze robię z siebie głupka.
Nagle znów poczułam wibracje mojego telefonu. W głębi duszy byłam wdzięczna osobie, która właśnie dzwoniła, że wyciągnęła mnie z tej dziwnej rozmowy. Szybko usiadłam, wyjęłam komórkę i odebrałam.
- Halo?
- Panno Drew, przepraszam, że znowu dzwonię, ale musimy się upewnić, że mamy wszystkie potrzebne informacje - odezwał się znajomy głos policjanta. - Mógłbym na chwilę wpaść za parę minut, zanim pojadę do rodziny Louis?
Rozejrzałam się po pokoju, zszokowana tym, że on wybiera się do mojego mieszkania, kiedy mnie w nim nie ma.
- Um... Tak, jasne. Do zobaczenia. - powiedziałam, udając, że nie ma z tym najmniejszego problemu. Szybko wstałam z łóżka i zaczęła nakładać buty.
- Świetnie, będę za dziesięć minut. - rzucił, zanim się rozłączył.
- Harry, muszę iść - powiedziałam szybko, sprawiając, że wydął na mnie wargi. - Policja potrzebuje więcej odpowiedzi, są właśnie w drodze do mojego mieszkania.
Zanim wyszłam, upewniłam się, że dałam Harry'emu porządnego buziaka na pożegnanie. Boże, kiedy byłam obok niego, oblewało mnie te dziwne uczucie, wiecie, te kiedy czujesz stado motyli w brzuchu i rozpływasz się, gdy tylko na ciebie spojrzy...
Chwilę później opuściłam jego mieszkanie, szybko wsiadłam do samochodu i pojechałam do siebie.

