niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział 64

Jego spocone ciało leżało na moim, jego głowa spoczywała na mojej szyi, a ramię na moich ustach kiedy słodko pocałowałam jego skórę. Przeniosłam usta na blizny, które pokrywały jego szyję i delikatnie przycisnęłam do nich usta.
- Harry, musimy się ubrać zanim wrócą.
Nisko jęknął i potrząsnął przecząco głową.
- Jeszcze minuta.
- Nie mamy czasu - szepnęłam do niego zanim zepchnęłam go ze mnie, czując jak jego główka wysuwa się ze mnie. Szybko się ubraliśmy się, ale Harry był odrobinę cichy, wiec nieufnie na niego zerknęłam. Żałował tego?
Kiedy zeszliśmy na dół i niezręcznie stanęliśmy w salonie, jakbyśmy czekali na mojego tatę i brata, co chwilę zerkałam w kierunku Harry'ego szukając w nim oparcia, ale był niechętny.
- Harry?
Spojrzał na mnie, a jego wzrok stwardniał, kiedy mentalnie zapytał mnie dlaczego go wołałam.
- Czy czujesz się jakoś inaczej? - spytałam. Cholera, brzmiałam okropnie.
- Nie - powiedział bez ogródek - Powinienem?
Tylko potrząsnęłam głową i wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem.
Jęknęłam do siebie kiedy spojrzał na mnie z rozczarowaniem malującym się na jego twarzy.
- Myślałem, że to będzie bardziej specjalne, nie wiem.
Zmarszczyłam brwi, ale potem poczułam jak ogarnia mnie gniew.
- Byłoby bardziej specjalne, jeżeli nie byłbyś taki ostry.
Szorstko do siebie zachichotał.
- Nie wydawałaś się narzekać.
Już miałam odpowiedzieć z wściekłością, ale mój telefon cicho zadzwonił. Spojrzałam na niego z ciekawością, chcąc wiedzieć kim jest dzwoniący nieznany numer zanim odbiorę.
- Halo?
- Dzień dobry, panno Drew. Z tej strony pan Patterson - cicho zaczerpnęłam powietrza. Cholera, to był mój szef - Jestem pewien, że masz świadomość, że Harry Styles zniknął.
- Zniknął? - prawie zachłysnęłam się, jakbym była zadziwiona. W tym samym czasie, oczy Harry'ego szybko się rozszerzyły. Definitywnie mógł słyszeć go na innej linii.
- Chciałem ci powiedzieć, że musisz być w pracy jutro, ponieważ jeżeli pan Styles nie pojawi się w ciągu kolejnych 24 godzin, będę zmuszony otworzyć dochodzenie.
Szczęka Harry'ego praktycznie opadła do podłogi.
- Dochodzenie? - ponownie powtórzyłam jego słowa, czując jak mój żołądek wywraca się i zaciska z nerwów.
- Właściwie, nie chciałbym ci tego mówić, ale boję się, że spróbował ósmy raz popełnić samobójstwo i mu się to udało - powiedział. Ponuro spojrzałam na Harry'ego, wdzięczna, że jest tu ze mną, ponieważ te słowa były dla mnie uderzające - To jest to, co tak czy inaczej podejrzewamy.
- Mam nadzieję, że wszystko z nim w porządku - powiedziałam nerwowo, wyruszając ramionami na rozwiązania jakie teraz miałam.
- Ja nie - zakpił, a brwi Harry'ego się zmarszczyły - To nie tak, że miałby po co żyć, jest wrzodem na tyłku dla nas wszystkich pracujących tutaj. Zrobiłby nam przysługę-
Zakończyłam połączenie, patrząc z współczuciem jak Harry niezręcznie przygryza wargę - próbując powstrzymać jakiekolwiek emocje, które go teraz nękały. Spojrzał na podłogę wciąż przygryzając wargę i naprężając ramiona.
- Harry, przepraszam-
- Mieli rację - wyszeptał.
- Nie mają racji - zaprzeczyłam, ale spojrzał na mnie pytająco, ale wyglądając na kompletnie zniszczonego w tym samym czasie.
- Nie, Jamie. Oni mieli rację... Oni - uciął, chyba chodziło mu o te głosy - Powiedzieli, że nikt o mnie nie dba...
- Ja dbam, Harry. Wiesz o tym - upewniłam go, słabo się uśmiechając, ale wciąż stał nieruchomo.
Złapałam go łagodnie za rękę, kładąc ją na mojej twarzy, żeby poczuć jego delikatną skórę.
- Pamiętasz jak tak robiliśmy? - zapytałam, kładąc moją dłoń na jego policzku, lekko głaszcząc go.
- Byłem dziwny.
- Wciąż jesteś - zaśmiałam się, mając nadzieję, że nie weźmie tego na serio, uważnie go obserwowałam - Ale lubię to.
Zaśmiał się słabo, zamknął na moment oczy, a gdy je otworzył ponownie, patrząc bardziej poważnie niż zwykle.
- Musimy wyjechać dziś wieczorem, prawda?
- Tak, musimy.