~

*21:00 tego samego dnia*
- Harry, chce cie zobaczyć - szepnęłam cicho do słuchawki, wdzięczna, że policjant w końcu wyszedł. Był tu cały dzień; byłam wykończona. Chciałam gdzieś wyjść i się upić. 
- Mogę do ciebie przyjść? - zapytał.
- Właśnie chciałam cie o to poprosić - mruknęłam z uśmiechem. Chodziłam w kółko po mieszkaniu, próbując zebrać odwagę, by zadać mu te jedno pytanie. Wiedziałam, że się nie zgodzi. - Chciałabym wyjść do baru czy gdzieś...
- D-do b-baru? - wyjąkał nerwowo. - Takiego z lu-ludzmi?
- Na końcu mojej ulicy jest cichy lokal, nikt tam nigdy nie chodzi - zapewniłam z uśmiechem, świadoma, że Harry i tak nie może go zobaczyć. 
- Ten obok kwiaciarni? - zapytał wyraźnie zdenerwowany, a ja przygryzłam wargę na dzwięk jego niskiego, zachrypniętego głosu. 
- Tak, właśnie ten. Muszę oczyści umysł, a nie mam pojęcia z kim innym mogłabym iść - powiedziałam delikatnie, próbując go przekonać. 
- Będę tam za pół godziny - powiedział i się rozłączył. 
Mrugnęłam kilka razy, dostrzegając jak niegrzeczne było to z jego strony. No, ale w końcu to był Harry, on był nieprzewidywalny. 
Nałożyłam dodatkowy makijaż i poczesałam moje grube, długie włosy. Chyba byłam gotowa. Przecież szłam tylko na drinka. Bar był stary i zawsze pusty, więc komu chciałam zaimponować? Harry'emu?
Wyszłam z mieszkania. Poszłam piechotą, nie było sensu jechać samochodem. Całą drogę próbowałam się nie potknąć w moich wysokich obcasach, które nosiłam raczej rzadko. Może teraz będę przynajmniej trochę dorównywać wzrostem Harry'emu. 
Dotarłam na miejsce i tak jak zwykle, lokal był prawie pusty. Weszłam do środka i znalazłam miejsce przy barze. Harry powinien tu być za jakieś dwadzieścia minut...
- Hej, jesteś Jamie, tak? - ktoś za mną się odezwał. Odwróciłam głowę, by sprawdzić, kto do mnie mówił. Chłopak z blond włosami patrzył na mnie z uśmiechem, wyraźnie lekko zakłopotany. Próbowałam przypomnieć sobie kim był, ale nie miałam pojęcia skąd mnie zna. 
- Cześć... - powiedziałam przeciągle, czekając na jakieś olśnienie. 
- Jestem Niall - zaśmiał się. - Mieszkam nad tobą.
Od razu sobie przypomniałam kim był. Cholera, nie mogłam uwierzyć, że zapomniałam. Widziałam go dosłownie dwa dni temu. Nigdy się nie witaliśmy czy coś w tym stylu, ale powinnam przynajmniej skojarzyć jego twarz. 
- Cholera, przepraszam, już wiem. Niall, tak?
- Tak - zaśmiał się i usiadł obok mnie. Czułam się teraz dość niekomfortowo. Zajęłam to miejsce dla Harry'ego, nie chciałam, żeby on tu siedział.
- Gdzie twój chłopak? Jak on się nazywał? Lewis czy jakoś tak? - powiedział, a mi zajęło kilka sekund przetworzenie tego co powiedział. 
- Louis? - poprawiłam go. - Nie ma go tu. 
- Gdzie on jest? - znów zapytał, a ja chciałam wybuchnąć płaczem.
- Po co tyle pytań? - zaśmiałam się nerwowo, próbując zmienić temat, ale on nie dawał za wygraną.
- Czemu po prostu nie powiesz mi, gdzie on jest? - zaśmiał się lekko zagubiony. 
Siedziałam sztywno przed kilka chwil, analizując pytanie i myśląc nad jakąś racjonalną odpowiedzią. Nic jednak nie przychodziło mi do głowy, tylko wspomnienia związane z Louisem. No i właśnie wtedy zaczęłam płakać, już po raz setny tego dnia. Najgorsze było to, że nie mogłam przestać.
- Cholera, wszystko w porządku? Teraz już przestanę zadawać pytania. 
- Louis zmarł zeszłej nocy - załkałam, czując się dość głupio. Właśnie szlochałam przed moim sąsiadem. 
- Pieprzysz! O, mój Boże! Tak mi przykro! - Próbował mnie uspokoić, a ja schowałam twarz w dłonie, by jakoś powstrzymać łzy. 
Minęło parę minut, w końcu się ogarnęłam i opowiedziałam mu całą historię. Na szczęście, chyba mnie rozumiał. 
- Hej, mogę dostać dwie tequile? - Niall zapytał głośno barmana. - Moja koleżanka desperacko potrzebuje drinka.
- Nie mogę się upić - jęknęłam, przypominając sobie, że na kogoś czekam... I nie był to Niall. - Czekam na kogoś, a on nie lubi kiedy jestem pod wpływem alkoholu. 
- Wystarczy tych mądrych słów - zaśmiał się, głupi imbecyl. - Tequila cie uspokoi.
- Tylko jeden? - upewniłam się, a on kiwnął głową. 
- Tylko jeden. - podał mi kieliszek i oboje unieśliśmy je do góry. - Za Louisa. 
Szybko wypiliśmy nasz alkohol. Zamknęłam oczy i w końcu odpowiedziałam. 
- Za Louisa. 

~

- Na kogo tak w ogóle czekasz? - Niall wybełkotał, to byłam chyba już jego piąta kolejka... Moja siódma. 
- Na Harry'ego...
- To twój chłopak? - zapytał unosząc brwi i uśmiechając się pod nosem. Boże, jak ja miałam na to niby odpowiedzieć? Nie wiedziałam już nawet jak się nazywam, więc skąd miałam wiedzieć czym jest moja relacja z Harrym? 
- To skomplikowane.
- Ma problemy ze zobowiązaniami? - Zaśmiał się, od razu, gdy skończył zdanie. Do tej pory nauczyłam się jednej rzeczy o Niallu - dużo się śmieje. 
- Nie... Tylko... Mogę wyjaśnić - mruknęłam zmęczona, próbując brzmieć na jak najmniej pijaną. A przecież obiecałam sobie, że się nie nawale... Byłam taką beznadziejną przyjaciółką dla Harry'ego. Czy my w ogóle byliśmy przyjaciółmi? Czy może czymś więcej? 
- Założę się, że całuję lepiej niż on. - Niall zaczął mnie podpuszczać, jednak ja zrobiłam niezadowoloną minę, w reakcji na jego flirt. 
- Myślę... Myślę, że powinieneś wyjść, zanim Harry tu przyjdzie.
- Bo co mi niby zrobi? - zaśmiał się podstępnie. - Pobije mnie? No weź! Chce tylko jednego, małego buziaka.
- Nie chcę... - zaczęłam, jednak on pochylił się i przycisnął swoje usta do moich. Myślałam, że się porzygam, naprawdę. Byłam jednak tak pijana, że nie mogłam się zmusić do odepchnięcia go ode mnie. Po prostu siedziałam sztywno, nie ruszając się, gdy jego mokre, smakujące alkoholem usta poruszały się przy moich. 
- J-Jamie? - usłyszałam cichy głos. 
Wytrzeszczyłam oczy i oderwałam się od blondyna. Czułam jak moje serce łamie się na pół, gdy zobaczyłam Harry'ego, nerwowo stojącego w wejściu do baru. Uśmiech na jego twarzy szybko zamienił się w przerażona minę. Trzymał w dłoni wielki bukiet róż, który po chwili upuścił na ziemię. Fakt, że kupił mi kwiaty sprawiał, że ten moment był absolutnie straszny. 
- Harry, mogę to wyjaśnić...





_______________________________________
Tumtumtuuuuuum!
JAMIE, JAK MOGŁAŚ?!?!?!?!

PRZEPRASZAM, ŻE W PIĄTEK NIE BYŁO ROZDZIAŁU! NIE MA MNIE W DOMU, NO I TAK JAKOŚ WYSZŁO! 
OD PRZYSZŁEGO TYGODNIA ROZDZIAŁY BĘDĄ SIĘ POJAWIAĆ JUŻ W INNY DZIEŃ TYGODNIA! (NAJPRAWDOPODOBNIEJ WTOREK).

DZIĘKUJE, ŻE TYLE Z WAS ZAOFEROWAŁO SWOJĄ POMOC PRZY KOREKCIE ROZDZIAŁÓW! DOSTAŁAM TYLE ŚWIETNYCH ZGŁOSZEŃ, ŻE AŻ NIE WIEM KOGO WYBRAĆ!
JEŚLI KTOŚ JESZCZE CHCE SPRÓBOWAĆ SWOICH SIŁ TO JUTRO JESZCZE, MOŻNA WYSYŁAĆ SWOJE POPRAWKI :)
WYNIKI PODAM WE WTOREK POD ROZDZIAŁEM ALBO W ODDZIELNYM POŚCIE.

NO I EJ NO, CO TAK SŁABO Z TYMI KOMENTARZAMI, HMMMM?
WGL TO WYCZUWAM, ŻE CO RAZ MNIEJ PODOBA WAM SIĘ TO OPOWIADANIE :(
  
  (sorry, ale zapomniałam wyłączyć caps locka, a drugi raz nie chciało mi się tego wszystkiego pisać xDDD)