~

Kiedy tata i Youssef wrócili, zdołaliśmy upiec indyka na obiad. Spędziliśmy miły wspólny dzień i w końcu wyglądali jakby polubili Harry'ego. Nawet jeżeli mógł wydawać się odrobinę dziwny, Harry wciąż był uroczy.
- To było świetne kilka dni, tato. Ale powinniśmy naprawdę wyjechać wcześnie, zanim się ściemni. Wiesz, że nie lubię prowadzić, kiedy jest ciemno - zaśmiałam się sztucznie, kiedy Harry i ja zapakowaliśmy ostatnie bagaże do samochodu. Tata i Youssef stali na zewnątrz, szeroko się do nas uśmiechając. Byli odrobinę za bardzo pijani, jak na mój gust.
- Dzięki za przyjęcie mnie - Harry grzecznie wyszeptał.
- Kiedykolwiek! - wybełkotał tata.
- Jedźmy - powiedziałam do Harry'ego, bardziej ostrzegając.
Wsiedliśmy do auta, wykrzykując pożegnania, zanim wyjechaliśmy na główną drogę. Czułam jak dłoń Harry'ego lekko dotyka mojej, ale nie zamierza złapać. Mogę powiedzieć, że robił aluzje, ale wciąż był zbyt nieśmiały, by zrobić to naprawdę. Po dwóch miesiącach był wciąż nieufny w kwestiach zwykłych spraw. Ale mimo tego złączyłam nasze palce.
Jechaliśmy w ciszy, ale w spokojnej ciszy. Oboje byliśmy zmęczeni i trudno mi było utrzymać otwarte oczy. Po długich trzech godzinach mogłam zobaczyć szybko zbliżające się nasze miasto. Ale najpierw musiałam zrobić krótki przystanek.
- Dlaczego zaparkowaliśmy przed apteką? - zapytał, a ja nerwowo przygryzłam wargę.
- Harry... - zaczęłam, nie pewna, jak to ująć - Uprawialiśmy seks bez żadnego zabezpieczenia.
- Więc? - uniósł brew.
Zamarłam w zamyśleniu.
- Muszę wziąć tabletkę po.
- Co to? - zapytał mnie odchylając głowę na bok.
- Miałeś kiedykolwiek edukację seksualną w szkole? - nerwowo zachichotałam.
- Moja rodzina była bardzo religijna, nie pozwolili mi na nie uczęszczać.
Wiec skąd do cholery wiedział wszystko o wyciąganiu na czas i znał terminy takie jak "zaraz dojdę"? Z pewnością był doświadczony w tych sprawach. Miałam tylko nadzieję, że mentalnie, a nie fizycznie.
- Harry, tabletki zapobiegają zajściu w cią...
- Co jeżeli powiem na to nie? - zapytał gorzko, powodując, że spojrzałam na niego z jękiem.
- O co ci chodzi? - spytałam.
- Zapobiegasz życiu.
- Zapobiegam dużej pomyłce, która zrujnowałaby nasze życia - powiedziałam, ale wciąż spoglądał na mnie zniesmaczony.
- Mówisz tak, ponieważ byłaby to połowa mnie?
- Jesteś paranoikiem - westchnęłam wysiadając z auta. Szybko poszłam do apteki, ale zamarłam, kiedy zobaczyłam zamknięte drzwi. Było zamknięte, cholera. Nawet nie jutro, było otwarte dopiero od 27. To było okropne.
Zawstydzona wróciłam do auta przygryzając wargę.
- Jest w porządku, mam trzy dni.
- Co się stanie po trzech dniach?
- Przestanie działać.

_______________________________________
BARDZO WAS PRZEPRASZAM ZA OPÓŹNIENIE!!! 
Nie wińcie w żadnym wypadku Pauli, bo to wszystko w 100% moja wina. Przetłumaczyłam calusieńki rozdział i coś musiało się popsuć kiedy zapisywałam (ja aka geniusz) i straciłam całą pracę. Miałam zamiar w tygodniu nadrobić to opóźnienie, ale mam koniec semestru i sami rozumiecie, wypada oceny podciągnąć. Więc po wstawaniu na pociąg o 6:00 (czyli w moim wypadku pobudce o 4:40) i powrocie z powrotem do książek o 16 w domu nie miałam ani czasu, ani siły. Dlatego, kiedy już będziecie mnie karać za spóźnienie, weźcie pod uwagę, że specjalnie w niedzielę wstałam o 6,  żeby znowu przetłumaczyć to samo :))

8 komentarzy:

  1. dziękuję za rozdział miś <3 i za poświęcenie , nie dałabym rady o 6 wstać, i to jeszcze w niedzielę :o podziwiam Cię miś xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Swietne tlumaczenie ♥ I to ze wstalas o 6 rano ♡ Kocham tego ff!

    OdpowiedzUsuń
  3. jejku jesteś wspaniała, dziękuję ci za ten rozdział misiu
    jest cholernie cudowny, kocham to ff sssnspssidggsoshixss *-*
    czekam na następny rozdział @luvmyStyles_94

    OdpowiedzUsuń
  4. Aww dziękujemy za przetłumaczenie skarbie!
    HGSjfgsadhg OMG!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana jesteś ! <3 Wstałaś o 6 rano WOW :O :*
    A rozdział cudny :D czekam na next <3333333333333

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rozdział, idę czytać kolejny :) warto było poczekać:)

    OdpowiedzUsuń
  7. O kurde ide czytać nastepny
    A jak bedzie w ciąży ??? OMG ale bedzie akcja
    @Faza_Bo_Hazza

    OdpowiedzUsuń