Suchar od Pati na dziś:
Jak się nazywa żona chorego?
.
.
.
.
.
.
Zarażona.
Lollllll xDDD
 

piątek, 2 maja 2014

Korektor

Jeśli chodzi o korekty, o których pisałam pod ostatnim rozdziałem, to czekam na nie do poniedziałku (05.05.14r)
Bardzo się cieszę, że tak wiele z was postanowiło mi pomóc :)
DZIĘKUJĘ ♥
Jeśli ktoś jeszcze zamierza spróbować swoich sił i wziąć w udział w tym "konkursie" to tu jest kilka wskazówek:
  1. chodzi mi głównie o literówki, zjedzone końcówki i błędy dotyczące "ą", "ę";
  2. jest ich w poprzednim rozdziale mniej więcej 20;
  3. jeśli chcecie, możecie też dodać podpowiedzi dotyczące interpunkcji i gramatyki;
  4. najlepiej będzie jeśli jakoś wypiszecie te błędy;
  5. jeśli jednak decydujecie się wysłać cały tekst z poprawionymi błędami, to zaznaczcie je innym kolorem lub pogrubcie, żebym nie miała problemów z ich znalezieniem.

No i to chyba tyle :)
Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś kto podoła temu, wbrew pozorom, trudnemu zadaniu.
Powodzenia i liczę na waszą pomoc :)



JEŚLI DZISIAJ (02.05.14r.) NIE POJAWI SIĘ ROZDZIAŁ TO BARDZO WAS PRZEPRASZAM! WIEM, ŻE JEST PIĄTEK, ALE JUTRO WYJEŻDŻAM I NIE WIEM CZY SIĘ WYROBIĘ.

czwartek, 1 maja 2014

Rozdział 36

*Jamie's Pov*Policjanci w końcu opuścili moje mieszkanie. Po jedenastu godzinach zadawania pytań i poszukiwania w moim mieszkaniu jakichkolwiek dowodów pomagających stwierdzić, co skłoniło Louisa do skoku, nic nie znaleźli. Kiedy powiedzieli, że chcą sprawdzić historię połączeń, spanikowałam. Jednak przypomniałam sobie, że dałam Harry'emu tylko numer mojej komórki, więc na szczęście nie znajdą niczego wiążącego go z tą sprawą. 
Cierpiałam. Nie było szans, że Louis mógł przeżyć, spadł z dwudziestu metrów do rzeki. Oczywiście policja odnalazła jego ciało, ale czy to w czymś pomogło? Mogłam obwiniać za to wszystko tylko siebie. Louis nie był ostatnio w najlepszym stanie, a ja nic z tym nie zrobiłam. To znaczy, zadzwoniłam po lekarza i opiekowałam się przyjacielem, ale czy naprawdę obchodziło mnie co się z nim dzieje? Oczywiście, że tak, ale nigdy tego nie pokazywałam.
Wyszłam z mojego mieszkania zaraz po tym, jak opuścili je policjanci. Rodzice Louisa nie wiedzieli jeszcze co się stało, to ja miałam im powiedzieć. Przebłagałam gliniarzy, żeby nie dostarczali im tej złej wiadomości i zostawili to mi. Byłam bliską przyjaciółką rodziny. Jednak najpierw desperacko potrzebowałam, by ktoś mnie pocieszył i dokładnie wiedziałam do kogo powinnam się zwrócić. Kiedy przychodziło do takich delikatnych tematów, niezbyt chętnie o nich rozmawiałam...ale z Harrym było inaczej. Ledwie go znałam, ale mogłam czytać z niego jak z otwartej księgi. Wiedziałam, że nie będzie mnie oceniał za nic co powiem. 
Weszłam do pustego mieszkania Harry'ego ostrożnie obserwując otoczenie. Zastanawiałam się czemu nie otworzył kiedy pukałam. Pewnie spał, ale przecież była ósma rano. Normalnie był już na nogach o tej godzinie. 
- Harry? - zawołałam wchodząc do sypialni. Sprawdziłam łóżko, ale było puste. A może jestem po prostu trochę przewrażliwiona?
- Chodziłam po błocie i teraz wycieram buty w twój dywan! - skłamałam wiedząc, że gdyby Harry usłyszał coś takiego, od razu by tu przybiegł ze wściekłą miną. Jeśli coś w jego mieszkaniu nie było idealnie czyste albo na swoim miejscu, to dostawał szału. Ale teraz... wciąż nic nie zrobił. 
Usiadłam cicho na jego łóżku wpatrując się w podłogę. Dlaczego ludzie tak znikali? Najpierw mama, potem Louis... a teraz Harry? Boże, na pewno przesadzam, z pewnością  poszedł tylko do sklepu... Po ostatniej nocy zaczynałam popadać w jakąś paranoję. Kto miał zamiar umrzeć następny? Zayn? Chyba zostałam przeklęta, bo ludzie nagle zaczęli znikać z mojego życia. W zeszłym roku odeszła moja mama. Nie mogłam nawet myśleć o tym, że ktoś jeszcze miałby odejść. 
Ostrożnie podniosłam głowę, gdy usłyszałam ciche łkanie dobiegające z....szafy, na przeciwko której siedziałam. Od razu wstałam z łóżka, z lekkim wahaniem podeszłam do jej drzwi i przyłożyłam do nich ucho. W środku musiał być Harry. Bo niby kto inny?
Zniecierpliwiona szybko otworzyłam drzwi i wytrzeszczyłam oczy w reakcji na widok, który przed sobą ujrzałam. Ciało Harry'ego leżało (nie dosłownie) bez życia na podłodze. Jedną dłoń miał przyciśniętą do piersi, loki zakrywały jego twarz. Zaskoczył mnie ten widok, kompletnie nie wiedziałam, jak mam poradzić sobie z tą sytuacją. 
- Harry!
Uklękłam przy nim i delikatnie potrząsnęłam jego ciałem próbując go obudzić. Jęknął zmęczony. Gdy tylko się obudził, otworzył oczy i zmartwionym wzrokiem rozejrzał się wokół. Szybko usiadł cały roztrzęsiony i przestraszony. 
- J-Jamie, która jest godzina? - wydyszał intensywnie się we mnie wpatrując, a po chwili znów zamknął oczy. Wciąż trzymał mocno zaciśniętą pięść przyciśniętą do piersi. Wyglądało to jakby coś w niej trzymał.
- Prawie dziewiąta rano - szepnęłam do niego spokojnie, kładąc mu dłoń na ramieniu i delikatnie je gładząc, by go zrelaksować. - Dlaczego tu siedzisz?
- Chowam się - odpowiedział dużo ciszej niż, gdy odzywał się przed chwilą. 
- Chowasz się przed...nimi? - mój głos był niski, tak jakby "oni" mogli mnie usłyszeć.
Harry skinął nieśmiało głową, a ja pomogłam mu podnieść się z podłogi. Zmęczonym krokiem wyszedł z szafy, szybko podszedł do łóżka i usiadł na jego brzegu. Zauważyłam, że dalej nie wypuszczał z dłoni tego, co było zawieszone na jego szyi. Trochę mnie to martwiło. Usiadłam naprzeciwko niego, ostrożnie mierząc wzrokiem jego trzęsącą się rękę. 
- Co trzymasz? - zapytałam, ale on tylko wzruszył ramionami. 
- Nic.
Posłałam mu zdezorientowane spojrzenie i delikatnie wzięłam jego dłoń w swoją, próbując ją otworzyć. W końcu poluzował uścisk i otworzył ją. Zdziwiło mnie to, co zobaczyłam. Był to krzyżyk na łańcuszku. Musiał go tak trzymać przez całą noc, bo jego krawędzie wbiły się w jego skórę tak mocno, że zaczął krwawić.
- O, mój Boże - mruknęłam szybko wstając z jego łóżka i pośpiesznie idąc do łazienki. Wzięłam dużo papieru toaletowego i zamoczyłam go w wodzie. Co tak przestraszyło Harry'ego, że musiał schować się w szafie i trzymać całą noc swój krzyżyk? Naprawdę nie byłam w nastroju, by słuchać jego pieprzonych bzdur o demonach, ale jeśli dzieje się coś takiego, to musi mi o tym opowiedzieć. 
Wróciłam do sypialni, ponownie usiadłam obok niego i spojrzałam na jego dłoń. Spływała po niej krew i zamoczyła pościel. Wyglądał na wyczerpanego, nie odzywał się. Przyłożyłam mokry papier do jego ran. Nawet się nie wzdrygnął, ani nie zasyczał z bólu. Po prostu tam siedział, całkowicie pozbawiony emocji. 
- Jak się ma Louis? - zdołał wyszeptać, a ja przewróciłam oczami, dalej wycierając krew z jego ręki. 
- Nie żyje - odparłam bez ogródek. 
- To moja wina - szepnął pod nosem. Mój wzrok złagodniał, gdy spojrzałam w jego zagubione oczy. Wolną rękę przyłożyłam do jego policzka i delikatnie odwróciłam jego twarz w moją stronę. 
- To nie jest niczyja wina - powiedziałam stanowczo. - Może i był trochę o ciebie zazdrosny, ale nie sądzę, że to dlatego on... no wiesz...
- Nie o to mi chodzi...
- Mam zadzwonić do rodziny Louisa i powiedzieć im co się stało - powiedziałam uśmiechając się mało wiarygodnie i próbując powstrzymać łzy.
- Więc dlaczego tu jesteś? - zapytał cicho, gdy skończyłam zmywać krew z jego dłoni. 
Nie wiem, może dlatego, że chciałam, żebyś mnie przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Ale ty przecież nie możesz mnie pocieszyć, pewnie nawet nie wiedziałbyś co zrobić czy powiedzieć...
- Po prostu chciałam cię zobaczyć - udało mi się z siebie wydusić, zanim w końcu moje łzy mnie pokonały i zaczęły spływać po moich policzkach. Harry szybko zareagował, wziął mnie w ramiona i zaczął w kółko powtarzać "ciiiii" i "nie płacz". 
- Nie lubiłem patrzeć jak moja mama płakała - powiedział zmartwiony. - I zdecydowanie nie lubię patrzeć jak ty płaczesz.
Zignorowałam jego słowa i mocniej się do niego przytuliłam, kładąc głowę w zagłębieniu jego szyi. Jego ramiona z lekkim wahaniem zacisnęły się mocniej wokół mojego ciała, a ja zaczęłam płakać jeszcze mocniej. Harry nic nie zrobił. Po prostu pozwolił mi użyć go jako poduszki.
Minęły minuty , było kompletnie cicho. Wciąż byłam wtulona w Harry'ego, jego ramiona ciasno mnie obejmowały. Wszystko co słyszałam, to mój ciężki oddech i jego długie westchnienia. Ktoś musiał w końcu się odezwać.
- Przepraszam, że musiałeś patrzeć jak płaczę - powiedziałam ledwie słyszalnym głosem i poczułam jak Harry bierze wdech. 
- Wydaje mi się, że trzymałaś to w sobie od dłuższego czasu. Może musiałaś to z siebie wyrzucić.
Odsunęłam się od niego i odetchnęłam z ulgą. Moje łzy zniknęły. Chciałam po prostu o tym pogadać, miałam nadzieję, że nie skończy się to tak, jak przed chwilą.  
- Żałuję, że nie powstrzymałam go, zanim było za późno.
- Nie możesz uratować wszystkich - mruknął z uspokajającym uśmiechem, kładąc dłonie po obu moich stronach. 
- Wiem, ale mogłam zrobić więcej - odpowiedziałam wzruszając ramionami. Trzymałam głowę spuszczoną w dół  i błądziłam palcem po wzorze na pościeli.
-Wiesz... - odezwał się cicho. Poczułam, jak delikatnie unosi palcem moją brodę zmuszając mnie, bym na niego spojrzała. - Znam kogoś, kogo uratowałaś...
Jego usta zbliżały się z każdym słowem. Bez wahania przysunęłam się bliżej niego i  złożyłam na nich delikatny pocałunek. Potrzebowałam więcej. 
Całowałam go raczej brutalnie, Harry chętnie odwzajemniał to z pasją. Przygryzłam jego pełną wargę, a on zagubiony rozchylił usta, pozwalając mi wsunąć między nie mój język. Na początku czułam jego entuzjazm, jednak gdy tylko usiadłam mu na kolanach, jego ruchy zaczęły być ostrożniejsze. 
- Dlaczego siedzisz na mnie i tak mnie całujesz? - zapytał zakłopotany, ale ja byłam zbyt zajęta zostawianiem ścieżki pocałunków na jego szyi.
- Bo jesteś seksowny - jęknęłam i poczułam wypukłość rosnącą w jego spodniach.
- N-Nie, chodzi mi o to... Dlaczego teraz? - wyjąkał, sprawiając że odsunęłam się od niego ze zmarszczonymi brwiami.
- Po prostu poczułam, że tego chcę. 
- Próbujesz odwrócić swoją uwagę od złych myśli, Jamie - odpowiedział. Wiedziałam, że ma rację, to było nie w porządku. - Są na to inne sposoby, to nie jest dobry pomysł. 
- Więc nie chcesz tego zrobić? - zapytałam z niedowierzaniem, a on pokiwał głową z szeroko otwartymi oczami.
- Oczywiście, że chcę - odpowiedział z entuzjazmem, ale po kilku sekundach się uspokoił. - Ale... Po prostu myślę o tobie.
Po tym zeszłam z jego kolan i usiadłam z powrotem na brzegu łóżka. Nie mogłam nawet opisać tego jak rozważny był i jak bardzo był dla mnie ważny. Gdyby nie był pacjentem, byłabym jego dziewczyną i spędzałabym cały mój wolny czas z nim, powtarzając jak cudowny jest i jaką jestem szczęściarą, że go mam. Ale tu był właśnie problem... nie byliśmy w związku. Nie wiedziałam już nawet czym byliśmy.

(korekta: Aga)


____________________________________
TA DAAAM
A CZO TAK MAŁO KOMENTARZY OSTATNIO BYŁO :C

POTRZEBUJĘ POMOCY! :)
Jak pewnie zauważyliście, w każdym rozdziale mimo, że je sprawdzam, zawsze są jakieś literówki, powtórzenia czy inne drobne błędy. Jest to oczywiście efekt mojego wielkiego roztrzepania xD choćbym nie wiem ile razy czytała rozdział i tak za cholerę nie mogę znaleźć wszystkich błędów!
Wiem, że części z was (jak nie większości) to przeszkadza.
No i tu przechodzę do mojej prośby...
SZUKAM KOGOŚ KTO DOKŁADNIE SPRAWDZAŁBY ROZDZIAŁY I PISAŁ MI GDZIE SĄ BŁĘDY TAK, ŻEBYM NIE MIAŁA PROBLEMÓW Z ICH ZNALEZIENIEM.
Sama niestety, jak widać, sobie z tym nie radzę xD

Więc! Jeśli czujesz, że podołasz temu zadaniu i chcesz mi pomóc oto zadanie dla ciebie!
Ten rozdział został przeze mnie tylko powierzchownie sprawdzony i z pewnością jest w nim pełno błędów.
Jeśli jakieś znalazłaś wyślij mi maila (xpaulinaxm@gmail.com), w którym napiszesz co to za błędy i gdzie mniej więcej są.
Jeśli jakimś cudem będzie więcej niż jedna chętna osoba to wybiorę tą, która wykonała zadanie najlepiej :)

W waszych głowach zapewne pojawiło się pytanie "Co ja z tego będę miała...?"
A więc tak! 
  • zostaniesz oficjalnym korektorem tłumaczenia "Crazed." ;)
  •  jeśli masz bloga, to w kolumnie zamieszczę jego reklamę
  • będę ci wdzięczna do końca życia ;***
  • będziesz mogła mieć satysfakcje, że dzięki tobie, wszystkim czyta się dużo przyjemniej to opowiadanie :) 
(jak coś to możemy jeszcze negocjować warunki współpracy:))

Suchar od Pati na dziś:
Jak nazywa się żona Oskara?
.
.
.
.
.
- Oskarżona.